[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Nie.Sam nie mógł dostrzec, jak masywne miał ramiona, jak przy każdym ruchu ręki tańczyły pod skórą mięśnie.Nie widział też spokoju na swej twarzy, tego samego, który można zobaczyć u nieustraszonego jelenia.Nie było w nim czujności.Niektórzy ludzie mają oczy rozbiegane, jak gdyby cały czas szukali zagrożenia, czy może ofiary.Inni skupiają się na zadaniu, myślą o tym, czym się akurat zajmują.Alvina jakby nie interesowało specjalnie, co sam robi albo co robią inni.Koncentrował się na własnych myślach, których nikt inny nie mógł usłyszeć.I znowu w pamięci Peggy zabrzmiały słowa "Elegii" Graya.Z dala od ciżb, którymi waśń obłędna miota, Ustrzegli się manowców nieoględnych marzeń I szli chłodną, zaciszną doliną żywota, Szlakiem bezgłośnych dążeń i codziennych zdarzeń.Biedny Alvin.Kiedy się tobą zajmę, nie będzie już żadnej chłodnej, zacisznej doliny.Będziesz wspominał terminowanie jako ostatnie spokojne dni swego życia.Jedną ręką pochwycił pełne, ciężkie wiadro, postawił na krawędzi i przechylił lekko, przelewając wodę do cebrzyka.Uczynił to tak swobodnie i bez trudu, jak gospodyni, która przelewa śmietanę z jednego kubka do drugiego.A gdyby jego ręce równie lekko i delikatnie trzymały moje? Czy przełamałby mnie niechcący, skoro jest taki silny? Czy czułabym się jak zakuta w żelaza w tym jego uścisku? Albo czy spaliłby mnie w białym żarze płomienia swego serca?Sięgnęła po wiadro.- Pozwólcie, że je zaniosę.- Nie trzeba.- Wiem, że jestem brudny, psze pani.panno Larner.Ale doniosę je wam pod drzwi i wstawię do środka.Niczego nie pobrudzę.Czyżbym w przebraniu wydawała się tak monstrualnie surowa? Myślisz, że rezygnuję z pomocy z powodu zamiłowania do czystości?- Nie chciałam tylko, żebyś musiał jeszcze dzisiaj pracować.Jak na jeden dzień, pomogłeś mi już wystarczająco.Patrzyła mu prosto w oczy i miała wrażenie, że zniknął gdzieś ich spokój.Błysnęła nawet iskra gniewu.- Jeżeli się boicie, że będziecie musieli mi zapłacić, to nie musicie się obawiać.Jeśli to wasz dolar, mogę go wam oddać.Nie chciałem go.Na wyciągniętej dłoni leżała moneta, którą Whitley Physicker rzucił mu z powozu.- Zganiłam wtedy doktora Physickera.To obraźliwe, że chciał ci zapłacić za rycerską przysługę, jaką mi oddałeś z czystej szlachetności.Uraża nas oboje, pomyślałam, zachowując się tak, jakby wszystko, co zdarzyło się tego ranka, warte było dokładnie jednego dolara.Teraz przyglądał się jej z sympatią.Peggy mówiła dalej głosem panny Larner.- Musisz jednak wybaczyć doktorowi Physickerowi.Niezręcznie się czuje z takim majątkiem i szuka sposobności, by podzielić się nim z innymi.Nie nauczył się jeszcze, jak to robić taktownie.- W takim razie to drobiazg, panno Larner.Skoro to nie od was pochodzi.Schował dolara do kieszeni i poniósł pełne wiadro ścieżką pod górę.To jasne, że nie był przyzwyczajony do spacerów z damami.Kroki miał za długie, szedł zbyt szybko, i nie mogła za nim nadążyć.Nie mogła nawet pójść tą samą drogą co on - nie zwracał uwagi na stromiznę zbocza.Był jak dziecko, nie jak dorosły - wybierał najkrótszą drogę, nawet jeśli wymagała niepotrzebnego pokonywania przeszkód.A przecież jestem tylko o pięć lat starsza od niego.Czyżbym uwierzyła we własne przebranie? Mam dwadzieścia trzy lata, a myślę i zachowuję się, jakbym miała dwa razy tyle.Sama lubiłam tak chodzić jak on, najtrudniejszą drogą, dla czystej radości zmęczenia i zwycięstwa.Mimo to podążyła łatwiejszą ścieżką, w skos zbocza, wspinając się tam, gdzie nachylenie było mniejsze.Alvin czekał już na nią przed drzwiami.- Dlaczego nie otworzyłeś i nie wstawiłeś wiadra do środka? Drzwi nie są zamknięte na zamek - powiedziała.- Wybaczcie, panno Larner, ale te drzwi nie chcą być otwierane, czy zamknie się je na klucz, czy nie.No tak.Chce, żebym wiedziała o tych ukrytych heksach na zamku.Niewielu ludzi potrafi dostrzec ukryty heks.Peggy też nie potrafiła.Nie miałaby o nich pojęcia, gdyby nie patrzyła, jak je kreśli.Ale, oczywiście, o tym nie mogła mu powiedzieć.Dlatego zapytała.- Czyżby tu były jakieś znaki ochronne, których nie widzimy?- Umieściłem w zamku parę heksów [ Pobierz całość w formacie PDF ]