[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Wyruszył na poszukiwanie jej dla swego przyjaciela Om–ata i dla Om–ata pójdzie dalej śladem, przypadkowo znalezionym.Powiódł go trop do dżungli i poprzez wąwóz, a wreszcie do miejsca, w którym Pan–at–lee zaczęła się wdrapywać na urwisko po stronie przeciwnej.Tu Tarzan porzucił głowę In–tana, przywiązując ją do gałęzi drzewa, gdyż przeszkadzałaby mu przy wspinaniu się na strome urwisko.Wdrapał się po małpiemu, idąc za tropem Pan–at–lee, który wyraźnie, jakby wypisany, wiódł go do szczytu i po krawędzi.Tarzan nic nie wiedział o Kor–ul–gryfie.W cieniach nocy widział dziwne, potworne kształty, a Ta–den i Om–at wspominali mu o wielkich stworzeniach, postrachu ludzi.Nie dziwił się jednak niczemu i niczego nie bał, poszedł więc w ciemną noc spokojnie, niczego się nie lękając.Trop Pan–at–lee znowu się kończył na krawędzi urwiska.Nic jednak teraz nie wskazywało, by miała skoczyć w dół.Po chwili poszukiwań Tarzan odkrył kamienne kołki, po których zeszła.Gdy leżał na brzuchu, wychylony poza skraj urwiska, badając kołki, zauważył coś u stóp skały.Nie mógł tego dobrze rozpoznać, widział jednak, że się to poruszało i z wolna wchodziło do góry, niechybnie przy pomocy takich samych kołków, jakie widział pod sobą.Śledził uważnie, gdy to coś wznosiło się coraz wyżej, aż wreszcie mógł wyraźnie rozpoznać jego kształt.Było to podobniejsze do małpy niż do innych zwierząt.Miało ogon, skądinąd jednak nie wydawało się prawdziwą małpą.Wspinało się to powoli ku najwyższym szeregom jaskiń i znikło w jednej z nich.Tarzan znowu ruszył tropem Pan–at–lee.Szedł nim po kamiennych kołkach do najbliższej jaskini, potem dalej wzdłuż najwyższego szeregu.Zmarszczył brwi, przekonawszy się, w jakim kierunku szedł trop, i przyśpieszył kroku.Już nieomal dosięgał trzeciej jaskini, gdy o ścianę Kor–ul–gryfu obiło się echo krzyku przerażenia.Rozdział VIGroźne spotkaniePan–at–lee spała niespokojnym snem fizycznego i nerwowego wyczerpania, pełnym okropnych widziadeł.Śniło się jej, że spała u stóp wielkiego drzewa na dnie Kor–ul–gryfu i że wpełzało na nią jakieś straszliwe zwierzę, nie mogła jednak ani otworzyć oczu, ani się poruszyć.Chciała krzyczeć, lecz żadnego dźwięku nie mogła dobyć z piersi.Czuła, jak zwierz sapie.Z nadludzkim wysiłkiem otworzyła oczy.Pewna była, że to był tylko sen i że senna zjawa szybko zniknie — nieraz już tak bywało.Nie znikała jednakże.W bladym świetle, przesączającym się do ciemnej komnaty, dojrzała jakiś kształt obok siebie, poczuła włochate palce na sobie i włochatą pierś, do której ją przyciągano.Jad–ben–Otho! To nie był sen.Wówczas to krzyknęła i zaczęła odpychać napastnicze stworzenie.Na krzyk jej odpowiedział pomruk, druga włochata ręka chwyciła ją za włosy na głowie.Zwierz podniósł się na tylne nogi i wyciągnął ją z jaskini do przedsienia oblanego księżycową poświatą.W tej właśnie chwili ujrzała postać jak gdyby Ho–dona na progu niszy.Zwierzę ujrzało ją również i złowrogo zamruczało, nie puściło jednak zdobyczy.Przykucnęło w oczekiwaniu natarcia, coraz głośniej i groźniej tylko pomrukując, aż wreszcie straszliwe dźwięki głośnym echem rozległy się w wąwozie, przygłuszając nawet głębokie porykiwania potworów, które na nowo zaczęły wydawać grzmiące odgłosy.Zwierz, trzymając Pan–at–lee, przykucnął, przybysz również przykucnął i tak samo groźnie pomrukiwał.Pan–at–lee drżała z przerażenia.To nie był Ho–don.Bała się wprawdzie Ho–donów, tego stworzenia wszakże, po kociemu przyczajonego i jak zwierzę warczącego, bała się jeszcze więcej.Była zgubiona — tego była pewna.Ci dwaj mogli walczyć o nią, ale którykolwiek zwycięży — zguba jej jest niechybna.Może w czasie walki, jeśli do tego dojdzie, zdoła skoczyć w głąb Kor–ul–gryfu.W stworzeniu, które ją trzymało, poznała teraz Tor–o–dona, ale tego drugiego nie mogła określić, chociaż wyraźnie je widziała w świetle księżyca.Nie miało ogona.Widziała jego ręce i nogi — nie były to ręce i nogi rasy Pal–ul–dońskiej.Zbliżało się z wolna do Tor–o–dona, trzymając w jednej ręce błyszczący nóż.Naraz przemówiło, wprowadzając Pan–at–lee w zdumienie.— Gdy on cię puści — rzekło — co będzie musiał uczynić, by się bronić, pobiegnij prędko poza mnie, Pan–at–lee, i zejdź do jaskini najbliższej kołków, po których schodziłaś ze szczytu urwiska.Stamtąd śledź przebieg walki [ Pobierz całość w formacie PDF ]