[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.- On uważa, że ma.Och, nie wściekaj się tak.Chaz myśli o tobie jak o młodszej siostrze, której nigdy nie miał.Moim zdaniem to słodkie.A moim zdaniem nie.Postanowiłam całkiem nie po siostrzanemu nagadać Chazowi, kiedy go znów zobaczę.- Co mu powiedziałeś? - Nie mogę się powstrzymać przed zadaniem tego pytania, kiedy ciekawość pokonuje mój gniew.- O czym? - Luke znalazł butelkę kupionego przeze mnie wina, które otworzyłam, żeby pooddychało, i nalewa nam po kieliszku.- O twoich, hm, intencjach.Próbuję mówić swobodnym tonem.I lekkim.Faceci nie lubią, kiedy sprawy robią się zbyt poważne, jak zauważyłam.A już zwłaszcza nie lubią, kiedy za dużo mówi się o przyszłości.Zachowują się zupełnie jak te płochliwe leśne stworzonka.Wszystko idzie, dobrze, póki tylko wydzielasz im orzeszki i na nic nie nalegasz.Ale w tej samej chwili, w której zobaczą sidła, zaczyna się istne piekło.Wykluczone, żebym miała przy Luke'u poruszyć sprawę zobowiązań.Dwa miesiące znajomości to może nieco za wcześnie, żeby razem mieszkać.Ale to już na pewno o wiele za wcześnie, żeby zaczynać dyskusję na temat wzajemnych zobowiązań.Nawet jeśli jedno z dwojga bez przerwy ma w głowie ślubne suknie.- Powiedziałem mu, żeby się nie martwił - mówi Luke i podaje mi kieliszek wina.- Że zrobię wszystko, co w mojej mocy, żeby nie zniszczyć ci reputacji.- Luke stuka się ze mną kieliszkiem.- No i że powinien mi przecież podziękować - dodaje i robi do mnie oko.- Podziękować tobie? - powtarzam za nim.- Za co?- Bo teraz Shari może się wprowadzić do niego.Prosił ją o to już wcześniej, ale ona mówiła, że nie może cię zostawić na lodzie.- Och.- Mrugam kilka razy.Tego nie wiedziałam.Shari nigdy nie wspomniała o tym ani słowem.Ale jeśli chciała ze mną mieszkać wyłącznie z litości, to czemu zareagowała tak, jak zareagowała, kiedy powiedziałam jej o propozycji Luke'a?- W każdym razie pomyślałem sobie, że powinniśmy gdzieś wyjść, żeby to uczcić - ciągnie Luke.- Nasza czwórka.Nie dzisiaj, oczywiście, skoro kupiłaś te steki.Ale może jutro wieczorem.Jest taka fantastyczna restauracja w centrum, która na pewno bardzo ci się spodoba.- Musimy porozmawiać.- Słyszę własne słowa.Zaraz.Jakim cudem to mi się wyrwało?Luke patrzy na mnie ze zdziwieniem, ale nie wydaje się urażony.Siada na białej kanapie swojej matki - ja nie odważyłabym się na niej siadać, jeśli miałabym w dłoniach coś do picia albo do jedzenia - i podnosi na mnie z uśmiechem wzrok.- Jasne - potakuje.- Oczywiście.Bo mnóstwo rzeczy musimy jakoś ustalić.Na przykład, gdzie ty zmieścisz wszystkie te swoje ubrania.- Uśmiecha się jeszcze szerzej.- Z tego, co mówił Chaz, twoja kolekcja tych klasycznych starych ciuchów jest dość imponująca.Przecież ja nie o ciuchy się martwię, tylko o swoje serce.- Jeśli mam mieszkać z tobą.- zaczynam, podchodząc i przysiadając na oparciu kanapy.Są mniejsze szanse na katastrofę, jeśli coś rozleję.Poza tym jestem na tyle daleko, że jego bliskość nie powinna mnie rozpraszać.- Chcę dzielić koszty, opłaty, zakupy, wszystko, po połowie.No wiesz.Tak będzie uczciwie.Wobec nas obojga.Luke się już nie uśmiecha.Popija wino małymi łyczkami i wzrusza ramionami.- Jasne - mówi.- Jak sobie życzysz.- Poza tym chcę się dokładać do czynszu.Spogląda na mnie dziwnym wzrokiem.