[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.– Teraz ja.– Nie bądź taki pewien – wtrącił się Burk.– Może akurat ja.– Gdyby nie Żarłok – powiedział ponuro Czwarty – byłaby moja kolej.Ale muszę czekać.– Przecież nigdy jeszcze nie przyszła twoja kolej – zauważył Żarłok.Lecz Czwarty znowu zamilkł.– Obejrzyjmy sobie coś – zaproponował Ryoval, dotykając pilota.Tropikalna plaża ustąpiła miejsca holowidowemu nagraniu w skali naturalnej z jednego ze spotkań Burka z.tymi stworzeniami z burdeli.Burk oglądał siebie z odmiennego punktu widzenia z wielkim zainteresowaniem i zadowoleniem.W wyniku działań Żarłoka wiele ciekawych widoków coraz bardziej znikało mu z oczu, chowając się za coraz szerszym równikiem jego brzucha.– Zastanawiam się, czy nie przesłać kopii tego zapisu do floty dendariańskich najemników – mruknął Ryoval, obserwując go.– Wyobraź sobie, jak oglądają to twoi oficerowie.W ten sposób chyba ściągnąłbym tu kilku, co?Nie.Ryoval kłamał.Nikomu jeszcze nie wyjawił, że go tu przetrzymuje, w przeciwnym razie w ogóle by go tu nie było.Poza tym niemożliwe, żeby pośpiech miał go skłonić do wyjawienia tajemnicy.Czwarty mruknął drwiąco:Lepiej prześlij kopię Simonowi Illyanowi, wtedy zobaczysz, co na siebie ściągniesz.Ale Illyan należał do lorda Marka, którego tu nie było, a ten Czwarty nigdy, przenigdy nie odzywał się na głos.– Wyobraź sobie tę swoją piękną ochroniarkę, która z tobą.– ciągnął Ryoval, szczegółowo opisując sceny, które mogłyby się tu rozegrać.Burk chętnie wyobraził sobie część tych rzeczy, ale niektóre gorszyły nawet jego.Wyjec?– Ja nie! – powiedział Wyjec.– To nie moje zadanie.– Trzeba będzie wystawić kogoś nowego – powiedzieli wszyscy.Mógł powoływać tysiące nowych rekrutów w zależności od potrzeby.Był jak wielka armia płynąca jedną falą, rozdzielająca się przed przeszkodami i omijająca je bezpiecznie, której nie mógł zniszczyć pojedynczy cios.Obraz na ekranie pokazywał teraz Wyjca w jednej z jego ważniejszych chwil, dzięki której otrzymał swe imię.Niedługo po chemicznym usunięciu skóry technicy pomalowali go jakąś lepką substancją, co go potwornie swędziało.Technicy nie musieli go wcale dotykać.Sam omal się nie zabił.Potem zrobili mu transfuzję, aby uzupełnić krew, którą stracił, orząc sobie ciało do żywego mięsa.Przyglądał się obojętnie drgającej konwulsyjnie istocie na ekranie holowidu.Przedstawienie, jakie Ryoval chciał mu pokazać, stanowił on sam.Przyglądając mu się teraz, ktoś mógłby doznać mniej więcej tylu wrażeń, co przy oglądaniu obrazu kontrolnego.Nuda.Ryoval natomiast wyglądał, jakby miał ochotę skierować pilota w jego stronę i zmienić kanał.Czwarty czekał z rosnącym zniecierpliwieniem.Zaczynał odzyskiwać oddech, lecz nadal musiał pokonać opór tego cholernie niskiego krzesła.Dziś, to musi się stać dziś wieczorem.Przy najbliższej okazji, jeśli w ogóle się nadarzy, Żarłok mógł pomóc, powstrzymując ich wszystkich.Tak.Czekał.Ryoval wydął rozczarowany usta, wpatrując się w jego spokojny profil.Wyłączył holowid, wstał i obszedł wokół krzesło, przyglądając mu się spod zmrużonych powiek.