[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.- Chcesz powiedzieć, że i mamie grozi wieczne potępienie?- Skądże znowu! Ma przecież oparcie w twoim ojcu.On już zadba, żeby nie stało się jej nic złego.Choć, prawdę mówiąc, sam ma bzika na jej punkcie.Nie zdziwiłbym się, gdyby pobiegł za nią prosto do piekła!Juliet roześmiała się.- Mam nadzieję, że nie pijesz do mnie! Czyżbyś uważał, że powinnam się postarać o porządnego mężczyznę, który na siłę wciągnie mnie do raju?- Nie! - prychnął Crisp.- Nawet archanioł nie dałby sobie z tobą rady.Najwyżej straciłby głowę dla ciebie, jak nasz Przygłup.- Wskazał cieślę pustą fajką.- Wzdycha do ciebie od lat i widzisz, do czego to go doprowadziło? Jak mu rzucisz dobre słowo, to tak kołowacieje, że nie potrafi nawet siknąć z wiatrem!W odróżnieniu od Kelly’ego, Nathanowi rzadko brakowało języka w gębie.- Jeśli już o mężczyznach mowa - odezwała się Juliet - to co myślisz o księciu?Podrapał się po szczeciniastej brodzie.- No cóż.Nie wpatrywałem się w niego tak jak ty, ale założę się, że taki wielki chłop to, co trzeba, też ma nie od parady!- Wcale nie to miałam na myśli - odparła z westchnieniem.Crisp zachichotał.- Nie? No cóż.uważam, że będą z nim kłopoty.Ma zbyt gładki język i potrafi znaleźć odpowiedżna wszystko.Wyszczekany, ot co! I nie zamierza nic dobrego, jeśli chodzi o twojego ojca.Zapamiętaj moje słowa, kapitan Simon nie podziękuje ci za przywiezienie go na Gołębią Rafę.- Przechylił się przez reling i splunął do morza.- I myślę, że ci stłucze tyłek na kwaśne jabłko za to, żeś w pojedynkę rzuciła się na takiego kolosa jak „Santo Domingo”.Przez kilka sekund panowała cisza, ale uczucie triumfu, które od kilku godzin starali się utrzymać w ryzach, ostatecznie wzięło nad nimi górę.Juliet wybuchnęła śmiechem, a zaraz potem Crisp zerwał z głowy czapkę i zaczął nią walić o reling w rytm własnych „o-ho, ho!” i „ha, ha!”- No i kto by w to uwierzył, dziewczyno? Piekielny „Santo Domingo”! Taki z niego postrach mórz i oceanów, a nam nie dał rady! Na rany Chrystusa! Nie tylko admirał ich floty i jego wystrojeni donowie będą nosić żałobę po tym statku.Założę się, że nawet ten zasraniec Filip III, że cała Hiszpania będzie się wściekać! Może wytoczą nam proces przed trybunałem Świętej, tfu, Inkwizycji, co?!- Tak, tak.ale czy ojciec się ucieszy? Jak myślisz?- Ucieszy? - Crisp urwał, szukając najwłaściwszego określenia.- Taki będzie z ciebie rad, że ani chybi pozwoli ci płynąć po prawej stronie „Mściciela”, kiedy następnym razem wyruszy na polowanie!- Naprawdę tak myślisz?!Juliet nie była w stanie pohamować swej radości.Kiedy znowu wybuchnęła śmiechem, cała jej twarz przeistoczyła się.Uparty zarys brody złagodniał, oczy błyszczały w księżycowej poświacie.Wargi wydawały się pełniejsze, bardziej miękkie.Nikt by się nie domyślił, że to usta kapitana, z których padają gromkie rozkazy.Juliet miała ochotę rzucić się Crispowi na szyję i uściskać go z całej siły.Wiedziała jednak, że wszelkie poufałości mają swoje granice.Zamiast tego wyobraziła sobie zaskoczenie i zazdrość na twarzach braci.Podczas swoich pościgów wzdłuż wybrzeża Kolumbii obaj zdobyli zaledwie dwa stateczki, pełne śmierdzących korsarzy!- Jonas i Gabriel zzielenieją z zazdrości.Mówię ci, że zzielenieją!- Pewnie, będzie im głupio, że siostra sprzątnęła im sprzed nosa największą zdobycz na Karaibach.Lepiej się pilnuj i nie łaź sama po nocy.Juliet spoważniała w jednej chwili.Zmarszczyła brwi.