[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Pracowali więc obydwoje: ona wdmuchiwała powietrze, a Richardnaciskał klatkę piersiową swojego ojca.Wciąż i wciąż.Sprowadzę pomoc – powiedziała Claire.Nie była pewne czy w ogólekogoś znajdzie, ale nie mogła tak trwać w bezczynności.Gdy wstała poczuła sięsłabo i nieco ją zamroczyło, przypomniała sobie, co mówił Richard – że madziurę w szyi i straciła dużo krwi – Będę się wolno poruszać.Idę z Tobą – powiedział Shane, ale Richard przytrzymał go za rękę:Nie.Potrzebuję Ciebie tutaj – pokazał mu w jaki sposób ma ułożyć ręcena klatce piersiowej burmistrza i uciskać.Sam wyciągnął walkie-talkie zza paskai podał Claire – Idź, potrzebujemy leków.Wtedy ją puścił i Claire zobaczyła, że w jego boku tkwił olbrzymi kawałekmetalu.Stała tam, zszokowana tym co zobaczyła i wtedy usłyszeli głoswydobywający się z radia:Halo? Jest tam ktoś? - cisza.Jeśli wciąż ktoś tam był, nie mógł do końcaprzebić się przez zakłócenia i wciąż szumiący deszcz.Muszę iść – krzyknęła do Shane'a.Spojrzał w górę:Nie! - ale nie mógł jej zatrzymać próbując jednocześnie ratować życieburmistrza.Po krótkiej chwili, gdy patrzył na nią z wściekłością, musiał siępoddać.Wrócił do swojego zajęcia.Claire ześliznęła się po gruzowisku i dogramoliła się do drzwi prowadzącedo głównego pokoju.Nie było żadnych śladów Francois ani Bishopa.Jeśliapartament był wcześniej doszczętnie zniszczony to teraz przypominał miejscepo wybuchu bomby.Większa część budynku zniknęła, po prostu jej ta, nie było.Podłoga pod nią wydawała niebezpieczne dźwięki, poruszała się więc szybko wstronę drzwi wyjściowych.Wciąż co prawda tkwiły w zawiasach, ale gdyspróbowała je otworzyć cała framugą odpadła od ściany.Korytarz wyglądał nanienaruszony, oczywiście oprócz dachu.Claire zrozumiała, że zniknęło całe 4piętro.Ruszyła przed siebie.Na szczęście pojawiające się co chwila błyskawiceoświetlały jej drogę.Wyjście przeciwpożarowe również wyglądało dobrze.Usłyszała przerażone ludzkie głosy, ale nie potrafiła ich zlokalizować:Potrzebujemy pomocy – powiedziała – Jest tu kilka rannych osób.Ktokolwiek?I nagle zaczęli wrzeszczeć, wszyscy naraz, siedzieli na podłodze.Ci którzysiedzieli na schodach zaczęli wspinać się w jej kierunku.Nie – krzyknęła – Nie możecie!Ale wcale jej nie słuchali i odepchnęli ją.Zaczęli się przepychać i zobaczyła,że około 50 osób próbuje dotrzeć na górę.Nie miała pojęcia czy w ogólewiedzieli co robią.Gorzej – bała się, że ten nagły ruch i obciążenie spowodujedalsze rozpadanie się budynku.Łącznie z tą częścią, w której przebywali jejprzyjaciele.Claire? - usłyszała głos Michael'a.Otworzył jakieś drzwi i w dwóch skokach iznalazł się przy niej.Zanim zaprotestowała chwycił ją na ręce i zawołał –muszę Cię stąd zabrać.Nie! Idź na górę.Shane i pozostali potrzebują pomocy.Idź.Zostaw mnietu.Nie mogę - i spojrzał w dół.Ona uczyniła to samo.Na klatce schodowej były wampiry.Niektóre z nich walczyły rozdzierając sięnawzajem.Kilkoro ludzi, którzy znajdowali się pomiędzy nimi, wrzeszczało.Ok.No to w górę.- powiedział i Claire poczuła, że unosi się w powietrzu.Michael skoczył z nią na trzecie piętro, z taką łatwością jakby przeskakiwałstopień schodów.Co się dzieje? - Claire spojrzała w dół i to co widziała nie miało żadnegosensu.Tłum na dole walczył.Nie mogła dostrzec kto był po czyjej stronie ani nierozumiała skąd wzięło się w nich tyle wściekłości.Amelie tam jest – odpowiedział Michael – Bishop próbuje się do niejdostać, ale zbyt szybko traci swoich sprzymierzeńców.Zaskoczyła go atakującpodczas huraganu.A co z innymi, znaczy się z ludźmi? Ojcem Shane'a i tymi, którzyzdecydowali się zostać?Michael otworzył kopnięciem drzwi, korytarz był oświetlony i pełen ludzi,którzy wcześniej o mało nie stratowali Claire.Otoczyli ich przerażeni iwrzeszczący.Michael pokazał zęby warknął w ich stronę – w popłochu zaczęliszukać jakiegoś schronienia, chowając się po kątach i opuszczonych biurach, wwiększości zniszczonych podczas nawałnicy.Utorował sobie przejście międzytymi, którzy nie mieli się gdzie schować i ruszył do końca korytarza.Tutaj? - puścił Claire i nagle znieruchomiał przyglądając się uważnie jej szyi –Ktoś Cie ugryzł?To nic takiego – Claire dotknęła ręką rany.Jej brzegi były szorstkie ichyba wciąż krwawiła, ale to równie dobrze mogły być krople deszczu.A właśnie, że nie - Powiew wiatru uniósł nieco jego kołnierz i zauważyła,że na szyi Michaela widnieje biały ślad.Ty również zostałeś ugryziony?Tak jak mówisz, to nic takiego.Posłuchaj, możemy pogadać o tympóźniej, ale najpierw chodźmy do naszych przyjaciół.Otworzyła drzwi i zrobiła krok naprzód, a podłoga.zapadła się pod nią.Musiała głośno krzyczeć, ale jedyne co słyszała to odgłosy spadających dokołaniej części budynku [ Pobierz całość w formacie PDF ]