[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Jeśli nie liczyć Kallendbora, który już raz stracił butelkę i najprawdopodobniej nie odzyska jej tak szybko, to najbardziej pragnęli zemsty na Holidayu smok Strabo i wiedźma Nocny Cień.Questor musiał się zastanowić nad każdym z nich.Jeśli chodzi o Strabo, to było mało prawdopodobne, aby zawracał sobie głowę czarami, mszcząc się na Holidayu.Był raczej skłonny zwyczajnie go zmiażdżyć.Inaczej rzecz się miała z Nocnym Cieniem.Questor zostawił posłańców i ambasadorów w salach przyjęć i wszedł na najwyższą wieżę Sterling Silver, gdzie się znajdował krainogląd.Wszedł na podest, zacisnął dłonie na wypolerowanych rurkach balustrady i mobilizując siłę woli, wzniósł się w powietrze i popędził w kierunku doliny.Zniknęły mury i wieże zamku, a Questor mknął przez przestworza, prowadzony magiczną mocą.Skierował się prosto ku Wielkiej Czeluści.Bezpieczny, gdyż stamtąd mógł wszystko obserwować, samemu przy tym pozostając niewidocznym, czarodziej rozpoczął poszukiwanie wiedźmy.Nie znalazł jej.Wydostał się znad kotliny i przemierzył ją od jednego do drugiego końca.Nadal bez efektu.Wrócił do Sterling Silver, zszedł do sal przyjęć, gdzie przywitał go kolejny potok skarg, ponownie wrócił na górę, do krainoglądu i jeszcze raz opuścił zamek.Czynność tę powtarzał jeszcze czterokrotnie tego dnia, czując rosnące w nim niezadowolenie i niepokój, bowiem liczba problemów w dolinie wciąż się powiększała.Coraz głośniej żądano pojawienia się króla.Ponieważ jego wysiłki nie przynosiły rezultatów, zaczął się zastanawiać, czy czasem nie pomylił się w ocenie sytuacji.W końcu, podczas piątego wypadu, odnalazł czarownicę.Odkrył ją w północnym zakątku kotliny.Siedziała na niższych wierzchołkach wzgórz Melchoru, gdzie nic nie zasłaniało jej widoku na dolinę.Trzymała w dłoniach zaginioną butelkę, a Mroczniak z czułością ocierał się swoim skręconym, pokrytym szczeciną ciałem o jej cienką, białą rękę.Questor powrócił do Sterling Silver, pożegnał wszystkich obecnych i usiadł, aby się zastanowić, co robić dalej.Wiedział, że cały ten bałagan to była jego wina.Nalegał przecież, żeby wypróbować czary, które miały zamienić Abernathy’ego z powrotem w człowieka.To on przekonał króla, aby dał swój cenny medalion psu, by posłużył jako katalizator.Dopuścił do tego, że czary wymknęły się spod kontroli.Przyznając się przed sobą do popełnienia błędu, skulił się w sobie.Wysłał też biednego pisarza do starego świata Holidaya, a w zamian sprowadził butelkę z Mroczniakiem do Landover.To on pozwolił, aby butelka stała bez opieki i przez to mogła zostać skradziona przez gnomy dodomy, potem trolle, Kallendbora, a w końcu przez kogoś nieznanego, by teraz znaleźć się w rękach Nocnego Cienia.Usiadł samotnie w zaciszu i półmroku swoich prywatnych kwater i spojrzał prawdzie w oczy.Był co najwyżej kiepskim czarodziejem, musiał to przyznać.Czasem wydawało mu się, że ma pełną kontrolę nad czarami, w tym niewielkim zakresie, który opanował, ale znacznie częściej zdawało się, że to one zaczynają panować nad nim.Odniósł wprawdzie kilka sukcesów, ale i doznał wielu porażek.Uczył się sztuki, nad którą nie mógł zdobyć pełnej kontroli.Może po prostu nie nadawał się na czarodzieja i powinien przyjąć to do wiadomości.Potarł podbródek i ze wstrętem wykrzywił swoją dostojnie poważną twarz.Nigdy! Wolałbym być raczej robakiem!Podniósł się, przeszedł parę razy po ciemnym pokoju i usiadł.Nie było sensu opłakiwać swojego losu.Czy jest czarodziejem, czy nie, musi coś zrobić z wiedźmą.Kłopot, oczywiście, był w tym, że nie wiedział co.Mógł udać się do Wielkiej Czeluści, stanąć przed czarownicą, zażądać zwrotu butelki i zagrozić użyciem czarów.Niestety, byłby to prawdopodobnie jego koniec.Nie miał szans w starciu z Nocnym Cieniem na jej własnym terenie, zwłaszcza, że była wspomagana przez butelkę i jej demona.Zdeptałaby go jak mrówkę.Znowu stanął mu przed oczami obraz wiedźmy i Mroczniaka na krawędzi kotliny.Trudno o gorszą parę: ona, wcielenie najczarniejszego zła, i jej obrzydliwy pupilek.Uderzył dłońmi w kolana i przybrał tak niezadowoloną minę, że kąciki ust niemalże schowały się pod podbródek.Tylko Paladyn mógł sprostać wiedźmie, ale Paladyn pojawiał się tylko na wezwanie króla, a ten został uwięziony w starym świecie do czasu odnalezienia Abernathy’ego i odzyskania medalionu.Dopiero wtedy będzie mógł tutaj powrócić.Questor Thews westchnął, rozgoryczony obrotem spraw.Wszystko się tak poplątało!– Cóż – rzekł, wstając nagle na równe nogi.– Trzeba będzie to rozplatać!Odważne słowa, pomyślał ponuro.Rozplatać to wszystko oznaczało znalezienie Holidaya, Abernathy’ego z medalionem i sprowadzenie ich bezpiecznie do Landover, a następnie zajęcie się czarownicą i Mroczniakiem.Nie miał tyle mocy magicznej, aby tego dokonać.Poinformował o tym Holidaya jeszcze przed wysłaniem go do starego świata.Istniał wprawdzie jeszcze inny sposób, ale on raczej nie rokował powodzenia.Zmroziła go nagle sama myśl o tym, czego musiałby dokonać.Otulił się szczelniej swoją szarą szatą w kolorowe łaty z jedwabiu, aby się trochę ogrzać, po chwili znowu je rozluźnił i pociągnął się za ucho.Do licha, albo jest nadwornym czarodziejem, albo nim nie jest! Niechże pozna całą prawdę o sobie tu i teraz!– Nie ma sensu czekać – wyszeptał.Zdecydowanym krokiem opuścił pomieszczenie, potem ruszył w dół do holu, aby znaleźć Buniona.Chciał opuścić zamek jeszcze tej nocy [ Pobierz całość w formacie PDF ]