[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.- Rys przepędził ich z Pandemerii po tej historii z Logarth.Nieustępliwe małe dranie, używają drewnianych włóczni i strzał posmarowanych jadem ropuchy.Pamiętam, że wtedy wierzyli w inne proroctwo, ale trudno być na bieżąco.Zwłaszcza jeśli chodzi o te wszystkie pogańskie bożki, białe kruki i inne omeny.- Sabor nazwał ich świętymi mężami - powiedziała Rachel.- Ja tylko wiem, że lubią robić włóczniami dziury w ludziach - rzekł Hasp.- Nieuzbrojeni wojownicy Hulfera będą mieli z nimi ciężką przeprawę.Ale las działa na naszą korzyść.Ta gęstwina to nie miejsce dla łuczników czy kopijników.- Z pieśni Kotwicy pamiętam, że Stu pokonało Sombrecur.Naprawdę musimy się martwić?Mina wyjęła psa z wewnętrznej kieszeni i postawiła go na trawie.- Nie ma żadnej gwarancji - powiedziała.- Jeśli dzisiaj zwyciężymy, pozostaniemy w tej linii czasu, w której historia Kotwicy jest prawdziwa.W przeciwnym razie czas znowu się rozdzieli i znajdziemy się w trochę innym wszechświecie, w którym pieśń triumfalna zmieni się w lament.- Taumaturg potarmosiła kosmate uszy Bazylisa.- Najtrudniejsze będzie wygranie tej bitwy bez przelewu krwi.Menoa spodziewa się rzezi.Chce, żebyśmy przygotowali tę ziemię dla jego mesmerystów.Rachel poczuła na udzie ciężar miecza.Bez rozlewu krwi? Nie wiedziała, czy jest dostatecznie silna, żeby się skoncentrować.Co nie znaczyło, że jej umiejętność przyda się w walce z tak licznym wrogiem.Byłaby potem zbyt osłabiona.Dill milczał, ledwo widoczny w blasku słońca.Patrzył w dół na jezioro.Hasp rozprostował ramiona.Zamigotały szklane łuski.- Nareszcie uczciwa walka - powiedział.- Żadnych demonów, zjaw czy zmiennokształtnych.I nikogo, kto mógłby mnie nastawić przeciwko moim towarzyszom.- Uśmiechnął się szeroko i ruszył w dół zbocza, żeby dogonić wojowników z Burzliwego Wybrzeża.- Jest sam i bez broni - zauważyła Rachel.- W dodatku ma niepokojąco kruchą powłokę, a jednak uważa, że walka będzie uczciwa?W porównaniu z bitwami, w których zwykł walczyć, ta będzie uczciwa, odezwał się Dill.Sombrecur są w kłopocie.We trójkę ruszyli za Haspem przez górski płaskowyż, teraz rozległą, bujną łąkę porośniętą zieloną trawą, różowym furylisem, kępami wrotyczu oraz setkami innych rodzajów ziół i polnych kwiatów nieznanych Rachel.Wiatr niósł ich upojny aromat wraz z puchem dmuchawców i nitkami pajęczyn.Ludzie Hulfera posępnie skinęli głowami nowo przybyłym, ale nie zwolnili kroku.Weszli do lasu wydeptanym szlakiem przypominającym tunel w gęstwinie drzew i w niecałą godzinę dotarli nad jezioro.Nie było tam żadnego śladu ludzkich domostw.Kevin’s Jetty miała powstać dopiero za dwieście lat.Las dochodził do samej wody.Przez gałęzie Rachel widziała flotę Sombrecur znajdującą się niecałe sto jardów od brzegu: dziesiątki kanu z pływakiem, dwoma wioślarzami i włóczniami przywiązanymi do burt.Wojownicy z Burzliwego Wybrzeża zaczęli się skradać przez gąszcz.Dill z mieczem w ręce trzymał się blisko asasynki.Jaśniał w leśnym półmroku, ale był równie niematerialny jak światło.Rachel już widziała jego bezcielesną postać przechodzącą przez Minę i teraz zastanawiała się, jak będzie walczył z wrogami.Może przynajmniej ich wystraszy.Usłyszała cichy plusk wioseł na jeziorze.Sombrecur byli wystrojeni w koralikowe naszyjniki i pióra, lekko ogorzali, z tatuażami w formie koncentrycznych łuków na nagich torsach.Mieli gołe głowy, a pod oczami wzory namalowane ochrową farbą.Rachel poczuła, że coś dotyka jej nogi, a kiedy spojrzała w dół, zobaczyła, że to Bazylis.Pies stał bez ruchu i węszył w powietrzu, warcząc cicho.Dając sobie znaki rękami, wojownicy z Burzliwego Wybrzeża rozstawili się po lesie.Hasp ukucnął w pewnej odległości za nimi i garściami nałożył ziemię na szklane łuski, żeby przyćmić ich blask.Dill nie mógł w podobny sposób zamaskować swojej świetlistej postaci, więc ukrył się za wystającymi korzeniami dużego drzewa [ Pobierz całość w formacie PDF ]