[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Teoretycznie można go było skazać na śmierć, jak złodzieja.Jestem pewien, że zwyczaju tego nie przestrzegano zbyt ściśle, choć do dziś stanowi on ulubiony temat sztuk teatralnych.Obecnie znaleźliśmy się w fazie przejściowej.Stare obyczaje umarły, a my wciąż przymierzamy nowe, niczym źle dopasowane ubrania.Nie potrafimy już stwierdzić, co jest słuszne, a co nie.– Po chwili spytał: – A ty? Czego się spodziewałaś?– Po Barrayarczyku? Nie wiem.Z pewnością czegoś okropnego.Niespecjalnie zachwyciła mnie perspektywa zostania waszym jeńcem.Spuścił wzrok.– Ja.oczywiście widywałem podobne przypadki.Nie mogę zaprzeczać, że coś takiego istnieje.To jak zaraza, szerząca się wśród ludzi.Najgorzej, jeśli przychodzi z góry.Cierpi na tym dyscyplina i morale.Szczególnie nienawidzę sytuacji, kiedy dotyka to młodych oficerów, odkrywających podobne cechy u ludzi, którzy powinni być dla nich wzorem.Nie mają dość doświadczenia, pozwalającego im zorientować się, kiedy ktoś wykorzystuje autorytet cesarza, aby usprawiedliwić własne zachcianki.W ten sposób młodzież zaraża się zepsuciem, zanim w ogóle wie, co się dzieje.– W jego głosie brzmiało napięcie.– Prawdę mówiąc, myślałam o tym wyłącznie z punktu widzenia więźnia.Wygląda na to, że – zważywszy, w czyje wpadłam ręce – miałam szczęście w nieszczęściu.– Tacy ludzie to męty, szumowiny najgorszego rodzaju.Musisz jednak uwierzyć, że są w mniejszości.Choć osobiście gardzę też tymi, którzy udają, że nic nie widzą, a tych wcale nie jest tak mało.Nie zrozum mnie źle.Trudno walczyć z podobną chorobą.Ale z mojej strony nie masz się czego lękać.Przyrzekam ci to.– Wiem o tym już od pewnego czasu.Siedzieli w milczeniu, póki noc nie wymknęła się z mrocznych kryjówek, aby wymazać z nieba ostatnie ślady błękitu.W świetle gwiazd mały wodospad lśnił perłowym blaskiem.Cordelia myślała już, że Vorkosigan zasnął, on jednak poruszył się i przemówił ponownie.Ledwie widziała jego twarz – w ciemności dostrzegała tylko białka oczu i zęby.– Wasze zwyczaje wydają mi się takie swobodne i przyjazne.Niewinne jak letni dzień.Żadnej rozpaczy, bólu, nieodwracalnych pomyłek.Nie ma chłopców, których strach zamienia w przestępców.Żadnej głupiej zazdrości.Utraconego honoru.– To złudzenie.Nadal można stracić honor, tyle że nie dzieje się tak w ciągu jednej nocy.Twoja godność topnieje latami, kawałek po kawałku.– Zawiesiła głos, otoczona przyjaznym mrokiem.– Znałam kiedyś pewną kobietę – byłyśmy bardzo bliskimi przyjaciółkami.Także służyła we Zwiadzie.Można ją nazwać nieprzystosowaną.Wszyscy wokół niej znajdowali towarzyszy życia.Starzejąc się, coraz bardziej wpadała w panikę.Bała się, że zostanie sama.Żałosne.Wreszcie trafiła na mężczyznę obdarzonego zdumiewającym talentem zamieniania złota w ołów.Nie mogła użyć w jego obecności słów takich, jak miłość, zaufanie czy honor, nie narażając się na szyderstwa.Pornografia była dozwolona, poezja – nigdy.Kiedy na ich statku zwolniło się stanowisko dowódcy, byli w tej samej randze.Moja przyjaciółka harowała jak wół, żeby zdobyć tę pozycję – z pewnością wiesz, jak to jest.Każdy chce być dowódcą, a nie ma zbyt wielu podobnych okazji.Kochanek przekonał ją – częściowo za pomocą obietnic, które później okazały się kłamstwami; chodziło o dzieci – aby ustąpiła na jego korzyść i zdobył stanowisko.Świetna strategia.Niedługo potem wszystko się skończyło.Wyschło do cna.Po tym nie miała już odwagi, by pokochać kogoś innego.Jak więc widzisz, wasze zwyczaje mogą się czasem przydać.Nieudacznicy potrzebują reguł, dla ich własnego dobra.W ciszy, która zapadła, słychać był szept wodospadu.– Ja.znałem kiedyś pewnego mężczyznę – powiedział w ciemności Vorkosigan.– W wieku dwudziestu lat ożenił się z osiemnastoletnią dziewczyną wysokiego rodu.Rzecz jasna wszystko starannie zaplanowano, ale on czuł się szczęśliwy.Przez większą część czasu pozostawał na służbie.Jego żona odkryła wkrótce, że jest wolna, bogata i samotna.Mieszkała w stolicy, otaczali ją ludzie – nie do końca źli, lecz starsi od niej.Bogate pasożyty, pochlebcy, trutnie.Podziwiano ją i te zaloty uderzyły jej do głowy – wątpię, czy także do serca.Brała sobie kochanków, jak wszyscy wokoło.Teraz, kiedy spoglądam w przeszłość, nie sądzę, aby darzyła ich uczuciem, poza dumą ze zdobyczy i zaspokojoną próżnością, ale wtedy.Stworzył w myślach fałszywy wizerunek swojej żony i jego zderzenie z rzeczywistością.Chłopak był bardzo zapalczywy.To jego przekleństwo.Postanowił wyzwać na pojedynek jej kochanków.Miała wówczas na sznurku dwóch, czy może oni ją mieli – sam nie wiem.Nie obchodziło go, kto przeżyje, ani czy zostanie aresztowany.Widzisz, wyobrażał sobie, że został zhańbiony.Ustalił, że spotka się z nimi w ustronnym miejscu, w odstępie pół godziny.Przez długą chwilę milczał.Cordelia czekała, oddychając jak najciszej.Nie była pewna, czy powinna zachęcać go do kontynuowania.Wreszcie podjął opowieść, ale jego głos zabrzmiał głucho, gdy Vorkosigan pospiesznie wymawiał słowa.– Pierwszy był jeszcze jednym młodym upartym arystokratą, jak on sam, i grał według zasad.Umiał posługiwać się dwiema szpadami, walczył dzielnie i o mało mnie.o mało nie zabił mojego przyjaciela.Tuż przed śmiercią powiedział, że zawsze chciał zginąć z ręki zazdrosnego męża, tyle że w wieku osiemdziesięciu lat.Przejęzyczenie Barrayarczyka nie zaskoczyło Cordelii.Zastanawiała się, czy jej własna historia była równie przejrzysta.– Drugi piastował urząd ministra w rządzie i był znacznie starszy.Nie chciał walczyć, choć mój przyjaciel kilka razy powalił go na ziemię.Po.po tamtym, który umarł z drwiną na ustach, nie mógł tego znieść.Wreszcie zabił go, przerywając błagalną litanię, i zostawił na miejscu [ Pobierz całość w formacie PDF ]