[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.272- Dlaczego nie możesz? - dopytywał się, sadzając ją sobie nakolanach na masce upragnionego samochodu, gdy parkingowyposzedł odprowadzić jakiegoś SUV-a.- Jutro mam zajęcia.Ocenę projektów.Muszę dokończyć jeden model.Pokiwał głową ze zrozumieniem.Najwyraźniej nie wiedział,że trzy wymówki znaczą tyle co żadna.Gwałtownie wsunął dłonie pod jej płaszcz i bluzkę, a potem zanurzył je w staniku.Znałsię na pewnych sprawach.Jego ręce były zimne.Dlatego nadal się trzęsła.- Następnym razem?- Następnym razem - przytaknęła.To był ich rytuał.Zawsze następnym razem.Zapalił papierosa i odprowadził ją do jej gównianego samochodu, który zostawiła na skraju parkingu.Wstydziła się przekazać go parkingowemu.- Opowiedz mi o Sophii - poprosiła, a jej oddech utworzyłchmurkę w powietrzu.Jej chmurka przypominała biały obłoczek,a jego szary świder.Pragnęła czegoś, czego mogłaby się trzymać,by uwierzyć w ten następny raz.- Na przykład co?- Kim dla ciebie była?Odsunął ręce.- Była moją żoną.- Naprawdę?- T a k.- Kochałeś ją?Przemawiało przez nią wino.Przemawiał przez nią następnyraz.Nawet jej nie dotykał, a mimo to drżała i szczękała zębami,jakby się bała.„Nie boję się.Czego miałabym się bać?".Spojrzał na nią.- Nie tak bardzo, jak powinienem.273- Jest zupełnie inny niż dawniej.Lucy próbowała opowiedzieć Marnie o kolacji z Danielem.Miała nadzieję, że gdy wróci, Marnie będzie już spała, ale kiedy delikatnie otworzyła drzwi, jej przyjaciółka siedziała na kanapie w ich miniaturowym salonie, zupełnie przytomna, z komputerem na kolanach.- Jak bardzo można się zmienić w ciągu kilku lat? - zapytała Marnie.Jak zwykle zadawała właściwe pytania, a Lucy się wykręcała.- No, w tym wypadku.bardzo.Lucy domyśliła się, że mówią cicho, bo Leo już śpi.Długo zdejmowała płaszcz, kapelusz, buty i skarpetki.- Co masz na myśli?Lucy chciała wyjaśnić, co naprawdę ma na myśli, ale jak?Marnie sądziła, że chce poznać prawdę, ale czy rzeczywiście tego pragnęła? Lucy już i tak często wprawiała przyjaciółkę w zakłopotanie.Marnie brakowało ich dawnej przyjaźni, czasów, gdy Lucy mówiła jej o wszystkim.Nie rozumiała, dlaczego to sięzmieniło.Lucy też brakowało ich dawnej bliskości, ale nie potrafiła do niej wrócić.Ani zmusić się do wyznania Marnie prawdy.Bo prawda nie byłaby krzepiąca i na pewno by ich do siebie nie zbliżyła.- Po prostu.Trudno to wytłumaczyć.Tak naprawdę wolałaby zapytać: „Jak dużo naprawdę chceszwiedzieć?".- Kiedy zamierzasz go tu przyprowadzić? Chcę go zobaczyć.Ukrywasz go?Lucy zdecydowanie go ukrywała.Bo jak miałaby wyjaśnić brakjakiegokolwiek podobieństwa do Daniela, którego znała wcześniej? Wystarczająco bolesne było rozmontowywanie wszechświata, by zrobić dla niego miejsce.Nie umiałaby wrzucić tegowszystkiego na barki Marnie.274- Nie.Nie.Niedługo wpadnie.Pracuje w Waszyngtonie.Mapoważne stanowisko i jest zajęty.Lucy powoli odwinęła apaszkę z szyi, po czym ostrożnie powiesiła ją na haczyku w szafie, zamiast zmiąć w kulkę i jak zwykle rzucić na stolik w korytarzu.Niespiesznie szukała telefonu w torebce.- Chyba ja też się zmieniłam - powiedziała do tej pełnej wyczekiwania ciszy.- Jestem zdecydowanie inna niż w liceum.Marnie rozprostowała nogi.- Próbujesz dać mi do zrozumienia, że Daniel nie podoba cisię aż tak jak w liceum.- Nie, nie o to chodzi - zaprzeczyła zamyślona.- Wtedy byłam strasznie głupia, jak zresztą sama zauważyłaś.Lucy bawiła się ładowarką telefonu.Nie chciała usiąść na krześle naprzeciwko Marnie, bo wtedy musiałaby być szczera.Marnie posmutniała.- Wiesz, lubiłam, kiedy byłaś głupia.Zresztą nigdy tak tegonie określiłam.- Rozumiesz, co mam na myśli.Wtedy po prostu.śliniłamsię na jego widok.Chyba już taka nie jestem.Marnie wyglądała wyjątkowo przytomnie.Okręciła luźny kabel od komputera wokół stopy.- Dlaczego?Marnie należało się uznanie za tę niezłomność, mimo że pewnie bała się tego, do czego mogą doprowadzić te pytania.Lucy przez chwilę wytrzymywała spojrzenie przyjaciółki, a potem spuściła wzrok.To ona była tchórzem.- Chyba po prostu jestem starsza.- Pocałowałaś go tym razem?- Trochę.- Ile razy byliście na randce?- Nie wiem.Siedem, może osiem.Coś koło tego.- I pocałowałaś go „trochę"? Masz dwanaście lat?- Jutro mam ocenę projektów.275Marnie pokręciła głową.- Czy to ten sam Daniel?Lucy przełknęła ślinę i pokiwała głową.- W takim razie już ci się nie podoba.Arlington, Wirginia, 2 0 0 9Wczesnym wieczorem, po długiej, męczącej zmianie, Danieljechał ze szpitala stanowego do Charlottesville i gdy zobaczył korek na obwodnicy, postanowił wybrać inną drogę [ Pobierz całość w formacie PDF ]