[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Ten argument wyraźnie przemawia do pani Porter.Gospodyni zostawia mnie i ciężkim krokiem schodzi po schodach.Zamykam drzwi.W ciemnościach pokój wydaje się obcy i zło-wieszczy.Przesuwam palcami po zżółkniętej tapecie, aż trafiam na lampę gazową, która ożywa z sykiem.Płomień drży niepewnie pod szklanym kloszem.Pokój budzi się z drzemki - aksamitna kanapa, globus na stojaku, biurko jak zwykle zarzucone drobiazgami, rzędy ukochanych książek.Maski wyglądają ponuro w wieczornym półmroku.Nie mogę na nie patrzeć.Szukam pocieszenia w obrazach panny Moore - fioletowy wrzos w Szkocji, poszarpane skały nad morzem, omszałe jaskinie w lasach za Spence.Przysiadam na sofie, żeby się uspokoić i wszystko sobie poukładać.Czuję się taka zmęczona.Chcę spać, ale nie mogę, jeszcze nie.Muszę się zastanowić, co robić dalej, jeśli Rakshana sprzymierzyli się z panną McCleethy, z samą Kirke, to nie można im ufać.Kartik miał mnie zabić, gdy już znajdę Świątynię, ale zdradził ich i pomógł mi uciec.Zegar tykaniem odmierza minuty.Pięć.Dziesięć.Odsuwam zasłonę i wyglądam na ulicę, ale nie widzę ani śladu po panu Fowlsonie i czarnym powozie.Pukanie do drzwi niemalże przyprawia mnie o zawał serca.Wchodzi pani Porter z kopertą.- Kochaneczko, możesz już nie czekać.Musiałam nie zauważyć, że panna Moore zostawiła list dziś rano na moim stoliku.- Dziś rano? - powtarzam.To niemożliwe, panna Moore zaginęła w międzyświecie.- jest pani pewna?- Och, tak.Widziałam, jak wychodziła, ale potem już się nie pojawiła.Właśnie przeczytałam list.Napisała, że wyjeżdża do rodziny.- Ale panna Moore nie ma żadnej rodziny - oponuję.- No, jednak ma.- Gospodyni czyta na głos: - „Droga pani Porter! Proszę wybaczyć, że zawiadamiam tak późno, ale muszęnatychmiast wyjechać, gdyż przyjęłam posadę w szkole niedaleko Londynu, gdzie stanowisko dyrektora piastuje moja siostra.Przyślę po rzeczy jak najszybciej.Z poważaniem Hester Asa Moore.Hmm.Chyba raczej uciekła, żeby nie płacić czynszu.Zdaje się, że jest mi winna za dwa tygodnie.- W szkole? Gdzie stanowisko dyrektora piastuje jej siostra? powtarzam ledwie słyszalnym głosem.WZnam to zdanie z listu pani Morrissey ze Świętej Wiktorii, ale ona pisała o pannie McCIeethy.- Na to wygląda - potwierdza pani Porter, Jakaś potworna myśl usiłuje nabrać we mnie kształtu.Obrazy.Szkocja.Spence.A ten pejzaż nadmorski wydaje mi się taki znajomy, podobny do tego z moich wizji.To mogłoby być w Walii, uświadamiam sobie z narastającym przerażeniem., Każde miejsce z listy panny McCIeethy jest upamiętnione ra tych obrazach.Ale to panna McCIeethy uczyła we wszystkich tych szkołach.To ona szukała dziewczynki, która mogłaby ją zaprowadzić do międzyświata.Chyba że panna McCleethy i Karlik mówili prawdę.Chyba, że panna Moore wcale nie jest panną Moore.- Nie ma już na co tu czekać, panienko - pani Porter przerywając moje rozmyślania.- Tak - chrypię.- Napiszę list, który będzie można dołączyć do jej rzeczy.- A proszę bardzo - zgadza się gospodyni, wychodząc.- Może panienka przypomnieć o należności dla mnie.Nie zapłaciła mi czynszu.Przeszukuję blat biurka i znajduję pióro oraz papier listowy.Biorę głęboki wdech.Nie panna Moore.To niemożliwe.Panna Moore wierzyła we mnie.Jako pierwsza wspomniała nam o Zakonie.Słuchała, gdy jej opowiadałam o.o wszystkim.Nie.Panna Moore nie jest Kirke.I udowodnię to.Zapisuję dużymi, śmiałymi literami: Hester Moore.Słowa odwzajemniają moje spojrzenie.Ann robiła już anagram dla panny Moore i wyszły jaj same nonsensy.Spoglądam na list.Z poważaniem - Hester Asa Moore.Asa.Drugie imię.Dopisuję je i patrzę dalej.Drżącymi palcami przesuwam litery nazwiska, by utworzyć coś nowego.S, A, R.W końcu wstawiam na miejsce pozostałe litery.H, R.E.Pokój rozpada się, gdy pełne nazwisko ukazuje się moim oczom.Sara Ress-Toome.Parma Moore jest Sarą Rees-Toome.Kirke.Nie! Nie uwierzę.Panna Moore pomogła uratować Ann.Kazała nam uciekać, a sama walczyła z potworem Kirke.Ze swoim potworem A ja wprowadziłam ją do międzyświata.Dałam jej moc.Wracają do mnie wspomnienia.Jej żywe zainteresowanie panną McCleethy.Polecenie, żeby trzymać ją z dała od Nell Hawkins.Sposób, w jaki dziewczęta w bieli patrzyły na nią w miedzyświecie, jakby ją znały.Gdy będziesz mogła zobaczyć to, co ja widzę - tak powiedziała Nell.- Chcę to zobaczyć.Chce poznać prawdę - mówię.Wizja spada na mnie równie gwałtownie jak nagły deszcz w Indiach.Pod jej naporem cała drżę i padam na kolana.Oddychaj Gemmo.Nie walcz z tym.Zupełnie tracę kontrolę i narasta we mnie panika, gdy spadam coraz szybciej i gwałtowniej.Nagle wszystko się zatrzymuje.Panuje spokój.Znam to miejsce, widziałam je już wcześniej.Ryk morza wypełnia moje uszy.I rozpryskująca się woda całuje postrzępione skały i pokrywa moje włosy i usta słoną mgiełką.Ziemia jest popękana i zniszczona, skórę skał znaczą tysiące drobnych rys.W górze widzę trzy dziewczyny, ale to nie widmowe istoty.Są żywe, szczęśliwe i uśmiechnięte.Wiatr szarpie ich spódnice [ Pobierz całość w formacie PDF ]