- Lizzie.Nie ma żadnego czynszu.To mieszkanie należy do mojej matki.- Wiem.To znaczy, chciałabym dołożyć się do spłaty kredytu hipotecznego.Luke znów się szeroko uśmiecha.- Lizzie.Nie ma żadnego kredytu.Matka kupiła je za gotówkę.Jej.To się okazuje o wiele trudniejsze, niż się spodziewałam.- Mimo to chciałabym coś płacić.No bo przecież nie mogę na tobie pasożytować.To by nie było fair.Zresztą, jeśli będę coś płaciła za mieszkanie, to będę też miała co nieco do powiedzenia w sprawach, które tego mieszkania dotyczą, prawda?Teraz Luke unosi jedną brew.- Rozumiem, co masz na myśli - mówi.- Masz zamiar zmienić wystrój wnętrza?O Boże.To się wcale nie dzieje tak, jak planowałam.Po co ten Chaz do niego dzwonił? Cały czas ludzie mi wytykają, że za dużo mówię.Ale według mnie chłopcy plotkują o wiele częściej niż dziewczyny.- Nic podobnego - zaprzeczam.- Bardzo mi się podoba, jak twoja mama urządziła to mieszkanie.Ale będę musiała poprzestawiać trochę meble, żeby zrobić miejsce.- Odchrząkuję.- Na moją maszynę do szycia.I inne takie.Teraz Luke unosi już obydwie brwi.- Twoją maszynę do szycia?- Jeśli mam otworzyć własną firmę - tłumaczę - to muszę mieć odrobinę przestrzeni, gdzie będę się mogła tym zajmować.To przecież logiczne.A poza tym.Są chyba jakieś miesięczne koszty utrzymania mieszkania? No wiesz, opłata pobierana przez administrację budynku?- Owszem - mówi Luke.- Trzy i pół tysiąca dolarów.O mało się nie zakrztusiłam.Dobrze, że przysiadłam tylko na oparciu kanapy, bo naplułabym na nią zamiast na parkiet.- Trzy i pół tysiąca dolarów?! - wołam, zrywając się na nogi i biegnąc do kuchenki po ściereczkę.- Na miesiąc? Za samą administrację mieszkania? Mnie na to nie stać!Luke śmieje się teraz głośno.- No to może jakąś część tej sumy - proponuje i patrzy, jak ścieram rozlane wino.- Jakiś tysiąc miesięcznie?- Zgoda - przytakuję z ulgą.Chociaż niewielką, bo i tak nie mam pojęcia, skąd wezmę tysiąc dolarów miesięcznie.- Świetnie - cieszy się Luke.- Skoro to już sobie ustaliliśmy.- Jeszcze nie - przerywam mu.- To znaczy, jeszcze nie ustaliliśmy.- Nie? - Ale nie ma zaniepokojonej miny.Raczej rozbawioną.- Omówiliśmy zakupy spożywcze, rachunki, czynsz i twoje zapotrzebowanie na miejsce pod maszynę do szycia.Co jeszcze zostało?- My.- My? - Nie ucieka niczym przerażone leśne stworzonko.Jeszcze nie.Po prostu ma zaciekawioną minę.- To znaczy, co?- Jeśli się wprowadzę - zaczynam, mobilizując całą swoją odwagę - to najpierw na zasadzie próbnej.Żeby zobaczyć, czy to się sprawdzi.Bo rozumiesz, znamy się zaledwie dwa miesiące.A co, jeśli się okaże, no sama nie wiem.Że zimą zamieniam się w świra czy coś.Luke znów unosi obie brwi.- A zamieniasz się?- Nie wiem.To znaczy, nie wydaje mi się.Ale była kiedyś taka dziewczyna, Brianna, na naszym piętrze w akademiku McCraken.I ona zamieniała się w totalną psychopatkę, kiedy na dworze robiło się zimno.Nie żeby była jakoś szczególnie zrównoważona latem.Ale zimą bardzo jej się pogarszało.Więc wiesz.Uważam, że powinniśmy sobie zastrzec prawo do wycofania się z tego układu ze wspólnym mieszkaniem, jeśli okaże się, że któreś z nas poczuje, że to się nie sprawdza.A ponieważ mieszkanie należy do twojej matki, to ja będę musiała się wyprowadzić.Ale ty musisz dać mi miesiąc na znalezienie sobie nowego lokum, zanim zmienisz zamki [ Pobierz całość w formacie PDF ]