[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.–Analiza – odparło lustro i po chwili nie dłuższej niż mgnienie oka ekran wypełniła mapa Ruwendy, poprzecinana bladoniebieskimi liniami.Patrzyli zdumieni, jak kolejno zaczęły wykwitać jasnobłękitne plamki.Niczym porwane sieci pajęcze, w różnych kierunkach odchodziły od nich postrzępione linie, zbiegające się w najsilniejsze strumienie wzdłuż jasnoniebieskich linii.–O, tutaj – rzekła Mikayla, wskazując koniuszkiem palca punkt oznaczający północno – zachodni kraniec Ciernistego Piekła – nastąpiło pierwsze.Miało miejsce przed świtem, wtedy, kiedy znaleźliśmy Haramis na podłodze w sypialni.Potem rozprzestrzeniły się na większość pomocnej części Złotych Błot.– Odwróciła się, by spojrzeć na Fiolona.– Czy właśnie tym szlakiem tu przybyłeś?Fiolon skinął głową w milczeniu, patrząc zmęczonym wzrokiem na lustro.–Czy występowały tam wstrząsy? – spytała Mikayla.Skinął ponownie.–Jak często i jak silne?Fiolon znów spojrzał w zwierciadło, a Mikayla doznała nagłego olśnienia.–Wszystko w porządku, Fiolonie, można mówić nie zmieniając obrazów.Odpowiada tylko na prośby, które rozpoczynają się od jego imienia.–Imienia? – spytał Fiolon.–Nazwy.Nie wiem, czy ma w ogóle prawdziwe imię – wytłumaczyła Mikayla.– Lustro, pokaż odbiegające od normy poziomy wód na Labiryntowych Błotach.–Analiza.– Obraz zmienił się w biało-czarną mapę Labiryntowych Błot: przeróżne i dziwne, w większości brązowe i niebieskie cienie pokrywały dużą część białych pól.–Niebieski oznacza wodę powyżej normalnego poziomu – wyjaśniła Mikayla.– Im ciemniejszy odcień, tym głębsza woda.Brązowe pola ukazują ziemię znajdującą się wyżej niż być powinna, i stają się coraz ciemniejsze w miarę jak wysokość wzrasta.Fiolon zadrżał.Wyglądał jak chory.–Nic dziwnego, że ziemia źle się czuła.–To prawda – zgodziła się Mikayla.– Chyba miałeś sporo szczęścia, że nie zgubiłeś drogi i dotarłeś do Wieży.–Zgubiłem – przyznał Fiolon.– Kilkakrotnie.Kiedy nie mogłem rozpoznać otoczenia, używałem kulki, która ciągnęła w kierunku twojej.W ten sposób wiedziałem, że odnajdę cię, gdziekolwiek byś była.Bo przecież czasami cię tu nie było – zauważył.– Weźmy chociażby tę niewinną półroczną wycieczkę do jaskini Czerwonego Oka na Górze Rotolo, nie wspominając już o czasie spędzonym w Świątyni Meret.–To jeden miesiąc każdej wiosny, co łatwo można przewidzieć – odparowała Mikayla.– Myślę jednak, że będziemy musieli wyruszyć w drogę, aby wszystko naprawić.Samemu tylko Jezioru Wum trzeba poświęcić dużo czasu.–Zjedzmy najpierw obiad, dobrze?Fiolon jęknął.Mikayla o mało się nie zakrztusiła.–Oczywiście.Przecież ty musisz umierać z głodu.– Wstała, zebrała zapisany pergamin i przemówiła do szklistego ekranu.– Lustro, dziękuję ci.Doładowanie.–Przerwa na doładowanie – odparło lustro i obraz pociemniał.Ruszyli połyskującym świetlnymi refleksami korytarzem, wijącym się pod przysadzistą Wieżą.Mikayla szeptem wypowiadała zaklęcia ożywiające oliwne lampy, które zwisały się z oszronionych ścian.–Czy ty rozmawiasz ze wszystkim wkoło? – zapytał Fiolon.–Tak, z większością rzeczy – odparła Mikayla.– Z istotami żyjącymi raczej nie.Enya jest zwykle zajęta, pozostali służący mnie ignorują, a jeśli chodzi o Haramis… – Westchnęła urywając w pół zdania.Kiedy przechodzili obok kuchni, w wejściu pojawiła się Enya.–Ach, jesteś, księżniczko – powiedziała.– Masz natychmiast iść do komnaty pani; od dłuższego czasu nic nie robi, tylko ciągle się o ciebie dopytuje.Mikayla popatrzyła na Fiolona wzrokiem, który jasno wyrażał niewypowiedzianą myśl: „A nie mówiłam?”, po czym zapewniła Enyę, że natychmiast uda się do sypialni Haramis.–Kazała podać obiad w swojej komnacie – dodała Enya.Mikayla skinęła głową i ponownie rozpoczęła mozolną wspinaczkę po schodach, a kiedy znalazła się tak daleko, że Enya nie mogła usłyszeć jej słów, mruknęła z sarkazmem:–Cóż za radość.–Miko, okaż choć odrobinę szacunku – zganił ją Fiolon.– Na pewno nie jest aż taka zła [ Pobierz całość w formacie PDF ]