[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.– Jesteś pewien? – spytała Garena.Kruk powoli zwolnił uścisk, nie spuszczając oczu z Fabiana.Garen wciągnął w płuca powietrze i skinął głową.– Czy mogłabyś zostawić nas na chwilę samych?Po krótkim wahaniu Adela skinieniem odprawiła sługę.Wyszedł bez słowa.Kobieta bez pośpiechu podeszła do odgradzającego pracownię splecionego z wikliny parawanu i zdjęła z niego luźną czerwoną suknię.Narzuciła ją na siebie ignorując jadowite spojrzenie Kruka.W swoim zawodzie spotkała wielu takich jak on: podstępnych i brutalnych, umiejących się porozumiewać tylko za pomocą pięści i złorzeczeń.Przystanęła w progu, rzucając Garenowi znaczące spojrzenie.– Nie odchodzę daleko – powiedziała z naciskiem.Kiedy zamknęła za sobą drzwi, Kruk spojrzał na Garena, który tymczasem włożyłkalesony i zaczął naciągać nogawice.– Ależ ta dziwka ma buźkę! Ale o tym pewnie sam wiesz najlepiej – zarechotałsprośnie.– Doprawdy, po co ci było składać śluby zakonne, skoro złamałeś już chyba wszystkie? Z ubóstwem i posłuszeństwem pożegnałeś się już dawno, nieprawdaż? Pewnie i czystość nie kazała im długo na siebie czekać.Co prawda dziewka jest apetyczna.Kiedy nie gada.– Spojrzał na zamknięte drzwi.– Muszę sam jej kiedyś spróbować.– Nie radzę.Kruk przymrużył oczy z niedowierzaniem.Po chwili ryknął śmiechem.– Zalazła ci pod skórę, co? Trzymajcie mnie! Wyniosły templariusz, wojownik Chrystusowy, zakochany w taniej ladacznicy! No, to mi poprawi humor co najmniej na kilka dni!Jego słowa kłuły Garena w uszy.– Jak mnie znalazłeś? – spytał przez zaciśnięte zęby.Kruk przestał się śmiać.– Nie jesteś dość ostrożny.Szedłem za tobą od klasztoru.Jak mniemam, twoi braciszkowie nie wiedzą, czym się w wolnych chwilach zajmujesz?– Czego chcesz? – spytał Garen prędko, chcąc się ustrzec kolejnej porcji drwin.Kruk przysiadł na łóżku i zzuł ubłocony but.Powoli rozmasował kościstą brudną stopę i skubnął stwardniałą skórę na pięcie.Życie nie było dla niego łaskawe.Mógł mieć najwyżej trzydzieści lat, lecz wyglądał znacznie starzej.– Mamy wspólne interesy, ty i ja.I mój pan.– Uśmiechnął się szeroko.Od ostatniego spotkania stan jego uzębienia znacznie się pogorszył.Schorzałe dziąsła przedstawiały ohydny widok.– Chyba nie sądziłeś, że o tobie zapomnieliśmy?Garen nie odpowiedział.Odraza przyprawiła go o falę mdłości.– Pamiętasz tę księgę, o której mówiłeś memu panu? Tę, którą wam skradziono?– Pamiętam.A co? – Garen uznał, że nie ma co się stawiać.Im prędzej zaspokoi ciekawość zbira, tym prędzej się go pozbędzie.– Chyba wiemy, gdzie jest.– Kruk wydłubał brud spomiędzy palców.– Niedługo ma przed królem wystąpić pewien trubadur.Uważamy, że to on jama.Rozpytałem się tu i ówdzie; stąd wiem, że poeta już jest w Paryżu, a śpiewać będzie w dniu Wszystkich Świętych.– Wytarł palce o siennik.– Co ci wiadomo o Ewerardzie z Troyes?