[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.– Możemy więc.o ile nam się uda.zmiatać stąd do domu, zameldować o wszystkim dantowi Angarze i niech on już zdecyduje, co robić dalej.Dla mnie to za duża sprawa.– Jak opuścimy Centralny? – zapytała Lir.– Nie wiem.– Nawet jeśli uda nam się spakować w spokoju i wystartować – powiedział Chaka – zostaje ten cały Romolo.Przypuszczam, że nie pozwoliłby nam zejść chyłkiem ze sceny, a ma do dyspozycji w pełni sprawny pancernik, który nigdy nie oddala się za bardzo od Centralnego.Nie mamy szans przed nim uciec, o pokonaniu go nie wspominając.– Może jednak moglibyśmy coś zrobić – odezwał się Liskeard.– Mam pomysł, który powinien zwiększyć nasze, a zmniejszyć jego szanse.Nie widzę jednak żadnego sposobu, jak zwinąć cyrk i wystartować, nie uruchamiając wszystkich dzwonków alarmowych.– Ja też nie – przyznał Garvin.– Możliwe, że będziemy musieli pogodzić się z pewnymi stratami, aby dopiąć swego – zasugerował Ristori.– Żołnierze godzą się ze stratami – powiedział Froude, starając się zachować spokój.– Tyle że ponad połowa ludzi na tym stadionie to cywile.Ristori bezradnie rozłożył ręce.– Przenieślimy już na stadion niemal całą naszą broń ręczną – przypomniała Monique.– Ale nie wiem, jak sprowadzić trupę na statek.Może gdyby przewozić ich stopniowo, powiedzmy po dziesięciu.– Może, ale nie zapominajcie, że żaden opiekun nie zostawi swoich zwierząt – rzekł ponurym głosem Njangu.– Takie fortele wiele nam więc nie dadzą.– Czyli mamy związane ręce – stwierdził Garvin.– Musimy poczekać, aż źli chłopcy zaczną pierwsi.Dobra.A teraz wracamy do siebie i śledzimy rozwój sytuacji.– Moglibyśmy coś zrobić razem z Chaką – odezwał się Liskeard.– Coś, co nam się przyda, gdy zrobi się gorąco.– Co takiego?– Spróbujemy dać dantowi Romolo to, o czym tak marzy: posadę dyktatora.30Czterech ludzi unosiło się w przestrzeni kosmicznej.Pomiędzy nimi wisiały dwie antyrakiety typu Shadow częściowo schowane w półkolistej wyrzutni.I jeden pocisk rakietowy typu Goddard, z lekkim wybrzuszeniem w okolicy modułu naprowadzania.Zamigotała maleńka spawarka.Zgasła i znowu zapłonęła.– Gotowe – powiedział technik, chowając ją do kieszeni u pasa.– W życiu nie widziałem większej prowizorki – mruknął Chaka.– Nie przesadzaj – odparł Liskeard.– Myślę, że to dobry pomysł.Szczególnie, jeśli zadziała, w co za bardzo nie wierzę.Ale lepiej zbierajmy się stąd, bo jesteśmy dopiero w połowie roboty.Dysze silniczków manewrowych w skafandrach błysnęły bielą i grupa wróciła do odległej o trzydzieści metrów nany.Jakieś trzy kilometry dalej unosiła się w próżni nafaszerowana naftaliną flota Konfederacji.Dant Romolo przyjął ich na mostku Corsiki.Ledwie przed nim stanęli, wyciągnął ręce po paczkę, którą przynieśli.– Czy w waszych zapiskach może być jeszcze coś przydatnego? – spytał.– Bez obrazy, sir – powiedział Chaka – ale nie wiemy dokładnie, co z naszego dziennika pokładowego może pana zainteresować, a bez tego trudno odpowiedzieć na pańskie pytanie.Przekazaliśmy panu wszystko, łącznie z zapisami rejestratorów przyrządów pokładowych.– Dobrze – odparł Romolo.– Jestem pewien, że okaże się to użyteczne zarówno dla mnie, jak i dla Ludowej Konfederacji.I tym razem słowo „Ludowa” wypowiedział jakby z przekąsem.Chaka, który o mało nie zasalutował, skinął głową i zeszli z mostka.