[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Patrzył na meble, książki, obrazy, drogi sprzęt muzyczny.Ale czy teraz, pod koniec dnia było choć trochę mniej samotne niż obskurne lokum Maksa Bartmanna w St Pauli?Przed wejściem pod prysznic zadzwonił do Susanne.Nic nie zaplanowali na ten wieczór i Susanne była zaskoczona, słysząc jego głos; zaskoczona i szczęśliwa.– Susanne, muszę się z tobą zobaczyć dziś wieczorem.U ciebie, u mnie, na mieście, wszystko jedno.– Okej – odpowiedziała.– Czy coś się stało?– Nie.nic.Po prostu muszę z tobą porozmawiać.– Ach, rozumiem – odparła.Była przekonana, że chodzi o śledztwo.– Przyjedź do mnie.Zostaniesz na noc.– Będę za pół godziny.Mieszkanie Susanne mieściło się w wielkiej kamienicy z czasów cesarza Wilhelma w części dzielnicy Othmarschen, zwanej Ovelgönne.Kamienica stała nad brzegiem Łaby przy ulicy Elbechaussee.Zdarzało się, że Fabel zostawał na noc u Susanne, choć zwykle to ona spędzała noc w jego mieszkaniu.Podejrzewał, że Susanne bardziej chroniła prywatność swojego domu niż on.Zaparkował samochód na ulicy i wszedł do budynku.Susanne widziała, jak podjechał i czekała na niego w otwartych drzwiach mieszkania.Ubrana była w za duży podkoszulek, w którym zwykle sypiała.Błyszczące, czarne włosy opadały na ramiona, nie miała makijażu.Zdarzały się takie chwile, że jej uroda go onieśmielała, kiedy patrzył na nią właśnie tak jak teraz.Jej mieszkanie było znacznie większe, urządzone ze smakiem i w przeciwieństwie do nordyckiego minimalizmu Fabla, przeważał w nim tradycyjny styl.– Jesteś zmęczony – powiedziała Susanne i poklepała go po policzku.Wszedł do salonu, a ona poszła do kuchni, skąd po chwili wróciła z kieliszkiem białego wina i butelką piwa.– Proszę, oto twój Jever.– Wręczyła mu butelkę.– Specjalnie dla ciebie zrobiłam zapasy.– Dzięki.Tego mi właśnie potrzeba.– Pociągnął łyk zimnego fryzyjskiego piwa.Susanne usiadła obok niego na sofie z podkurczonymi nogami.Koszulka przesunęła się w górę, odsłaniając jedwabistą skórę ud.– O czym chciałeś tak pilnie porozmawiać? – Uśmiechnęła się.– Nie myśl sobie, że nie miałam ochoty cię widzieć.Ale zabrzmiało to tak, jakbyś chciał porozmawiać o śledztwie, a wiesz, jak nie lubię rozmów o pracy w domu.Fabel zamknął jej usta długim, gorącym pocałunkiem.– Nie – odezwał się w końcu, patrząc jej w oczy.– Nie przyszedłem, żeby rozmawiać o pracy.Dużo ostatnio myślałem.Myślałem o nas.– Och, to brzmi groźnie.– Nasz związek zmierza donikąd.Pewnie dlatego, że wędrujemy swoimi własnymi ścieżkami i jest nam z tym dobrze.A może nie potrzebujesz nic więcej.– Przerwał, czekając na jej reakcję.Ale w oczach Susanne widział tylko oczekiwanie.– Moje małżeństwo się rozleciało.Nie wiem, co robiłem źle, może za mało się starałem, żeby je utrzymać.Nie chcę, żeby to samo przydarzyło się nam.Naprawdę zależy mi na tobie, Susanne.Chcę, żeby było dobrze.Uśmiechnęła się i pogładziła go po policzku.Dłoń miała zimną od trzymanego kieliszka z winem.– Jan, wszystko jest w porządku.Musi być dobrze.– Chciałbym, żebyśmy zamieszkali razem.– Ton głosu Fabla był stanowczy, nawet nieco szorstki.– Naprawdę chciałbym, żebyśmy zamieszkali razem, Susanne.Co o tym myślisz?Uniosła brwi i wzięła głęboki oddech.– Nie wiem.Naprawdę nie wiem.Oboje mamy swoje światy.Oboje jesteśmy uparci.Teraz to nie przeszkadza, ale jeśli zamieszkamy razem.Nie wiem, Jan.Dobrze, że jesteśmy razem, nie chcę tego zepsuć.– Myślę, że nie zepsujemy, to tylko wzmocni nasz związek.– Byłam już kiedyś w takim związku.– Susanne zsunęła nogi na podłogę, pochyliła się do przodu, oparła łokcie na kolanach, poruszając lekko kieliszkiem z winem.– Przez jakiś czas mieszkaliśmy razem.Początkowo tego nie zauważałam, ale okazało się, że ma naturę nadzorcy.– Roześmiała się gorzko.– Ja, psycholog, a nie dostrzegłam tego.To było straszne.Czułam się poniżona.Potem zupełnie bezwartościowa.Straciłam wiarę w siebie, przestałam sobie ufać [ Pobierz całość w formacie PDF ]