- Chyba nie myślisz, że się ośmielą.- Ostrzeżony - uzbrojony!Juliet zbyła te słowa machnięciem ręki.- Sezon łowów rozpocznie się lada chwila.Nie będą mieli czasu na szczeniackie wybryki.- Ostatnim razem, jak im weszłaś w drogę, skąpali cię w niebieskiej farbie.Dobrze wiesz, że tej cholernej parce nigdy nie braknie czasu na psie figle!Juliet wpatrywała się w oświetloną blaskiem księżyca twarz kwatermistrza.- Teraz mamy już sześć okrętów, razem z „Santo Domingo”.Możemy się nie tylko zaczajać na zbrojne konwoje, które trzęsą portkami ze strachu przed Wilkiem! Mamy już dość sił, by zaatakować Kartagenę, Maracaibo, nawet Panamę!- Hej, dziewczyno! Trochę się zagalopowałaś.Maracaibo? Kartage-na? Panama?!- Cały teren Spanish Main będzie nasz.Jonas i Gabriel pierwsi się ze mną zgodzą!Crisp przerwał jej niecierpliwie.- Wcale mnie nie zdziwi, jeśli twoi bracia pójdą na takie szaleństwo.Ale co z Hiszpanami? Myślisz, że zabraknie im okrętów, żeby nas zaatakować?- Może przestaną wreszcie tropić ojca jak wściekłego psa.- Nawet wtedy Simon Dante nie zrezygnuje z zemsty.Dobrze o tym wiesz! To przez Hiszpanów nosi do dziś blizny na plecach.To przez tych cholernych papistów twoja matka straciła rękę! O, nie! Wilk ma zbyt wiele powodów do nienawiści wobec donów.Ale zaatakować jakiś statek na pełnym morzu, a przypuścić z całą flotą atak na dobrze strzeżony port to są, psiakrew, dwie całkiem różne sprawy! - Przerwał, by wetknąć pustą fajkę do ust.- Coś takiego nie zdarzyło się, odkąd Drakę zaatakował Maracaibo przed czterdziestu laty.Od tamtej pory Hiszpanie ulepszyli środki obrony, wzmocnili garnizony o kilka tysięcy żołnierzy i pobudowali statki, takie jak „Santo Domingo”, by strzegły ich wodnych szlaków oraz oczyściły je z takich wyrzutków jak my.Juliet wiedziała, że nie warto dyskutować z Crispem, kiedy zaciska zęby na swojej fajce tak mocno, że cybuch omal nie trzaśnie.Prawdę mówiąc, nie było o czym dyskutować.Simon Dante spędził pięć lat na hiszpańskiej galerze, przykuty łańcuchami do wioseł.A gdyby blizny na własnych plecach nie wzbudziły w nim na nowo nienawiści do Hiszpanów, wystarczyło mu spojrzeć na pusty rękaw żony, zwisający poniżej jej lewego łokcia.Wydarzyło się to prawie pięć lat temu.Simon Dante z dwoma statkami, „Mścicielem” i „Czarnym Łabędziem”, wyruszył na polowanie w Cieśninie Florydzkiej.Razem z Isabeau, stojącą jak zawsze za sterem „Łabędzia”, tropili galeony ze zbrojnego konwoju i mieli oko na dwa mniejsze statki, które pozostały nieco w tyle.Osłaniał je galeon.Na pierwszy rzut oka wydawało się, że ma jakieś trudności ze sterem.Jednak jeśli okręt nieco się zataczał, to raczej z powodu obciążenia.Miał sześćdziesiąt cztery działa na swoich trzech pokładach, z których najniższy był pomalowany na czarno dla zamaskowania rzędu zamkniętych furt armatnich.Galeon aż się rwał do wciągnięcia kaperskich statków w zasadzkę i postanowił zmierzyć się najpierw z mniejszym, „Czarnym Łabędziem”.Isabeau nigdy nie uchylała się od otwartej walki, toteż wiedząc, że „Mściciel” tylko czeka, by zaatakować galeon od rufy, ruszyła naprzód, by odpowiedzieć na wyzwanie.Dopiero gdy znalazła się w zasięgu strzałów, furty armatnie na dolnym pokładzie galeonu otwarły się i Isabeau zrozumiała, że wpadła w potrzask [ Pobierz całość w formacie PDF ]