– Teraz zobaczymy, czy twoja twórczość go uszczęśliwi – powiedział, gdy opuścili pancernik.– Na pewno zajmie go na jakiś czas – odparł Liskeard.– W każdym razie taką mam nadzieję.Na razie mamy większe zmartwienia.Godzinę temu dostaliśmy wiadomość ze statku.Ten Gadu, o którym nam wspominali, wystąpił w tutejszym parlamencie z ognistą mową.Nazwał w niej Cornovila zdrajcą Ludowej Konfederacji, który uległ obcym wpływom.Ponieważ jesteśmy tu obecnie jedynymi obcymi, chyba będziemy mieli kłopoty.Zapowiedział też, że jutro wystąpi ponownie.Z jakąś większą odezwą.Chyba powinniśmy wracać do domu.31Garvinowi przyszło do głowy, że już zawsze będzie kojarzył gadaninę polityków ze stęchłymi woniami stadionu.Zielony pokój pełen był ludzi, w połowie cyrkowców, w połowie legionistów.Pośrodku ustawiono holo.Obraz przedstawiał Gadu stojącego pośrodku dużej sali z drewnianymi panelami na ścianach i staromodnym umeblowaniem.Gadu zdecydowanie nie pasował do tej scenerii: coraz bardziej się zaperzał i Garvin gotów był przysiąc, że widzi ślinę pryskającą z jego ust.–.ten potwór, ten zdrajca, człowiek, który był niegdyś najlepszym z nas, Abia Cornovil zdeprawował się do tego stopnia, że zdradził Ludową Konfederację z tymi cudzoziemcami!I ja, i moi koledzy nie wierzyliśmy własnym oczom – ciągnął Gadu – gdy otrzymaliśmy pierwsze dowody jego zdrady, która wydałaby cały układ Capelli w ręce wrogów, zwierząt bez sumienia i obcych, gotowych zniszczyć tysiącletnią wiarę ludzi w potęgę Konfederacji!Jednak dowody są przytłaczające, tak więc z wielkim żalem, ale i z determinacją, nadzwyczajne plenum, które zebrało się ostatniej nocy, nałożyło areszt na Cornovila, żeby mógł go osądzić lud Centralnego i innych planet, występujący w osobach wchodzących w skład tego tu parlamentu.Niestety, Abia Cornovil chciał uciec.Podczas próby zatrzymania go doszło do wymiany ognia.Jego ślizgacz został zestrzelony, on sam zaś zginął.Tak samo zginą wszyscy wrogowie Centralnego!Jednak nasze zadanie jeszcze nie jest skończone.Obcy, o których mówiłem, ciągle są tutaj, w sercu naszej planety, i kto wie, jakie jeszcze zło nam szykują w imię.– Pieprzyć go! – warknęła Lir i wyłączyła odbiornik.– Hmm – mruknął Garvin i wstał.– Słyszeliście, co ten gnojek powiedział.Przyjdą po nas.Nie możemy ich rozczarować.32Minęło jeszcze kilka godzin, zanim mobilowie zaczęli się zbierać pod stadionem.W tym czasie cyrkowcy zabarykadowali wszystkie wejścia, jakie znaleźli, strzelcy zajęli pozycje.Garvin i Njangu patrzyli, jak przylegające do stadionu ulice zapełniają się tłumem wykrzykującym różne, proste z reguły, hasła.Włączyli nagłośnienie stadionu, które obejmowało też megafony na zewnątrz.– Uwaga! Uprzedzamy, że przeciwstawimy się wszelkim próbom wtargnięcia na teren tego obiektu.W razie konieczności użyjemy środków mogących spowodować uszkodzenia ciała albo i coś gorszego.Powtarzam, przeciwstawimy się.Tłum zawahał się, jednak z jakiegoś budynku w głębi ulicy odezwały się co najmniej cztery blastery.Głośniki zachrypiały i ucichły.– Nieźle strzelają jak na spontanicznie zgromadzony tłum – zauważył Njangu.– Owszem – zgodził się Garvin.– Ile stawiasz, że mają wsparcie milicji?Zbrojmistrze na pokładzie Berty klęli głośno, zdejmując z podwieszek aksaiów rakiety i montując zamiast nich szybkostrzelne działka.– Kilka zostawcie – doradził podoficer [ Pobierz całość w formacie PDF ]