[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Ale teraz jesteśmy daleko od jego tatusia.Dex musi sam to zrozumieć.Tu, na Marsie, nie liczy się, co się stało na Ziemi ani kto jest czyim ojcem.Liczy się tylko to, co można osiągnąć.– Ładna teoria, ale.– Nie zamierzam dopuścić do tego, żeby zalazł mi za skórę – podkreślił Jamie, walcząc z chęcią zaciśnięcia pięści.– To, co mamy tu zrobić, jest zbyt ważne, żeby brały górę osobiste animozje.– Naprawdę uważasz, że możecie tu spędzić półtora roku bez konfrontacji między wami? – twarz Shektar była śmiertelnie poważna, oczy utkwione prosto w twarzy Jamiego.– Tak – odparł.Nie był w stanie odwrócić wzroku od tych ciemnych, głębokich, lśniących i poważnych oczu.Włosy czarne jak noc upięła z tyłu głowy.Jamie zastanawiał się, co by zrobiła, gdyby sięgnął, rozpiął je i pozwolił im opaść na ramiona.Przypomniał sobie, że minął już rok, odkąd kochał się z kobietą.Shektar chyba coś wyczuła.Odwróciła wzrok.– Potrafię do tego nie dopuścić – zapewnił ją Jamie, starając się, by jego głos brzmiał lekko i swobodnie.– Nie pozwolę, żeby się mnie czepiał.– Stoicki Indianin, co? – spytała poważnie.– Wrogowie mogą spalić cię na stosie, a ty nawet nie piśniesz?Jamie chwycił jej szczupły nadgarstek.– Nikt mnie nie będzie palił na stosie i nikt nie będzie tu umierał.Zbadamy tę planetę, tak dogłębnie, jak tylko się da, a Dex nauczy się, że tutaj jest tylko członkiem zespołu, nie dyrektorem misji.– To samiec alfa, wiesz.Tak jak ty.– Co to znaczy?Shektar spojrzała mu prosto w oczy.– Obaj jesteście naturalnymi przywódcami.Obaj musicie być przewodnikami stada.To prosty przepis na kłopoty.Może katastrofę.Rozdrażniony, prawie rozzłoszczony, Jamie spytał:– W jakie sposób wy, psychologowie, dopuściliście do tego, żeby nasza dwójka znalazła się w tym zespole?– Ponieważ – odparła – Dex był na tyle sprytny, że zdołał to ukryć.Wiedział, czego szukają psychologowie i zrobił ich w balona.– Ciebie też?– Mnie również – przyznała.– Uświadomiłam to sobie dopiero wtedy, gdy zaczęliście się kłócić podczas lotu.Uświadomiłam sobie, że popełniliśmy błąd.– Chcesz powiedzieć, że mam taki sam profil psychologiczny jak on?– Obaj jesteście samcami alfa, to jasne jak słońce.Jesteście naturalnymi współzawodnikami.Jamie potrząsnął głową, bardziej w zadumie niż ze zdumieniem.Błędnie zinterpretowała ten gest.– Przyjrzyj się wszystkiemu, co robiłeś podczas pierwszej ekspedycji.Przejąłeś dowodzenie, prawda? Pokonałeś rosyjskiego kosmonautę, który miał być dowódca grupy naziemnej, a potem zmusiłeś dyrektora misji, żeby pozwolił ci na wyprawę do Wielkiego Kanionu, prawda?– Cóż.rzeczywiście.– To jest właśnie zachowanie samca alfa, Jamie.Przewodnik stada.Szef kurnika.Król pustyni.– I mówisz, że Dex jest podobny do mnie?– Taki sam profil.Osobowości macie różne, na wiele sposobów, ale takie same diabełki sterują jego i twoim zachowaniem.Jamie odetchnął.Po czym spytał:– Czy z nim też już rozmawiałaś?– Jeszcze nie.Chciałam najpierw porozmawiać z tobą.– Sądzisz, że to coś pomoże?– Sądzę, że nie.– Hm.– On nie jest w stanie zmienić podstawowych cech swojej osobowości, nie bardziej niż ty.Nie możesz zmienić samego siebie.Jedynym powodem, dla którego to wyciągnęłam jest to, że jesteś dyrektorem misji i musisz wiedzieć, na co się porywasz.– Na co wszyscy się porywamy.– Zgadza się – zgodziła się Shektar.– Jedziemy wszyscy na jednym wozie, prawda?Jamie przez chwilę przetrawiał to w ciszy.Shektar obserwowała go, bez ruchu, zostawiając rękę w jego dłoni.– Dobrze – odezwał się w końcu.– Nie wiem, czy rozmawianie z Dexem ma w ogóle sens.– Może stymulować jego skłonności do współzawodniczenia.Dać mu impuls do zwiększenia wysiłków.– Więc zostaw go w spokoju – powiedział szybko.– Poradzę sobie z tym.Łagodnie oswobodziła nadgarstek.– Spróbuję pomóc, jak tylko będę mogła.Uśmiechnął się smutno.– Może powinnaś dosypać mu parę kilo środków uspokajających do witamin.Odwzajemniła uśmiech.– Wybacz, że zwalam ci to na głowę pierwszego wieczora, ale sądziłam, że powinieneś o tym wiedzieć jak najszybciej.– Jasne.Dzięki.Przełknęła resztkę soku, powiedziała dobranoc i ruszyła w stronę swojej sypialni.Jamie został sam w nikłym nocnym świetle.Konstrukcję kopuły zaciemniano przepuszczając przez nią prąd elektryczny, który polaryzował plastik, dzięki czemu można było powstrzymać ciepło wnętrza przed ucieczką w mroźną noc.Wszyscy spali, a przynajmniej przebywali w swoich przedziałach.Patrząc, jak Shektar się oddala, Jamie uświadomił sobie, że prędzej czy później seks stanie się problemem.Mogła mieć na sobie sześć płaszczy, a nic by to nie dało, zdawał sobie z tego sprawę.Innych kobiet też to dotyczyło.Miesiąc po miesiącu, życie obok nich – może będzie musiała dodawać jakieś środki tłumiące do jedzenia.Podczas pięciomiesięcznego lotu na Marsa nie było problemu z seksem.Z wyjątkiem jednej nocy, jeśli ktoś z kimś spał, robiono to dyskretnie.W tę jedną noc był zamieszany Dex.Czy była z nim Vijay? Nigdy nie pytał i nigdy nie chciał wiedzieć.Jamie przypomniał sobie chaotyczny wykład doktora Li sprzed sześciu lat:– Wszyscy mamy zdrowy popęd seksualny – mówił dyrektor pierwszej ekspedycji.– Będziemy przebywać ze sobą przez prawie dwa lata.Jako kapitan ekspedycji oczekuję, że będziecie zachowywać się w sposób dojrzały.Jak dojrzali ludzie, nie jak zdziecinniałe małpy.Dobra rada, pomyślał Jamie.Zachowywać się w sposób dojrzały.Świetna rada.Vijay i Dex.Przygoda jednej nocy, tłumaczył sobie.Nic nie znaczy [ Pobierz całość w formacie PDF ]