[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Qwilleran odczekał parę minut, a potem wsadził swój rower do bagażnika samochodu i ruszył w kierunku North Middle Hummock.Koty syjamskie siedziały w kuchni, wpatrując się w drzwi od zamrażalnika.–Wiecie, kto przyjdzie jutro na obiad? – powiedział dziennikarz.– Wielka Stopa!Rozdział czternastyOkoło ósmej wieczorem w poniedziałek Qwilleran przygotowywał się na przyjście gości.Schłodził jabłecznik, znalazł papierowe serwetki, położył na półmisku tyle pączków, że starczyłoby dla dziesięciu osób, i włożył szczapki drewna do obu kominków.Nagle Koko wpadł do kuchni i wskoczył na parapet okna wychodzącego na stodołę.Dziennikarz widział jedynie czarny, lśniący kwadrat szyby, ale Koko dostrzegł w ciemności coś, co go zaciekawiło.Qwilleran przetarł oczy i zbliżył twarz do szyby.W mroku majaczyły dwa światełka.Dziennikarz przypomniał sobie opowieść Homera o górnikach, którzy mieli na głowach kaski z lampkami.Ale te światełka były inne.Poruszały się i migały.Po pewnym czasie z ciemności wynurzyły się dwie postacie.Qwilleran rozpoznał twarze Kristi i Mitcha, którzy przyszli od strony farmy Fugtree, minęli aleję wysadzaną wierzbami i zbliżali się do muzeum od tyłu.Qwilleran poszedł im otworzyć.Towarzyszył mu Koko.–Jest taki piękny wieczór, że postanowiliśmy iść piechotą – powiedziała Kristi.– Nie poszliśmy skrótem wzdłuż strumienia, jest tam trochę strasznie po zmroku.Mitch powinien opowiedzieć tam dzieciakom bajki w Halloween.– Kristi uścisnęła Qwillerana i wręczyła mu ser kozi w plastikowej torebce.– Jestem taka podniecona! Myślę w kółko o propozycji, którą mi przedstawiłeś.Mężczyźni uścisnęli sobie ręce.–Masz szkockie nazwisko – powiedział Qwilleran.– Moja matka miała na nazwisko Mackintosh.–Historia klanu Ogilvie sięga dwunastego wieku – oznajmił z dumą Mitch.– Moja rodzina przybyła tu ze Szkocji w 1861 roku.–Wiem, że twój dziadek był mistrzem ortografii!–Rozmawiałeś z Homerem! On ma niesamowitą pamięć!–Jak tylko uporządkuję rzeczy mojej matki i znajdę szydełko, zrobię ci szalik w szkocką kratę – powiedziała Kristi do Qwillerana.– Och, jaki śliczny kociak! Czy on lubi ludzi?–Tylko tych, którzy przynoszą w prezencie kozi ser.Gdzie chcecie usiąść? W salonie czy przy dużym stole w kuchni? Kominek jest w obu pomieszczeniach.Wybrali kuchnię.Kiedy Qwilleran nalewał jabłecznik do kieliszków, Mitch rozpalił w kominku, a Kristi zapaliła różowe świeczki, które pani Cobb trzymała na stole.–Tu jest tak przytulnie – powiedziała Kristi.– Iris zapraszała nas na lemoniadę i ciasteczka.Chciałbyś tu mieszkać, Mitch?–Jasne! Mieszkam nad apteką w Pickax – wyjaśnił Mitch, patrząc na Qwillerana.– Zastanawiam się, czy jest wielu kandydatów na stanowisko dyrektora muzeum.–Jakie masz kwalifikacje, Mitch?–Należę do Towarzystwa Historycznego, odkąd skończyłem podstawówkę.Przeczytałem mnóstwo książek o antykach.Jestem w komitecie Homera i zajmuję się dziećmi, które pracują na podwórku.Mógłbym organizować różne imprezy kulturalne.–Mitch potrafi się ze wszystkimi dogadać – wtrąciła Kristi.– Nawet z Amandą Goodwinter i Adamem Dingleberrym.–Adam powoli się wycofuje – powiedział Mitch.– Przeniósł się do domu starców, ale umysł ma wciąż bystry.–I podszczypuje dziewczyny – dodała Kristi.–Powinien pan zrobić z nim wywiad, zanim będzie za późno – powiedział Mitch do Qwillerana.–Mów mi Qwill.Czy Adam zna jakieś historie o duchach?–Wszyscy tutaj mieli kontakt z siłami nadprzyrodzonymi.– Mitch spojrzał znacząco na Kristi, ale ona udała, że tego nie widzi.–Ja niestety nie mogę się tym pochwalić – powiedział Qwilleran.– Jakie historie opowiadasz dzieciom w Halloween? Klasyczne bajki czy coś, co sam wymyśliłeś?–Opowiadam im prawdziwe historie związane z wydarzeniami w Moose County i historią Szkocji.Oczywiście dodaję mrożące krew w żyłach szczegóły.–Widziałeś kiedyś trzydziestu dwóch górników?Mitch skinął głową.–To było trzy lata temu.Wracałem z przyjęcia w Mooseville.Zboczyłem z głównej drogi i znalazłem się w pobliżu wzgórza Goodwinterów.I wtedy ich zobaczyłem.–Jak wyglądali?–To były cienie majaczące przy drodze.Domyśliłem się, że to górnicy – mieli na głowie kaski z lampkami.–Policzyłeś, ilu ich było?–Pomyślałem o tym dopiero, kiedy część górników znikła.Jest jeszcze jedna zabawna rzecz: to miało miejsce trzynastego maja, w rocznicę eksplozji.–Wracałeś do domu z przyjęcia?–Tak, ale to nie miało z tym nic wspólnego, przysięgam.–Cóż, niech ci będzie.Byłem zawsze sceptyczny wobec takich historii.Wydaje mi się, że musi istnieć logiczne wytłumaczenie.Ale ostatnio zacząłem być sceptyczny wobec własnego sceptycyzmu.Powiem wam, co się dzieje w muzeum.Dziennikarz opowiedział im o telefonie Iris w środku nocy.Iris była wtedy przerażona, słyszała stukanie w piwnicy i jęki.Powiedziała Qwilleranowi, że „coś zobaczyła”.–Słyszałem, że Senior Goodwinter widział przed śmiercią Ephraima, który przeszedł przez ścianę.Szukam jakiegoś wytłumaczenia.–Na temat Ephraima krążyły różne plotki – powiedziała Kristi.– Mówią, że ukrył kiedyś złote monety i wraca po nie jako duch.–Uparty staruch! – skwitował Mitch.– Nigdy nie da za wygraną.–Jeden z moich kotów zachowuje się dziwnie, odkąd się tu wprowadziliśmy – powiedział Qwilleran.– Mruczy, jakby coś do siebie mówił, i cały czas wygląda przez kuchenne okno [ Pobierz całość w formacie PDF ]