[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Dźwięk dochodził z miejsca, gdzie upadł starożytny wojownik.Zaledwie doszliśmy do tego wniosku, a otoczyła nas najcudowniejsza woń, słodsza od zapachu kwiatów, bogatsza niż wonne olejki kurtyzan.Poszliśmy zaciekawieni w kierunku dźwięku i zapachu.Ciało wojownika leżało rozbite o duży, płaski kamień.W świetle oczyszczającego ognia Cassiniego wyraźnie było widać zwłoki.Janosz wymamrotał coś pod nosem i chociaż nie mogłem zrozumieć jego słów, wiedziałem, że zareagował w ten sposób na widok pancerza i hełmu, które ujrzał.Wyglądały dokładnie tak jak zbroje jeźdźców z jego dzieciństwa.Wojownik był potężnie zbudowany, wzrostem przewyższał nawet Janosza.Potężne ramiona bezwładnie odrzucone na boki i szeroka klatka piersiowa wywarły na nas duże wrażenie.Jego twarz przypominała dziób drapieżnego ptaka o głęboko osadzonych, wciąż otwartych oczach, które zdawały się nieodmiennie wpatrywać w przestrzeń.Miecz miał przytroczony do pasa, a u jednego boku leżała złamana włócznia.Ciało wojownika świeciło głębokim, ziemistym brązem, jakby zostało pokryte wieloma warstwami gęstego barwnika.Cassini wskazał w górę i ujrzeliśmy, jak na skale wiszącej ponad zwłokami tworzy się gruba plama ciężkiej cieczy.Zebrawszy się w kulę spadła rozpryskując się na wojowniku.W momencie rozpryśnięcia wyczuliśmy ten sam słodki zapach i patrzyliśmy zafascynowani, jak kropla rozlewa się po ciele pozostawiając na nim brązowy ślad przypominający oliwę.Janosz przywołał nas bliżej skinieniem ręki i zobaczyliśmy, że zwłoki są doskonale zakonserwowane właśnie przez tę ciecz, która spływała tu od wielu pokoleń.Umarły wykrzywiał ku nam twarz z taką samą boleścią, jaka pojawiła się na jego obliczu w chwili, gdy wydał ostatnie tchnienie.- Widziałem już zachowane w ten sposób owady - odezwał się Janosz - ale tylko w starych lasach.Miejscowi ludzie mówili, że zostały one uwięzione w spływającym z drzew soku.Kiedy ów płyn zastyga, sprzedają je później jako talizmany.Chyba nazywają to bursztynem.- Janosz dotknął ostrożnie nienaruszonego ciała.- Wojownik w bursztynie - powiedział melodyjnym głosem.- Nie widzę tu żadnych drzew - zaprotestowałem.- Same kamienie.- To najwidoczniej zaklęcie, które rzucili jego towarzysze - wyjaśnił Cassini - aby zachować ciało w nienaruszonym stanie.Skoro nie mogli go odpowiednio pogrzebać, uczynili, co tylko było w ich mocy, aby dać ukojenie duchowi tego wojownika.Cassini napełnił tykwę węglami z ognia oczyszczającego i potrząsnął nią nad zwłokami.Na ciało posypał się grad iskier i owionął je dym, podczas gdy Cassini obchodził wolno kamień wypowiadając kojące słowa, mające uspokoić ducha wojownika.Obiecał przyzwoitą kaplicę wypełnioną wieloma darami, które przyniosą Nabrzeżni Ludzie.W mroku nocy usłyszałem przeciągłe westchnienie.Zdawało się, że oczy wojownika zalśniły, potem zamarły ponownie.Potraktowaliśmy to jako akceptację i we trójkę podnieśliśmy ciało z zabójczego głazu.Zwłoki były lżejsze niż ciało dziecka, pozbawione wszelkich płynów i mięśni.Kiedy położyliśmy wojownika na dnie kanionu, ciężka sakiewka stuknęła głucho o ziemię.Ujrzeliśmy kilka starych, przekłutych monet, odpowiednich do handlowania, osełkę do miecza oraz coś, co przypominało zwój płótna do pisania.Wyciągnąłem rękę po to ostatnie.- Czekaj - ostrzegł Janosz, lecz zdążyłem już dotknąć palcem płótna, zanim cofnąłem dłoń.Róg starodawnego materiału zamienił się w pył.- Wybaczcie - wyszeptałem, lecz nikt mnie nie usłyszał.- Wygląda na jakąś mapę - odezwał się Cassini.Oczy Janosza rozbłysły podekscytowaniem.- Możesz ją zrekonstruować?Cassini nie odpowiedział, lecz podniecenie udzieliło się również jemu.Zanurzył dłoń w przepastnym worze i wyjął mały flakonik czarnej cieczy oraz zielarski nóż.Wytrząsnął kilka kropel na widniejącą na ostrzu miarkę w kształcie rowku, po czym posypał to szczyptą płóciennego pyłu.Nie słyszałem słów zaklęcia; wypowiedział je szybko i płynnie, co wskazywało na wieloletnią praktykę w tego rodzaju zadaniach.Przypomniałem sobie, że wszyscy młodzi magowie musieli najpierw pracować w bibliotece, zamieniając codziennie szczątki pergaminów czy rękopisów w kilkakrotne duplikaty.Spojrzałem na sakiewkę, z której wypadła mapa, nie mogąc wyjść z podziwu, że skóra, z której została wykonana, również idealnie przechowała się w bursztynie [ Pobierz całość w formacie PDF ]