[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Sądzę, że w ramach zadośćuczynienia zasłużyłem na darmową przejażdżkę.Więcej powiem, zamierzam z niej korzystać całą noc.– Darmową?Ezio miał nadzieję, że dziewczyna nie przesadza.Rozejrzałsię po sali.Nieliczni strażnicy stali pod ścianami co jakieś piętnaście stóp, ale żaden z nich nie słyszał tej rozmowy.Bankier, na swoim terenie, był bardzo pewny siebie.Może nawet za bardzo.– Tak właśnie powiedziałem – rzekł groźnie.Potem do głowy wpadła mu nowa myśl.– Masz może przypadkiem siostrę?– Nie, ale mam córkę.Bankier się zastanowił.– Trzysta dukatów?– Siedemset.– Ostro się targujesz, ale.zgoda.To przyjemność robić z tobą interesy.33Wieczór trwał w najlepsze.Ezio słuchał głosów dookoła siebie – „Jeszcze raz!” „Nie, nie, to boli!”, „Nie, nie możesz, nie pozwolę ci!” – i odgłosów bólu i rozkoszy; bólu prawdziwego, rozkoszy udawanej.Bankier niestety nie tracił sił i zniecierpliwiony zacząłzdzierać z dziewczyny suknię.Kurtyzana wciąż błagała Ezia wzrokiem, by się wstrzymał.„Dam sobie radę” –zdawała się mówić.Ezio znów rozejrzał się dookoła.Niektórzy ze służących i większość strażników została nakłoniona przez gości, by przyłączyli się do zabawy; zauważył, że ludzie trzymali członki z drewna i kości słoniowej oraz małe czarne baciki.Już niedługo.– Chodź tu, moja droga – powiedział bankier, popychając dziewczynę na kanapę.Usiadł na niej okrakiem i jednocześnie w nią wszedł.Potem zacisnął dłonie na jej szyi i zaczął ją dusić.Kurtyzana zakrztusiła się, zaszamotała i zemdlała.– O tak! Tak jest dobrze! – sapnął Borgia; na karku pokazały mu się nabrzmiałe żyły.Zaciskał palce na szyi dziewczyny.– To powinno zwiększyć twoją rozkosz.Moją zwiększa na pewno.Chwilę później skończył i opadł ciężko na jej ciało, ślizgając się w ich pocie i z trudem łapiąc oddech.Nie zabił dziewczyny.Ezio widział, że jej pierś unosi się i opada.Bankier niezdarnie wstał, zostawiając jej nieruchomą postać na wpół zsuniętą z kanapy.– Pozbyć się jej – warknął do dwóch służących, którzy stali niedaleko w pogotowiu.Ruszył w stronę głównej orgii.Ezio i służący odprowadzili go wzrokiem.Kiedy znalazł się w bezpiecznej odległości i zajął czym innym, słudzy ostrożnie położyli dziewczynę na kanapie, przykryli ją kocem i postawili obok karafkę wody.Jeden z nich zauważył Ezia.Ten przyłożył palec do ust, a mężczyzna uśmiechnął się i pokiwał głową.Jednak w tym cuchnącym legowisku diabła zdarzały się czasem przebłyski dobra.Ezio ruszył za bankierem, który podciągnął kalesony i przechodził od grupki do grupki, pomrukując z aprobatą jak koneser w galerii sztuki.– Och, bellissima – mówił od czasu do czasu, przystając, żeby popatrzeć, a potem poszedł do okutych drzwi, z których wyszedł na samym początku, i zastukał do nich.Od środka otworzył je drugi służący, który cały ten czas prawie na pewno spędził przeliczając pieniądze.Ezio nie dał im szansy zamknąć drzwi; skoczył do przodu i wepchnął obu mężczyzn do środka, a potem zamknął drzwi za sobą i odwrócił się do nich.Służący, mały człowieczek w koszuli bez dubletu, zabełkotał coś i padł na kolana; na jego spodniach pojawiła się ciemna plama, a potem zemdlał.Bankier się wyprostował.– To ty! – powiedział.– Assassino! Ale już niedługo.Jego ręka sięgnęła do sznura dzwonka, ale Ezio byłszybszy.Ukryte ostrze wyskoczyło i cięło po dłoni bankiera.Starzec szarpnął ją do siebie; trzy palce upadły na dywan.– Nie podchodź! – wrzasnął.– Zabij mnie, a nic ci to nie da.Cesare nigdy nie pozwoli ci ujść z życiem.Ale.