[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.W środku zaczęło siętworzyć coś na kształt bądź człowieka, bądź orła.Postać osiągnęła juŜ swoje rozmiary, a kulapowiększyła się na tyle, by przybysz się w niej zmieścił.Postać ta okazała się męŜczyzną zciemną brodą.Sapriel rzucał się jak ryba ugodzona harpunem i ciągnięta za trawlerem.Jego ręce inogi zacisnęły się na czymś, co wyglądało jak połyskujący kit.Ciało mogło wciąŜ wić się, alebezskutecznie.Przypuszczałem, Ŝe to tylko projekcja Sapriela, mówiąc nieco jak laik ofizjologii boga, poniewaŜ oczywiście nie wiedziałem, czy bogowie mają ciało, czy teŜ sączymś zupełnie innym.Był to raczej obraz, odwzorowanie boga, jakiego i my wszyscyuŜywaliśmy w tym sztucznym środowisku.RóŜnica pomiędzy Saprielem a resztą z nas pole-gała na tym, Ŝe ten ostatni znalazł się na forum pod przymusem oraz Ŝe Zhardann na pewnozrobił coś, co unieruchomiło fizyczne ciało Sapriela, gdziekolwiek by się ono znajdowało.Odsamego patrzenia na to, jak Sapriel się wije, dostawałem zawrotów głowy, jakby ktoś i mniewciągnął wbrew woli.- To bardzo zły moment - warknął Sapriel.- Jestem właśnie w środku delikatnego.- Twój czas nie naleŜy do ciebie - rzekł Zhardann.- Wezwano cię, byś się rozliczył.- Rozliczył? Z czego?- Soaf Pasook! - zawołał Zhardann.- Wystąp!Sapriel otworzył usta, po czym zamknął je szybko.Pasook właściwie nigdzie niewystąpił, poniewaŜ wciąŜ stał na brzegu skały obok Zhardanna, ale trochę niŜej.Podniósłjedynie rękę i wskazał nią Sapriela.Gesty były wystarczająco teatralne.- Wysłuchaj mojego oskarŜenia, o Niewierny! - zaczął Pasook.Przedstawił w skróciegłówne zarzuty i zakończył:- Co ty na to?- Nie muszę odpowiadać ani tobie, ani nikomu innemu! - ryknął Sapriel.- Ze względu na władzę tego zgromadzenia - powiedział Zhardann - musiszodpowiadać.Sapriel spojrzał w dół, popatrzył po uniesionych ku niemu twarzach, jakby niezauwaŜył wcześniej całego tłumu.- O co tutaj chodzi? - zapytał.- Panowałem nad wszystkim, zanim mnieodciągnęliście.Tak, słyszałem, Ŝe Pasook ma ten pierścień, i miałem nadzieję, Ŝe go zdobędę.UŜyłem środków, które wydawały się niezbędne.Pasook wciąŜ niemądrze się opierał, więcowszem, rzuciłem go na kolana.Był zdany na moją łaskę - co w tym złego? Hę? Znam wieluz was, którzy robili gorsze rzeczy.Czy nagle wszyscy się nawrócili?Wyglądał na bardzo zdegustowanego.- O co tu tak naprawdę chodzi? Nawet kiedy go pokonałem, Pasook nie zdobył się nato, Ŝeby przyznać się do klęski, która była sromotna i całkowita.- Zwrócił się do Pasooka.-WciąŜ próbowałeś mnie podejść, ty tępaku.Myślałem, Ŝe nie Ŝyjesz!- Jeszcze jedna pomyłka - odpowiedział mu Pasook.- Twoje tortury były straszne iskuteczne, ale znowu źle oceniłeś sytuację.- Nie rozwaŜamy tu sprawy zabójstwa boga, zamierzonego czy dokonanego - wyjaśniłZhardann.- Saprielu, masz rację mówiąc, Ŝe nic ci nie zabroni usunąć, kogo tylko zechcesz,najwyŜej granice zdrowego rozsądku oraz siła powiązań twojego wroga; przecieŜ naszereguły postępowania są nieformalne, jeśli w ogóle istnieją.Nie w tym rzecz.Nas interesujetwój rozsądek oraz twoje nieodpowiedzialne postępowanie, bez Ŝadnych zahamowań, wstosunku do świata śmiertelników.Nagle wydało się, Ŝe Sapriel przestraszył się, naprawdę się przestraszył.- Chwileczkę, to przesłuchanie czy lincz? Co.Sapriel wciąŜ poruszał ustami, ale jego głos nagle opadł do słabego szeptu.