– Jest kapelanem w tutejszym preceptorium.I możliwe, że to jego miał na myśli mój stryj, kiedy mówił o zwierzchniku bractwa.Służy u niego mój dawny towarzysz z Nowej Świątyni, Will Campbell.Kruk zmarszczył czoło.– Czy ten Campbell też należy do bractwa?– A skąd mam wiedzieć?! – Garen niecierpliwie wzruszył ramionami.Oczy Kruka zwęziły się.– Nie pyskuj do mnie, chłopcze, bo twoja dziwka nie będzie się miała czym zabawiać, kiedy wyrwę ci te dzwonki.Ponoć dominikanie starają się nie dopuścić do występu trubadura.Zwrócili się o pomoc do Świątyni, tak przynajmniej twierdził mój rozmówca.Zauważyłeś ostatnio jakichś niecodziennych gości?Garen milczał przez chwilę.– Tak – rzekł w końcu.– Był jakiś dominikanin i jeszcze dawny towarzysz mego stryja, Saracen.Kruk wyraźnie się ucieszył.– To by się zgadzało.Tenże Saracen miał powiązania zarówno z twoim stryjem, jak i z tym klechą.Najpewniej odwala co brudniejszą robotę dla bractwa.– Stęknął wciągając but i wstał.– Nasz pan uważa, że klecha postara się odebrać księgę trubadurowi.Pozwolimy mu na to, a potem sami mu ją odbierzemy.– Skąd wiesz, że to zrobi?– To zależy, czy powiedziałeś nam prawdę czy też nie.Jeśli rzeczywiście jest dla nich tak cenna, jak twierdziłeś, to na pewno zechce ją odzyskać.Niezależnie od tego, w czyim będzie posiadaniu.Jeśli w naszym, będziemy mogli pohandlować.– Powtórzyłem wam to, co mówił mi stryj.Jeśli się mylił, nie ma w tym mojej winy.– Garen milczał przez chwilę.– A jeśli pierwsi dorwą ją dominikanie?– Bynajmniej mnie to nie zmartwi.Łatwiej będzie ją wydostać z ich kolegium niż ze skarbca templariuszy.– Kruk chrząknął.– Pomyślimy o tym później, jeśli będzie taka potrzeba.Do czasu przedstawienia masz wytężać oczy i uszy i bacznie śledzić księdza razem z jego saraceńskim pachołkiem.Bądź w pogotowiu.Jeśli zdobędą księgę, musisz im ją ukraść.– A co ty będziesz robił w tym czasie? – zaprotestował Garen.– Dotrzymywał towarzystwa twojej ukochanej – Kruk uśmiechnął się chytrze – i pilnował, żebyś znów czegoś nie popsuł.Spraw się dobrze, to nasz pan zacznie się rozglądać za nadaniem dla ciebie.A na początek dostaniesz to.– Wyjął spod płaszcza pękaty trzos i pokazał go Garenowi z daleka.– Będziesz mógł obracać tę zdzirę przez okrągły rok.Ubieraj się.Ja tymczasem każę którejś z miłych dzieweczek, żeby zrobiła mi coś do żarcia.Obgadamy wszystko, jak skończę.– Wyszedł z izby, potrącając Adelę, która stała za drzwiami.– Kto to był? – spytała wchodząc do izby.Garen miał wypieki na policzkach, oddychał ciężko.Milczał, z furią obgryzając paznokieć.Po chwili ściągnął koszulę z parawanu.Zacisnął ją w dłoniach i targnął, jakby wyobrażał sobie, że to szyja Kruka.Z gardła wydarł mu się krótki zdławiony szloch.– Ciiii.– Adela podeszła do niego i wyjęła mu koszulę z rąk.Upuściła ją na podłogę, a potem zarzuciła mu ręce na szyję i stanęła na palcach, żeby pocałować go w usta.Z początku nie zareagował, potem powoli objął ją ramionami i zanurzył twarz w zagłębieniu szyi, wdychając głęboko woń jej włosów [ Pobierz całość w formacie PDF ]