[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Zamknął oczy i odchylił się.- Na co patrzysz? - wyszeptałam.Usiadłam obok niego, a on bez słowa podał mi kartkę.List Jacka Fieldsa.- Miałaś rację - powiedział Liam po chwili.- Miałaś absolutną rację.Powinniśmy to byli przeczytać.Wiedzielibyśmy, że nie warto szukać jego ojca.Jego głos był tak matowy i przepełniony żalem, że zgniotłam list wdłoniach i rzuciłam go w kąt.Potrząsnął głową i zakrył oczy.Przez chwilę przeszukiwałam kieszenie jego kurtki, gdzie kilka dni temuschowałam list Pulpeta.Liam z rezygnacją patrzył, jak go wyciągam.- Powiedział, że nie napisał go do nich - wyjaśniłam.- Napisał go dociebie.Chciał, żebyś go przeczytał.- Nie chcę.- Chcesz.Kiedy opuścisz to miejsce i znów się z nim zobaczysz, będzieszchciał mu coś powiedzieć.- Ruby - rzucił ze złością, po czym zdjął rękę z mojego ramienia i wstał.-Naprawdę myślisz, że jeśli uda mu się przeżyć, pozwolą nam się z nimzobaczyć? Myślisz, że pozwolą nam zostać razem? Oni nie działają w tensposób.Będą kontrolować każdy nasz krok, począwszy od tego, na co patrzymypo to, co jemy.Wierz mi, będziemy mieli szczęście, jeśli w ogóle powiedząnam, czy żyje, a już na pewno nie dowiemy się, czy wcielili go do Ligi.Liam trzykrotnie przemierzył długość pokoju.Miałam wrażenie, żeminęła godzina, zanim zebrałam się na odwagę i sama otworzyłam list Pulpeta.W pokoju przez dłuższą chwilę panowała cisza.- No i? - zapytał w końcu.Jego głos podszyty był strachem.- Co tam jestnapisane?Nic.Kartka papieru była niezapisana, jeśli nie liczyć nazwiska rodzicówPulpeta oraz ich adresu.Ani jednej kropli atramentu.- Nie rozumiem.- powiedziałam, podając mu list.Coś mi w tymwszystkim nie pasowało.Może zgubił prawdziwy list lub wciąż miał go przysobie? Kiedy znów podniosłam wzrok, Liam płakał.Jedną dłonią zgniótł kartkę,a drugą przycisnął do oczu.Wtedy zdałam sobie sprawę, że znam odpowiedź.Pulpet niczego nie napisał, ponieważ czuł, że nie musi.Ufał, że sambędzie w stanie opowiedzieć rodzicom o tym, co się stało.Wierzył, że uda musię dotrzeć do domu.Liam opadł na łóżko, jakby nogi się pod nim ugięły.Oparł czoło na moimramieniu, a ja go przytuliłam.On ci ufał, chciałam powiedzieć.Cały czas ci ufał.Miałam wrażenie, że przybyło mi lat.Nie miałam ani szesnastu lat, aninawet sześćdziesięciu, ale sto, tysiąc.Czułam się starsza, lecz nie słaba.Czułamsię jak jeden z dębów rosnących przy drodze wijącej się ponad dolinąShenandoah - drzewo o głębokich korzeniach i mocnym pniu.On może odejść, pomyślałam.Może wrócić do domu.Przez dłuższy czas po prostu się do niego przytulałam.Chciałamzapamiętać bliznę, którą miał nad ustami, i to, jak jego włosy kręciły się nakońcach.Nigdy wcześniej tak dotkliwie nie doświadczyłam nieubłaganegoupływu czasu.Dlaczego zawsze stawał lub pędził naprzód w najbardziejnieodpowiednich momentach?- Najgorsze jest to, że miałem tyle planów - wyszeptał.- To, co zrobimy, imiejsca, w które cię zabiorę.Naprawdę chciałem, żebyś poznała Harry’ego.-Przez okno wpadło do pokoju popołudniowe słońce.Liam gładził mnie poramieniu.- Będzie dobrze - powiedział.- Tylko nie możemy pozwolić, żeby nasrozdzielili.- Nie rozdzielą nas - szepnęłam.- Tak sobie myślałam.Wiem, że tozabrzmi ckliwie, ale.z tej całej historii wynikło coś dobrego.Poznałam ciebie.Dla ciebie przeszłabym przez to wszystko jeszcze raz.- Zapiekły mnie oczy.- Naprawdę tak myślisz? - Liam wyprostował się i przycisnął usta domoich włosów.- Bo ja uważam, że nasze spotkanie było nieuniknione.Powiedzmy, że nie zamknęliby nas w tych okropnych obozach.Nie, posłuchaj.Opowiem ci niezwykłą historię naszego spotkania.Odchrząknął i odwrócił się tak, by patrzeć mi w oczy.- Jest lato, a ty mieszkasz w Salem.Próbujesz przetrwać kolejny nudny,upalny lipiec, pracując na pół etatu w lodziarni [ Pobierz całość w formacie PDF ]