- Mimo twoich protestów - ciągnął Zhardann - intrygi się nie powiodły, więc niemoŜesz mówić, Ŝe cel uświęca środki.Być moŜe prawdą jest, Ŝe zwycięzca ustala zasady, alety nie jesteś zwycięzcą.- Zhardann podniósł głos, Ŝeby wszyscy go usłyszeli.– Poddaję wamdo rozwaŜenia następującą kwestię.Jeśli jeden z nas nie potrafi w sposób odpowiedzialnyuŜywać swojej mocy i nie potrafi powstrzymać się, by nie naraŜać na niebezpieczeństwodobra wspólnego, to jego pozycja jest dla niego nieodpowiednia.To jest nasza prawdziwateza.Słyszeliście świadków.Widzieliście, jak odpowiedział Sapriel.Zdajecie sobie sprawęz tego, jak powaŜny jest to problem.Czy Ŝyczycie sobie dalszej dyskusji, czy teŜ juŜosiągnęliśmy consensus?Sapriel wciąŜ nie mógł się ruszyć, a pole pochłaniające dźwięki wciąŜ go kneblowało,lecz rzucał się na próŜno w swojej klatce i najwyraźniej starał się wrzeszczeć z całych sił.Twarz mu poczerwieniała i spływał po niej pot.Jak na projekcję, było to całkiem realistyczne.Zhardann musiał zagłuszyć nie tylko jego głos, coś musiało teŜ odbierać Saprielowi moc, bouŜywałby kaŜdej jej odrobiny, Ŝeby się uwolnić.On, podobnie jak wszyscy, wyczuwał wpowietrzu zapach krwi.Cisza przedłuŜała się, gdy kaŜdy z obecnych oglądał się na sąsiadów i zastanawiał się,kto teŜ się odezwie i pchnie wszystko naprzód.Wreszcie odezwał się męŜczyzna w burnusie,którego wcześniej nie zauwaŜyłem.- Śmiertelność - rzekł.- Proponuję skazać go na śmiertelność.Z początku odpowiedziało mu poruszenie, jakby nagle wiatr uderzył w chmurę,powodując łoskot i szum przypominający szelest liści oraz wyginanie gałęzi i pni w jedną idrugą stronę.Ton był aprobujący.JednakŜe ten, który przemówił, owinął się w burnus i stałjakby z boku.Pewna myśl przemknęła mi przez głowę.Jeśli projekcje otaczających mnieosób były tylko sztucznymi obrazami, to dlaczego ktoś nie mógłby wywołać ich więcej niŜjedną naraz? Czy ktoś mógłby ukazać się w więcej niŜ jednej postaci w tym samym miejscu?Czy ten w burnusie mógł być czyimś sobowtórem?Obszedłem szybko całe poruszone zgromadzenie i zaszedłem tamtego od tyłu.- Przepraszam - odezwałem się.W tle za nim widziałem zarówno Zhardanna, jak i Soafa Pasooka.MęŜczyzna drgnął,jakby się obudził, i obrócił się ku mnie powoli.- Tak? - zapytał.- Chyba się nie znamy - powiedziałem.- Chciałbym pogratulować zdecydowanegowystąpienia.- Dziękuję - odrzekł, a jego głos znowu jakby się oddalał.- Jest czas kontemplacji iczas działania.Zhardann przyglądał się wszystkiemu poprzez chmurę, czekając na odpowiedniąchwilę, by znów się wtrącić.Jednocześnie rozmawiał z Jill, która podeszła do niego z tłumu istała nieco poniŜej na skraju skały.Soaf Pasook ignorował stojący przed nim tłum i pogrąŜyłsię w myślach, a jego twarz nic zupełnie nie wyraŜała.MęŜczyzna w burnusie postawił wyŜejkołnierz i zdawał się zasypiać na stojąco.Tymczasem Pasook znowu się skoncentrował irzekł coś do stojącej obok kobiety.Gdy mówił, jego spojrzenie wybiegło poza zgromadzenie ispotkało się z moim wzrokiem.Przez chwilę patrzyliśmy na siebie.Potem znowu doszedł nas głos Zhardanna; zastanawiałem się, czy przypadkiem nieuŜywał ukrytego megafonu.- Sądzę, Ŝe celem tego zgromadzenia jest wymierzenie Saprielowi kary dotkliwej iprewencyjnej - powiedział - by w ten sposób pozbyć się spośród nas tego, kto stanowizagroŜenie.Czy ktoś chciałby się temu sprzeciwić?Znowu zapadło milczenie, kaŜdy z bogów wstrzymał oddech.Nikt się nie odezwał,nikt się nie sprzeciwił [ Pobierz całość w formacie PDF ]