[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Następnego dnia wódz zamierzał wraz ze swymi czarownikami odprawić zaklęcia nad grupą wojowników udających się na polowanie na słonie.– Wiesz, Bob – rzekł do mnie Tom Merrick – nigdy nie widziałem słonia.Dlaczego nie mielibyśmy się wybrać wraz z nimi? Mamy tu spędzić ponad tydzień, a że powiodło nam się z Foudre’em, wspólnicy nie będą mieli za złe, jeśli zabawimy o dzień lub dwa dłużej.– Jestem na Złotym Wybrzeżu od około piętnastu lat, niemal od małego chłopca i choć czasem sam robiłem wyprawy, to jednak nigdy nie polowałem z Murzynami na słonie, lamparty czy inną zwierzynę.Nie wiem nawet czy kiedykolwiek słyszałem, aby czynił to jakiś Europejczyk, nie wyłączając Holendrów, posiadających forty i faktorie na dużej przestrzeni w górnym biegu rzeki Ancobra – zauważył Collins.– A ja – odparłem – widziałem w Indiach Wschodnich wiele słoni, ale żadnego w jego naturalnym, dzikim środowisku.Miałbym wielką ochotę zrobić małą wyprawę w głąb lądu.Zwróciłem się do okyami, by spytał króla, czy zezwoli nam towarzyszyć jego myśliwskiej ekspedycji, by przyjrzeć się, jak się poluje na słonie.Jego królewska mość, który do tej chwili zdążył już sobie nieźle podpić, odrzekł, iż nie może udzielić odpowiedzi, póki jutrzejszego ranka nie uczyni czarów i zaklęć.Musieliśmy zadowolić się tą odpowiedzią i wkrótce potem król wraz ze swą świtą opuścił fort w lektyce oczekującej go przy wrotach.Było to okolicznością nader szczęśliwą, gdyż po wielu kolejkach Ehin Blay był już na tak miękkich nogach, że z pewnością nie dotarłby o własnych siłach do królewskiego pałacu.Sam czułem również, że wypite trunki uderzyły mi nieco do głowy, wyraziłem więc życzenie bezzwłocznego udania się na spoczynek, tłumacząc, że następnego ranka będę musiał pojechać na statek, by przygotować dla króla nowy upominek.Collins wielce oponował przeciwko naszemu odejściu, zaklinając się, że jest jeszcze wcześnie i że łyknięcie sporej ilości solidnego trunku najpewniej zabezpiecza przed afrykańską malarią.Jak się okazało, był on zagorzałym wyznawcą swej zasady, gdyż długo jeszcze po położeniu się do łóżek słyszeliśmy śpiewy, krzyki i toasty dochodzące z sali biesiadnej.Gdy wstaliśmy następnego dnia o świcie, wydawało się przez jakiś czas, że wszelki ruch w forcie zamarł całkowicie.W końcu natknęliśmy się na jednego z tubylczych urzędników idącego właśnie sprawiać niewolników Kazaliśmy mu przygotować łódź z obsadą dla przewiezienia nas na statek.Szczęściem brzeg był dogodnie ukształtowany i przebycie przyboju nie było przedsięwzięciem niebezpiecznym.Pomiarkowałem jednak, że dostarczenie wody na statek będzie sprawą trudną i żmudną, jako że można było tego dokonać jedynie przez zakotwiczenie łodzi na zewnątrz przyboju, wypuszczanie na linie pustych beczek na ląd i przeciąganie przez przybój z powrotem beczek pełnych.Przekonaliśmy się, że Trenal poczynił daleko posunięte przygotowania na przyjęcie niewolników i urządził w salonie kantor handlowy.Po wczorajszym pokazie, zgotowanym nam przez Ehina Blaya, wybranie dla niego stosownego upominku okazało się trudniejsze niż się spodziewaliśmy.Na szczęście znaleźliśmy na pokładzie Foudre’a kilka dużych skrzyń wypełnionych szkłem i porcelaną, wśród czego natrafiliśmy na wazy, świeczniki i mnóstwo półmisków i talerzy.Wybraliśmy z tego przyzwoitą kolekcję, dodając kilka dużych cynowych dzbanów, które wypolerowaliśmy tak, iż błyszczały jak srebro.Zapakowaliśmy