– Nie jesteś wobec mnie w porządku.Wolisz udawać wariata.Muszę pomyśleć, jak przywrócić ci zdrowe zmysły.A raczej wam.Ryoval był zdecydowanie zbyt spostrzegawczy.– Nie ufam ci – rzekł do Czwartego Żarłok z powątpiewaniem.– Co się ze mną potem stanie?– I ze mną – dodał Burk.Tylko Wyjec milczał, ponieważ był bardzo zmęczony.– Przyrzekam Żarłokowi, że Mark będzie go nadal karmił – szepnął Czwarty z głębi swej kryjówki.– Przynajmniej od czasu do czasu.Burk, Mark mógłby cię zabrać na Kolonie Beta.Mieszkają tam ludzie, którzy pomogą ci wyjść z tego na tyle, że nie będziesz się wstydził pokazać innym.Nie będziesz potrzebował hiporozpylacza Ryovala.Biedny Wyjec i tak jest wykończony.Pracował najciężej, osłaniając was wszystkich.Burk, a gdyby Ryoval zdecydował się potem na kastrację? Może porozumiesz się z Wyjcem, a Mark wynajmie wam oddział pięknych kobiet – czy to nie byłyby miła odmiana? – z batami i łańcuchami.To Obszar Jacksona, na pewno coś znajdziecie w katalogu holowidowym.Nie potrzebujecie Ryovala.Uratujemy Marka, a on uratuje nas.Przyrzekam.– Kim ty jesteś, żeby ręczyć słowem Marka? – spytał szorstko Żarłok.– Jestem mu najbliższy.– Najlepsze zostawiłeś na koniec – powiedział Wyjec z nutką urazy.– To było konieczne.Ale Ryoval dopadnie każdego z nas po kolei i zginiemy wszyscy.Jest bardzo przenikliwy.To my jesteśmy oryginałami.Nowi rekruci mogą być już tylko naszymi zniekształconymi cieniami.To prawda, nikt nie miał wątpliwości.– Przyprowadzę ci kolegę do zabawy – odezwał się Ryoval, wciąż spacerując wokół niego.Kiedy miał Ryovala za plecami, w jego wewnętrznej topografii zachodziły dziwne zmiany.Żarłok rozpłaszczał się, a głowę wystawiał Wyjec, lecz gdy Ryoval ponownie pojawiał się w polu widzenia, Wyjec chował się z powrotem.Burk przyglądał się czujnie, czekając na sygnał i lekko się kołysząc.– Twojego klona-bliźniaka.Tego, którego nie zabrał mój oddział idiotów.Uśpiony gdzieś w ciemnym zakątku lord Mark zbudził się z krzykiem.Czwarty natychmiast go uciszył.On kłamie.Kłamie.– Ich partactwo okazało się bardzo kosztownym błędem, za który słono zapłacą.Twój sobowtór zniknął, a potem zupełnie znikąd pojawił się u Vasy Luigiego.Typowa dla Vasy zręczna sztuczka.Nadal nie jestem przekonany, czy kochana Lotus nie ma jakiegoś prywatnego dojścia do Grupy Durony.Ryoval znów zaczął wokół niego krążyć, a on czuł się przez to coraz bardziej zdezorientowany.– Vasa jest przekonany, że jego bliźniak to admirał, a ty jesteś klonem.Zaraził mnie swoimi wątpliwościami, chociaż jeżeli to prawda, że tamten ma krioamnezję, byłbym bardzo rozczarowany, nawet gdyby Vasa miał rację.Jednak teraz to bez znaczenia.Mam was obu.Tak jak się spodziewałem.Zgadniesz, co najpierw każę wam ze sobą zrobić?Burk zgadł.Natychmiast, choć bez wyrafinowanych szczegółów, które Ryoval dodał szeptem [ Pobierz całość w formacie PDF ]