[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Była słaba, taka słaba.Uznała, że musi iść do domu ipoczytać Germaine Greer.— Wstąpię po ciebie o ósmej.Margaret zapisała adres na odwrocie poplamionego plakatu ipopędziła szukać Josephine, żeby nie zrobić czegoś głupiego, naprzykład zacząć uprawiać seks z Bartem tutaj, pośrodku holu.*Sześć tygodni, dwadzieścia przejażdżek na motocyklu, czterdzieścijeden oszałamiających orgazmów i jedną olaną rozmowę naUniwersytecie Stanforda później Margaret pojechała z Bartem do LosAngeles, gdzie razem wynajęli małą kawalerkę w pobliżu hałaśliwejautostrady we wschodnim Hollywood.Nic powiadomiła rodziców, żeolała pracę w Stanfordzie, dopóki się nie spakowała, bo tak byłołatwiej.Nie przyjęli tego dobrze.Margaret nie była pewna, co bardziejzdenerwowało matkę, to, że ją zawstydziła, nie stawiając się naspotkanie z ich znajomym z klubu, dziekanem anglistyki, czy to, żeBart nie zadał sobie trudu, żeby wyszorować paznokcie przed kolacjąw L'Etouffe.Ojciec przewracał oczami, mrucząc coś o marnowaniumożliwości i fortunie, jaką wydali na jej wykształcenie.Lizzie zjadławszystkie pięć deserów i dostała mdłości, choć już od samegopoczątku miała taką minę, jakby zbierało jej się na wymioty.Kolacjawreszcie się skończyła, gdy matka zaczęła ocierać oczy.„Przecieżjesteś na to za mądra — powiedziała, a te słowa tylko podsyciły furięMargaret.— I LA jest tak daleko".Pomimo braku wsparcia ze strony rodziny — a może z powodubraku wsparcia — pierwszy rok w Los Angeles był sielankowy.Margaret czuła, jak niesie ją tsunami ich połączonych ambicji,wyobrażając sobie, że uwalnia się z wąskich ram oczekiwań rodziny irozpoczyna rewolucję.Miała z Bartemtworzyć wyjątkową parę.Jak Yoko Ono i John Lennon (przedzabójstwem), jak Sofia i Spike (przed rozwodem).Ona miała zostaćenfant terrible pisarzem-wydawcą, on miał być niekonwencjonalnągwiazdą filmową.Mieli mieć wstęp wolny na każde wydarzenie wmieście, zaproszenia na wszystkie premiery filmowe i przyjęcia wdomach artystów cieszących się międzynarodowym uznaniem.Odurzająca wizja.Z Bartem u boku rzuciła się w wir życia ubogiej miejskiej bohemy,odpowiedni dla jeszcze nieznanego twórczego geniuszu.Piła pabstblue ribbon za dwa dolary w podejrzanych barach we wschodnim LosAngeles, gdzie przesiadywali „prawdziwi tubylcy".Chodziła naniekonwencjonalne wernisaże w Chinatown.Gromadziła kartyczłonkostwa w muzeach jak filatelista znaczki i nauczyła sięhiszpańskiego z podręczników na taśmie.Przez pierwszy rokwydawało się, że życie jest piękne.Fakt, że ona i Bart byliprzeciwieństwami pod każdym względem, działał jak potężny magnes.Bart nazywał ją publicznie „moją feministyczną niewolnicą miłości", aona rewanżowała mu się „uzależnionym od cipki szowinistą".Ich seksbył gwałtowny i niesamowity.Jasne, mieszkali w klitce, któraśmierdziała starymi kocimi sikami i odsmażaną fasolą, a poza tym stalesię kłócili, kto pozmywa naczynia i czy oglądać Charlie Rose czy ElTrue Hollywood Story, ale była zakochana, dzięki czemu wszystkobyło dobrze.I jeśli musiała pracować jako ekspedientka w księgarni, żebyzałożyć swoje czasopismo, to nie był koniec świata.Jej przyjaciółki —Josephine, która przyjechała do Los Angeles niedługo po niej, a potemAlexis, następnie Claire — też nie miały grosza, pracowały jakokelnerki, sprzedawczynie albo asystentki w reklamach.„Snatch" rósłpowoli, ale pewnie.Pierwszy numer, Kwestia ciała, wydany zapieniądze ze sprzedaży brylantowych kolczyków, które rodzicepodarowali jej na zakończenie studiów, i napisany w całości przez nią,łącznie z dwoma wstępniakami, „Kobiety powinny siusiać na stojąco" i„Pochwała otyłości",plus rozkładówka ze zdjęciami „Rozpadające się implanty PameliAnderson", rozszedł się w tysiącu egzemplarzy, a taki był cały nakład.Cztery miesiące później numer drugi, Kwestia reklam, poświęconyprzeglądowi najbardziej obraźliwych reklam w telewizji, uzyskałentuzjastyczną recenzję w „Ms", który nazwał „Snatcha"„krwawiącym skrajem czwartej fali feminizmu" i zdobył dwa tysiąceprenumeratorów.Po siódmym numerze, Kwestia mamy, kiedy„Rolling Stone" wspomniał o niej w artykule „Nowe czasopisma" iodebrała telefon od bogatego szczeniaka, Stuarta Gelkinda, Margaretmiała schludną listę dwunastu tysięcy prenumeratorów, a magazyn zkwartalnika stał się dwumiesięcznikiem.Choć w zasadzie nieprzyniósł jej bogactwa ani nie wypromował jej nazwiska, wciąż czuła,że nia w zasięgu ręki coś namacalnego [ Pobierz całość w formacie PDF ]