[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Chciałbym pożyczyć… albo kupić, jeśli będzie trzeba… wasze zapiski na ten temat, aby ujść z życiem, gdyby doszło do spotkania z tymi systemami.Może uda nam sieje przekonać, że jesteśmy „swoi”, i mimo wszystko dotrzemy do układu Capelli.–To były wszystko ściśle tajne sprawy – zauważył Ganeel.–Owszem, wasza wysokość.Dziesięć lat temu.Ganeel nie wyglądał na przekonanego.–Nie wiem – mruknął, lecz nagle pojaśniał.– Ale tak czy owak nie mógłbym wam ich przekazać.To nie jest własność państwa, tylko producenta.Ściślej, Berta Industries.Powiadają, że w dobrych czasach ten koncern był prawdziwym władcą Cayle – dodał z gorzkim śmiechem.– Może i mają rację.–Czy zatem zechciałby wasza wysokość przekazać Berta Industries naszą prośbę, może ze swoją aprobatą? W zamian obiecuję, że o ile dotrzemy do Centralnego i dowiemy się czegoś, przekażemy wszystkie informacje, jakie zdobędziemy.–Berta Industries – powtórzył Ganeel i jakiś cień przebiegł mu przez twarz.– Tak, zrobię to.Ostatecznie ta kobieta nie może mnie zabić.Garvin zauważył, że Ganeel położył nacisk na „ta kobieta”, jednak jego wysokość zaraz zmienił temat i zaczął wypytywać, dlaczego w trupie nie ma innych naczelnych poza ludźmi.Garvin wyjaśnił, że ma uraz do śmierdzących, zapchlonych i niebezpiecznych małp, które wyglądają i zachowują się jak karykatury człowieka widzianego z najgorszej strony.–Istotnie – przyznał Ganeel.– Zawsze się nimi interesowałem, chociaż muszę przyznać, że znam je tylko z holo.Ostatnia ziemska małpa padła w naszym ogrodzie zoologicznym prawie czterysta lat temu i z jakiegoś powodu nigdy nie sprowadzono nowej.–Zobacz tylko – powiedziała Monique, wskazując na wierszyk w osobnej ramce holo.Legenda podaje bardzo dokładnie, że nogi jej, dłonie i ramiona wykuto ze stali niczym przekładnie, a wszystko to gdzieś na Pasie Oriona.Ta cud-dziewczyna w oko ci wpadnie i już tam zostanie, taka jest ona – nasza Monique, piękna Monique.–A niech mnie – zachichotał Ben.– Miło jest być sławnym?–Przyjdź na wieczorne przedstawienie – warknęła Lir.– Przekonasz się.Ben przyszedł.Jeden z sektorów, dokładnie naprzeciwko głównej areny, gdzie Monique przedstawiała swój numer z wchodzeniem po linie, zapełniały rozentuzjazmowane kobiety.Lir próbowała je ignorować, szczególnie gdy Garvin im ją przedstawił.Diii zauważył, że większość kobiet jest ubrana w sposób charakterystyczny raczej dla mężczyzn z Cayle.Uznał to za bardzo zabawne i zasugerował, aby Monique objęła oficjalny patronat nad swoim fanklubem.Lir odpowiedziała mu obsceniczną piętrową wiązanką, której sens streszczał się do jednego: ma przestać kłapać jadaczką.–Nie rozumiem, czemu tak się oburzasz – rzekł pojednawczo Njangu.– Popatrz na to z innej strony.Zawsze miałaś wielu adoratorów, prawda? Teraz masz ich po prostu więcej i tyle.Monique warknęła coś pod nosem, wspięła się na sam szczyt masztu i rozładowała złość, długo i zawzięcie bujając się na linie.–Wypiłabym piwo – powiedziała Maev.Razem z Njangu pojechała do Pendu jako ochrona zaopatrzeniowców, którzy wybrali się po żywność.–Dobry pomysł – odparł Yoshitaro.– Oni tam jeszcze przez godzinę będą się targować o cenę mąki, a penetracja miejscowych barów to przecież zwykłe zadanie wywiadu, nieprawdaż?Dwie przecznice dalej znaleźli przybytek, w którym, sądząc po butelce na szyldzie, podawano coś wyskokowego.Z zalanej słońcem ulicy weszli do mrocznego wnętrza i trwało chwilę, nim coś dostrzegli.Maev połapała się pierwsza.