– Tak?Twarz bankiera nabrała chytrego wyrazu.– Jeśli mnie oszczędzisz.Ezio uśmiechnął się.Bankier zrozumiał.Ścisnął zranioną dłoń.– Cóż – powiedział, choć w oczach stanęły mu łzy bólu i wściekłości.– Przynajmniej pożyłem.Wszystko, co widziałem, czułem, smakowałem.Nie żałuję żadnej z tych rzeczy.Nie żałuję ani chwili mojego życia.– Bawiłeś się zabawkami, które daje władza.Prawdziwie silny człowiek gardziłby nimi.– Dawałem ludziom to, czego chcieli.– Oszukujesz sam siebie.– Daruj sobie.– Przyszła pora spłacić własny dług, Eminenza.Niezasłużone rozkosze prowadzą do upadku.Bankier padł na kolana, bełkocząc na wpół zapomniane modlitwy.Ezio podniósł ukryte ostrze.– Requiescat in pace.Wychodząc, zostawił drzwi otwarte.Orgia przeszła w senne, brudne obłapianie.Jeden czy dwóch gości, podtrzymywanych przez służbę, wymiotowało; dwóch innych służących wynosiło trupa: czyjeś serce najwyraźniej nie wytrzymało nadmiaru wrażeń.Nikt nie został na straży.– Jesteśmy gotowe – powiedział jakiś głos obok Ezia.Ten odwrócił się i ujrzał Claudię.W całej sali kilkanaście dziewczyn wyplątało się z kłębowiska ciał i wstało.Wśród nich, znów ubrana i wstrząśnięta, lecz poza tym cała i zdrowa, była kurtyzana, którą tak okrutnie potraktowałbankier.Służący, którzy jej pomogli, stali obok.Kolejni rekruci.– Uciekaj stąd – powiedziała Claudia.– My zabierzemy pieniądze.Z nawiązką.– Dacie radę?.– Po prostu.Po prostu ten jeden raz mi zaufaj, Ezio.34Choć w duchu wciąż żywił obawy przed pozostawianiem sytuacji w rękach siostry, Ezio przyznał przed sobą, że ostatecznie sam prosił, by się tym zajęła.Wiele od niej zależało, ale lepiej, żeby jej zaufał – jak prosiła.Były zimne godziny przedświtu nowego dnia; Ezio naciągnął na głowę kaptur i bezgłośnie minął drzemiących pod pałacem bankiera wartowników.Pochodnie wypaliły się i sam budynek, już nieoświetlony tak wspaniale od środka, wydawał się stary, szary i zmęczony.Ezio zabawiał się myślą o poszukiwaniu Rodriga, którego nie widział od chwili jego wściekłego zejścia z podwyższenia po mowie Cesare – sam Cesare najwyraźniej postanowił nie zostawać na przyjęciu – ale odrzucił ten pomysł.Nie mógł w pojedynkę szturmować Watykanu, a poza tym był zmęczony.Wrócił na wyspę na Tybrze, by się umyć i odświeżyć, ale zrobił to szybko.Musiał się dowiedzieć, i to jak najprędzej, jak poszło Claudii – dopiero wtedy zdołałby się naprawdę uspokoić.Słońce pojawiło się nad horyzontem, barwiąc dachy Rzymu złotem.Ezio biegł po nich w stronę Rosa in Fiore.Ze swojego punktu obserwacyjnego widział liczne patrole Borgiów biegające po mieście w stanie najwyższego podniecenia i zdenerwowania, ale dom publiczny byłdobrze ukryty, a jego klienci szanowali tę tajemnicę – z pewnością nie chcieli odpowiadać przed Cesare, gdyby coś zwęszył – dlatego Ezia zaskoczył widok mundurów Borgiów w jego pobliżu.Zeskoczył na pobliską ulicę i ruszył, starając się nie spieszyć, w stronę lupanaru.Kiedy jednak się do niego zbliżył, zesztywniał.Na zewnątrz widać było ślady walki, a bruk poplamiony byłkrwią.Dobywając miecza, z tłukącym się w piersi sercem, Ezio wpadł do środka przez otwarte drzwi.Meble w sieni powywracano, wszędzie panował chaos.Na podłodze leżały potłuczone wazony, obrazy na ścianach –gustowne ilustracje niektórych dosadniejszych epizodów z Boccaccia – wisiały poprzekrzywiane.Na tym jednak nie koniec – w wejściu leżało trzech zabitych żołnierzy Borgiów, a wszędzie było pełno krwi [ Pobierz całość w formacie PDF ]