[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Trzeba jeno działać, nim się Lis dowie, żenic z Nawojowego przyrzeczenia nie wyszło.Szybko i sprawnie ukła-dał w głowie, co czynić należy.NOWY BISKUP KRAKOWSKIStanisław, rękę trzymając na odrzwiach swej katedry, przysięgałposłuszeństwo Bolesławowi:„.chrzczę znakiem Krzyża Świętego swe lice i prawdziwieprzysięgam; a jeślim po prawdzie przysięgał, odpuść mi Boże, a jeślinie po prawdzie, nic odpuść mi Boże".-Amen - odpowiedzieli chórem stojący za nim biskupi: Pietrekz Gniezna, Michał z Poznania i Jan z Płocka.Ceremonia konsekracji była zakończona.Na tyłach zgromadzonegona dziedzińcach tłumu wszczął się ruch, lecz Stanisław rękę spoczy-wającą na drzwiach podniósł w górę.W jaskrawych promieniach lu-towego, południowego słońca zalśnił na niej jak iskra biskupipierścień.Wstrzymali się, widząc, że chce przemówić.W powszech-nej ciszy zabrzmiał donośnie głos biskupa:Bogu wszechmocnemu zaś z wolnego serca szczerze przysięgam,jako pierwszym mi będzie prawem wielkość Kościoła, w którym Kró-lestwo Boże wcielone zostało, przez wcielenie Pana naszego.Zaśpodporą jego jest władca chrześcijański, woli Bożej uległy, sprawie-dliwość odmierzający, pokój czyniący.Lecz że nie śpi szatan pychy,książę ciemności, membra diaboli ścinać przysięgam kosą apostolską.Ni dłoń ma zadrży trwogą, ni serce litością.Amen! - zakończył Pietrek, który niezbyt uważał, co mówi Stani-sław, rad, że skończył szybko, gdyż mróz był dotkliwy, a w refektarzuczekała uczta, zgłodniał zaś, celebrując uroczystości od rana.Kościelni dostojnicy zawrócili w głąb katedry, by szaty liturgicznezłożyć, świeccy zaś, z księciem na czele, skierowali się ku kapitulne-mu dworcowi.Przygotowano też ucztę dla pomniejszych gości i luduw dworskich zabudowaniach, i wkrótce gwar wesoły napełnił całewzgórze i trwał, aż wyiskrzona mrozem gwiaździsta noc, martwymspokojem zasnuła gród.Gasły światła, po stokach skrzypiał śnieg podstopami biesiadników, którzy nie znajdując miejsca w dworskich bu-dynkach szli spać na podgrodzie, do krewniaków i znajomków.Poma-łu uspokajał się i ten ruch, zapanowała cisza i sen.Nie spały jenostraże, okutane w kożuchy i tylko tupanie zmarzniętych nóg dla roz-grzewki, zdradzało, że ktoś czuwa.Choć żaden odgłos nie dochodził z komnaty nowego biskupa,a ciemność zdała się wskazywać, że śpi, znużony całodziennymi uro-czystościami, czuwał i on.Twarz ukrył w dłoniach opartych na pulpi-cie klęcznika i zatonął w modlitwie czy rozmyślaniach tak głęboko,że nie zauważył nawet, gdy dopaliła się świeca, przy której czytał roz-łożoną na pulpicie księgę.Oczy jednak przebiegały znane słowaEwangelii, nie ciągnąc myśli za sobą.Usiłował przeto modlić się, leczi słowa modlitwy płynęły bezwolnie.Przestał i dał folgę myślom,czekając aż samo znużenie przygasi kłębiący się w nim żar i zahamujeich bieg.Ale nic przychodził i sen.Stanisław spoglądał w głąb samego siebie, jak obcy, i sam dziwiłsię powstałej w nim burzy.Osiągniętą godnością nie był zaskoczony.Z dawna i on sam i wszyscy dokoła wiedzieli, że stolica, jaka sięotworzy, jemu przypadnie.Miał ze sobą urodzenie i łaskę książęcą,umysłem zaś i wykształceniem wzbijał się wysoko nad poziom pozo-stałego duchowieństwa.Z dawna też rzeczywistą władzę sprawowałw krakowskiej diecezji, a wpływ jego i przykład sięgał daleko pozanią.Skąd w nim ten dziwny niepokój, który chwilami przechodziłw trwogę.Trwogę przed czym? Przed samym sobą? Przed drogą, jakasię przed nim dziś otworzyła? Bo to nie cel jej, lecz początek.Stani-sław wie, że droga jego prowadzić ma do ugruntowania niezawisłejwładzy biskupa, ale jednocześnie wie także, jak niebezpieczne toprzedsięwzięcie, gdy księciem jest Bolesław.Gdyby na tronie zasia-dał pobożny a słaby Włodzisław! Nowy ład, jaki wprowadzić zamie-rza ku powszechnemu dobru, stałby się rzeczywistością.Mógłbydziałać otwarcie i jawnie, zgodnie ze swą dumną i zawziętą naturą,nic musiałby słuchać szeptanych rad Wolkmara, czaić się i pełzać,czekać i imać się półśrodków, uginać się i poniżać.Złożył przysięgę posłuszeństwa, bo musiał złożyć, ale wie, że po-słuszeństwo winien tym nakazom, które są w nim.Im posłuszny -niemal jak wyzwanie rzucił dziś księciu, wszem wobec, że prawemmu będzie dobro Kościoła [ Pobierz całość w formacie PDF ]