[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Mamy zdjęcia.Mark właśnie się łączy, za sekundę je do was prześle.Na ekranie komputera pośrodku stacji roboczej pojawiły się dwa ziarniste zdjęcia, wykonane przy pomocy teleobiektywu.- Znam jednego z nich - powiedziała Dame Agatha.- Lord Crispin Malgrave, prezes i główny udziałowiec banku Malgrave and Company.Jest intendentem Jockey Club, otrzymuje regularne zaproszenia na królewską trybunę w Ascot i ofiarował Partii Konserwatywnej co najmniej pięć milionów.- Jesteś bardzo dobrze poinformowana, Agatho - rzekł jej zastępca, Pearson Chalmers, który stał obok i także przyglądał się zdjęciom.- No pewnie - odparła.- Kiedy ostatnim razem lord Malgrave dołączył w Ascot do rodziny królewskiej, wcześniej zjadł lunch na zamku Windsor.Siedziałam obok niego.- O rety, rzeczywiście obracasz się w wysokich kręgach.- Nieczęsto.Ale lord Crispin w nich żyje.No dobrze, kim jest towarzyszący mu mężczyzna?- Ochroniarz? - zasugerował Chalmers.- Ma w sobie coś wojskowego.- Możliwe.- Dame Agatha obrzuciła sceptycznym spojrzeniem postać na ekranie.- Ale po co ochroniarz miałby nieść teczkę? Wrzuć go do systemu.Zobaczymy, czy jego twarz pojawia się w pamięci komputera.Wcisnęła guzik na stacji roboczej i powiedziała do mikrofonu:- Pilnujcie dalej.Czekajcie na dalsze rozkazy.Jak rta razie dobra robota.Dame Agatha przerwała rozmowę z agentami terenowymi.Myślała o tym wojskowym, który stał przed drzwiami Wake’a.Czy to był ten zabójca, o którym wspominał Grantham, wracający do Anglii tropem swej zaginionej dziewczyny? To naprawdę daleko idące założenie, ale jeśli Wake rzeczywiście był w to zaangażowany, zabójca z pewnością chciałby z nim porozmawiać.Ale gdzie tu miejsce dla lorda Malgrave’a? Dame Agatha uznała, że zaczeka i przekona się, czy zdołają dotrzeć do tego tajemniczego mężczyzny bez obrażania zbyt wielu starszych członków brytyjskiego establishmentu.Odwróciła się do Pearsona Chalmersa.- Lepiej zadzwoń do Jacka Granthama do SIS.Powiedz, że chyba mamy coś dla niego.Jeśli dojdzie do przesłuchania, będzie chciał wziąć w nim udział.Chalmers uniósł brew.- Jestem jak najbardziej za współpracą służb, ale czy to nie lekka przesada?Dame Agatha uśmiechnęła się.- Nie.Oboje ryzykujemy głowami.Ale w tym wypadku przynajmniej powinniśmy trzymać się razem.Ponownie wcisnęła guzik i powiedziała do swych agentów:- Kiedy goście sir Percevala Wake’a wyjdą, chcę, żeby ktoś śledził lorda Malgrave’a.Ale dyskretnie.A jeśli chodzi o tego drugiego mężczyznę, to zgarnijcie go i przywieźcie tutaj.Chciałabym porozmawiać z naszym tajemniczym gościem.70Pierwsze, na co zwrócił uwagę Carver, to fotografie.Na półkach z książkami, na gzymsie kominka, kilka nawet na biurku - wszędzie zdjęcia człowieka, do którego należał ten gabinet.Śmiał się z czegoś z Ronaldem Reaganem i Michaiłem Gorbaczowem, stał w smokingu obok Margaret Thatcher w sukni wieczorowej; pił koktajle z JFK i Jackie przy basenie w Hyannisport, podziwiał steki na grillu u Busha w Kennebunkport.Były tam dedykacje „Mojemu dobremu przyjacielowi Percy’emu” od Richarda Nixona i „Mon cher Perceval” od generała Charlesa de Gaulle’a.Na zdjęciu dawnego przywódcy sowieckiego Leonida Breżniewa widniały nawet pozdrowienia napisane cyrylicą.Ten człowiek nie wtrącał mimochodem nazwisk znanych osób.On nimi bombardował.Wtedy Carver dostrzegł zdjęcie stojące na szafce za biurkiem.Musiało zostać zrobione podczas jakiejś królewskiej gali.Ten starszy człowiek stał w orszaku powitalnym.Rozmawiał właśnie z gościem honorowym.Miała na sobie długą niebieską suknię i diamentową tiarę nałożoną na puszyste jasne włosy.Dedykacja na dole, napisana okrągłym, dziewczęcym pismem, brzmiała: „Bardzo dziękuję za pańskie mądre rady!”.„Bardzo” zostało podkreślone.Podwójnie.Niewiarygodne.Ten staruch dopiero co wydał rozkaz zabicia księżnej, ale nadal chciał, by świat wiedział o ich przyjaźni.Może uważał, że była ona szczera.Sir Perceval Wake wydał się Carverowi tego typu człowiekiem, który wierzy w swoją moc zmieniania rzeczywistości, że jest człowiekiem, którego kłamstwa są przekonujące, ponieważ on szczerze wierzy, że są prawdą.Na przykład nadal sądził, że może dyktować warunki.Jego potulny dowódca podskakiwał na wodach Kanału z odstrzeloną głową.Jego żołnierze zapełniali paryskie kostnice.Rosjanie wyraźnie sądzili, że mają nad nim kontrolę.Ale w swojej wyobraźni to Wake był prezesem i szefem.W odniesieniu do niektórych ludzi to nadal okazywało się skuteczne.Kiedy przyjechali, sekretarka powiedziała Malgrave’owi, że prezes chce się spotkać z Carverem sam na sam.Poproszono go, by zaczekał przed gabinetem.Malgrave natychmiast się temu podporządkował.A nawet wyglądał, jakby sprawiło mu to ulgę.Carvera poproszono o pozostawienie teczki i broni u sekretarki.Zastosował się do tego, po czym wszedł do gabinetu.- Masz tupet, zjawiając się tutaj, Carver - powiedział Wake, tak jakby arogancja wystarczyła mu, by trzymać zabójcę na dystans.- Kim jest ten Rosjanin? - zapytał Carver.- Którego konkretnie Rosjanina masz na myśli? Jak widzisz - Wake machnął ręką w stronę ścian - znałem ich całkiem wielu.- Naprawdę? - zapytał Carver, podchodząc do półki z książkami i zerkając na zdjęcia w srebrnych, drewnianych i skórzanych ramkach.- Którzy to w takim razie Rosjanie?- No cóż - rzekł Wake.- Niech no się przyjrzę.- Wstał zza biurka i zbliżył się do miejsca, w którym stał Carver.Szukał pomiędzy rzędami radosnych fotek.- A tak, to Nikita Chrusz.Carver odwrócił się na pięcie twarzą do Wake’a i wsadził palce wskazujący i środkowy prawej dłoni w oczy starszego pana, mocno i szybko niczym zęby jadowe węża.Mężczyzna zaskowyczał i zgiął się wpół, chowając głowę w dłoniach [ Pobierz całość w formacie PDF ]