[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.- A właściwie dlaczego ktoś miał mnie uczyć? - zdziwiłem się.- No jak to! - znowu poruszyła się menażeria.- Skąd u ciebie takie myśli? Przecież jeszcze niczego w życiu nie widziałeś.Ach to tak! Całe życie wygrzewacie tyłki w swoich partyjnych gabinetach, nie czytujecie nic prócz dyrektyw, nie chodzicie dalej niż do wychodka, a ja - znaczy się - niczego nie widziałem i nie śmiem o niczym myśleć, i teraz zabieracie się do pouczania mnie.A więc to tak!- Nie - powiedziałem - widziałem bardzo wiele.I wszystko pamiętam.Moja wesoła złość wykipiała raptem na zewnątrz, przyoblekła się w słowa i poczęła grzmocić ich po tłustych pyskach.Sam nie zdawałem sobie sprawy, jak to się dzieje.Mówiłemo Stalinie, o jego pogrzebie, o tym jak wszyscy płakali i jak potem ledwie zdążyli obetrzeć łzy, a już go przeklinali i lżyli;0 tym, że nie wierzę im - tym, którzy się bali, i tym którzy nie wiedzieli.Mówiłem do nich tak, jak gdybym w swych rękach trzymał wytęskniony automat i po prostu tłumaczył im, za co należy ich zabić.Jedni usiłowali mi przerwać, inni coś notowali, ale wszystkich zmusiłem do słuchania.Opowiedziałem im o prawie pańszczyźnianym na wsi, o pijaństwie, o złodziejstwie, o nieskończonym kłamstwie, które obrzydło mi śmiertelnie, choć mam dopiero siedemnaście lat.Gdy wreszcie skończyłem, zapadła cisza.W końcu główny wieprz oznajmił ze wzrokiem utkwionym gdzieś obok mnie:- Masz całkowicie nieprawidłowe myśli, jesteś politycznie niedojrzały i podatny na szkodliwe wpływy.- Cały stół znów poruszył się, począł się wiercić: „Tak-tak, politycznie niedojrzały, tak-tak, szkodliwe wpływy!”.- Przedyskutowaliśmy to tu z towarzyszami i doszliśmy do wniosku, że musisz powarzyć się w robotniczym kotle, pożyć w porządnym robotniczym kolektywie, żeby nauczyli tam ciebie rozumu.„Tak-tak, w robotniczym kotle” - poruszył się stół.- Na naukę tymczasem za wcześnie.Zamiast pisać tę całą.to - znowu uniósł brzeg pisma - należało wziąć się w garść1 poczytać plan siedmioletni.Możesz iść.Tak po raz pierwszy kłoda wykonała zamach i wyrżnęła miśka w bok.Dyrektora wywalili, ojcu wlepili naganę partyjną, szkołę wykreślili z jakiegoś tam dzielnicowego współzawodnictwa, a co do mnie, to zapowiadało się, że całe życie spędzę w robotniczym kotle: będę ganiał po wódkę, kradł części i stale wchłaniał tę mądrość - w górze młot, w dole sierp.chcesz to żnij, chcesz - to kuj.Gdy czyta się bądź słucha opowieści o obozach koncentracyjnych, o masowych masakrach, o milionach bezmyślnie zmarnowanych istnień ludzkich, to pomimo całej jaskrawości wrażeń i szczerego oburzenia, wszystko to schodzi jakoś na dalszy plan, w sferę abstrakcji.Nie zmienia to twojej osobowości i twoich zwyczajów, sposobu chodzenia albo charakteru pisma.Skłania raczej do filozoficznych rozważań o tym, jak wiele zła jest na świecie i jakim beznadziejnym stworzeniem jest człowiek.Inna sprawa, jeżeli samego ciebie trąciła choć z lekka zgniła kłoda państwa.Wszak przecież tylko zabronili mi się uczyć, wysłali do pracy w fabryce - nie więzienie to, nie szafot, lecz fabryka! Aja nie mogłem znaleźć sobie miejsca.Po tym, co mi się przydarzyło, nie mogłem pozostać tym samym człowiekiem co dawniej.Jeszcze wychodząc z komitetu partii, wiedziałem z całą pewnością jedno: nigdy i za nic w świecie nie pójdę do fabryki, warzyć się w robotniczym sosie, choćby mnie mieli zabić - nie pójdę! Zupełnie jakbym nie wiedział zawczasu, w jakim państwie żyję i czego powinienem się po nim spodziewać.Niemniej byłem porażony: gdzież moje prawo do nauki? Co mają ze mną wspólnego ci tępi starcy i staruchy z komitetu partyjnego? Dlaczego podejmują za mnie decyzje: co mam robić, czego nie robić, jak mam przeżyć życie i czym się zajmować? Dotychczas sam nie wiedziałem, co będę robił po skończeniu szkoły, po prostu nie zastanawiałem się nad tym.Teraz zaś, nie zdążywszy jeszcze dojść do domu, zdecydowałem z całą stanowczością, że zdam na studia, zdam, choćby się wszystko waliło i paliło.Nie jestem przedmiotem, tylko człowiekiem, i nie pozwolę nikomu dysponować swoją osobą.Z tej szkoły musiałem w każdym razie odejść, nie było czego żałować: nie otrzymałbym tu opinii, niezbędnej przy składaniu papierów na uczelnię.Na ostatnie półrocze poszedłem do szkoły wieczorowej dla młodzieży pracującej.Uważali tam, że i ja gdzieś pracuję, gdzieś tam się warzę - był to warunek przyjęcia do tej szkoły.Jako dowód trzeba było przynieść zaświadczenie z miejsca pracy.Zaświadczenie to zaświadczenie.W naszym papierkowym państwie wszystko jest iluzją i jedynie świstek stanowi dowód twojego istnienia [ Pobierz całość w formacie PDF ]