–Hm…Po chwili także Njangu zorientował się w sytuacji.–O rany…W lokalu siedziało tylko kilku mężczyzn i prawie trzydzieści kobiet.Wszystkie były w różnych wariacjach antycznych mundurków szkolnych.Wszystkie też uśmiechały się zapraszająco.–Chyba już wiem, jak się czuje kawał mięsa, gdy sir Douglas rzuca go tygrysom – powiedział Njangu, cofając się do drzwi.–Dziwna jakaś ta planeta – wykrztusiła Darod.–Tak – zgodził się Yoshitaro i odetchnął z ulgą, gdy wyszli na ulicę.– Na pierwszy rzut oka wygląda tak niewinnie, a tu proszę…–Swoją drogą, czy to miejscowy zwyczaj, czy też wszyscy mężczyźni marzą o tym, żeby przelecieć uczennicę? – spytała Maev.–Ja nic o tym nie wiem.Patrz, tam jest bar z ogródkiem.W razie czego łatwiej będzie uciekać.Njangu wypytał potem jednego z miejscowych o ów przybytek z wyrośniętymi uczennicami i dowiedział się, że przypadkiem weszli do wesołej dzielnicy, jednej z większych w Pendu.–Można tam sobie zażyczyć dosłownie wszystkiego – pochwalił się radośnie tubylec.– Gdybyście chcieli, wystarczy zadzwonić i przyjadą.Notabene niektórzy bardzo się dziwią, że wasz cyrk nie oferuje podobnych rozrywek.–Cóż… jesteśmy dość wstydliwi – wyjąkał Njangu.Para karłów złapała Darod, gdy zeskoczyła z ukrytego pomostu antygrawitacyjnego na grzbiet przebiegającego obok konia.Orkiestra zmieniła tempo i koń zaczął tańczyć, stawiając małe kroczki w takt muzyki.Darod, skoncentrowana na utrzymaniu równowagi, prawie nie widziała publiczności.Zapomniała o całym świecie, nawet o Garvinie, istniał tylko rytm i ruch.Zapraszam pana wraz z towarzyszką na obiad oraz, następnego dnia, na zwiedzanie mojej posiadłości i zakładów.Przyjęcie odbędzie się za sześć dni.Zapewniam środki lokomocji.Lady Libnah Berta.Proszę o potwierdzenie pod numerem 34532.–Graav Ganeel zadziałał.Może coś z tego wyjdzie – powiedział Garvin.–Aha – przyznał Njangu.– W porę trafia ci się prawdziwa robota.To ciągłe gadanie i trzaskanie batem jest ogłupiające.–Darod będzie zachwycona.–No, nie… – powiedział Njangu.– Lepiej, żebyś zabrał ze sobą Kekri Katun.–Dlaczego?–Przetrząsnęliśmy jej rzeczy i gówno znaleźliśmy.Chcę to zrobić jeszcze raz, ale trzeba ją w tym celu zatrzymać gdzieś na dłużej.–Nie ułatwiasz mi życia – westchnął Garvin.–Skoro tak, to dlaczego się uśmiechasz? Przejaw masochizmu?–Pewnie tak musiało być.–Nigdy już nie zejdę na tę głupią planetę bez obstawy – parsknęła Monique.– Dwóch rosłych ochroniarzy.Kudłatych i bardzo męskich.–Dlaczego? – spytała Darod.– Co się stało?–Zgodziłam się udzielić wywiadu.Myślałam, że pomówię z normalną dziennikarką, ale okazało się, że to była ta wydra, która napisała znany ci kretyński wierszyk na mój temat.–Aha – mruknęła Darod.–Właśnie.Nazywa się Lan Dell.Nosi skórzaną marynarkę i kopci zrolowane liście jakiegoś śmierdzącego pod niebiosa zielska.Powiedziała, że nie lubi pracować w redakcji, poszłyśmy więc do baru.Pełnego kobiet, które powiedziały, że są moim fanklubem.Fanklubem, wyobrażasz sobie!? I tak zamiast wywiadu zrobił się więc.Dały mi mikrofon i zarzuciły pytaniami.Takimi naprawdę osobistymi, a Dell cały czas głaskała mnie pod stołem po kolanie.–I to cię tak wkurzyło? – spytała Montagna.– Na pewno nie po raz pierwszy jakaś kobieta się w tobie zabujała.Monique prawie że mowę odebrało.–Tak – powiedziała w końcu.– Pewnie masz rację.Do diabła, przypominam sobie nawet parę dziewczyn z Grupy, które martwiły się, że sypiam sama [ Pobierz całość w formacie PDF ]