to wszystko nadzwyczaj starannie w celu przewiezienia na ląd, po czym powiedzieliśmy Trenalowi, że udajemy się na kilka dni na wyprawę myśliwską, lecz że przed wyruszeniem uzgodnimy cenę, jaką będzie płacił za niewolników.Uczyniwszy to powróciliśmy na brzeg.Po przybyciu do fortu zastaliśmy Collinsa oczekującego nas ze śniadaniem.Nie znać było po nim zupełnie wczorajszej pijatyki, choć przyznał się, że bawił się kielichami jeszcze długo po północy.Po śniadaniu wsiedliśmy w lektyki i w otoczeniu naszych marynarzy i ludzi z fortu wyruszyliśmy do pałacu Ehina Blaya.Przy bramie spotkał nas obofo wraz z okyami, którzy przez dwa obszerne dziedzińce zawiedli nas do zbudowanego z gliny budynku o długości około siedemdziesięciu i szerokości czterdziestu stóp, przykrytego ostrym pochyłym dachem.Przed budynkiem oczekiwał nas król przybrany w strój czarownika, naszywany gęsto małymi dzwoneczkami i amuletami.Czynił on zaklęcia, mieszając w dwóch dużych glinianych garnkach, ustawionych po obu stronach wejścia i wypełnionych jakimś paskudztwem.Monarcha powitał nas nadzwyczaj przyjaźnie, po czym powiódł do wnętrza budynku składającego się z trzech komnat i usadowił na fotelach stojących przy królewskim tronie.Tron – było to pięknie rzeźbione krzesło wręczone ongiś w darze jego ojcu w podzięce za to, iż stanął po stronie angielskich kupców zaatakowanych przez Holendrów z fortu Axim i wspomaganych przez licznych Fantisów.Wydobyliśmy wówczas nasze nowe dary, które olśniły króla, jako że nigdy przedtem niczego podobnego nie widział.Wynikiem tego zachwytu był fakt, że prócz zwyczajowych darów w złocie otrzymaliśmy z Merrickiem po dwudziestu pięciu młodych i krzepkich niewolników.Po dokonaniu tej wymiany zaprowadzono nas do innego domu, gdzie – zwyczajem krajowców – przygotowano dla nas Ucztę.Przybranie stołu było dość dziwaczne, gdyż ze złotymi i srebrnymi naczyniami tubylczego wyrobu mieszały się pospolite gliniane naczynia, również krajowego pochodzenia.Natomiast potrawy były nie do pogardzenia.Wśród wielu rodzajów zup i potraw mięsnych znajdowały się również pyszne langusty i ostrygi.Ehin Blay nalegał, byśmy jedli i zdawał się doznawać zawodu, że apetyty nasze nie stały na wysokości poczynionych przez niego przygotowań.Podczas uczty pito, jak zwykle, bardzo wiele.Wlewano w nas niemal przemocą wino palmowe, wódkę i wszelkie rodzaje trunków.Z trudem opieraliśmy się gościnnym naleganiom gospodarza.Owo śniadanie, czy jakkolwiek można by je nazwać, zakończyło oficjalną część naszych pertraktacji handlowych z monarchą.Powróciwszy do fortu przystąpiliśmy rychło do uzgodnienia ceny niewolników.Wymiarkowaliśmy, że nie naruszając zbytnio naszych towarów, będziemy mogli nabyć tu około trzystu dwudziestu niewolników, co pozwoli nam wypełnić całkowicie ładownie Foudre’a i przeszło w połowie ładownie Black Prince’a.Powiedziałem zatem Merrickowi, że mając na uwadze okoliczność, iż niewolników trzeba będzie gromadzie małymi partiami, a zaopatrzenie w wodę będzie także procederem uciążliwym, zgodziłbym się nawet wyruszyć z sofahinem i jego wojownikami do wioski Niba, jeśli czary i zaklęcia Ehina Blaya okażą się dla, nas pomyślne.Nie wiadomo czy wróżba wypadła pomyślnie, czy też dary nasze usposobiły przychylnie wodza, dość że po południu przybył okyami z wieścią, iż Ehin Blay zezwala nam wziąć udział w polowaniu na słonie w towarzystwie sofahina, który zwał się Kwamina Ensa [ Pobierz całość w formacie PDF ]