[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Mimo to, choć znudzony, zaczynał pojmować sens prasowych relacji i połączył je z tym, co sam wiedział.Historia o defraudacji była śmieszna, oczywiście – najwyraźniej próba dezinformacji ze strony Achillesa, choć niektóre łatwe do przewidzenia kraje bardzo głośno żądały dochodzenia i wyjaśnienia sprawy: Chiny, Rosja, Francja.Prawdą było, że Peter i jego rodzice tuż przed świtem wymknęli się z osiedla Hegemonii w Ribeirăo Preto, przejechali do Araraquary, stamtąd polecieli do Montevideo, gdzie z kolei uzyskali oficjalną zgodę na przelot do Stanów Zjednoczonych, jako goście amerykańskiego rządu.Możliwe, oczywiście, że tę nagłą ucieczkę spowodowały jakieś działania Achillesa albo informacje o jego planach.Groszek jednak był prawie pewien, że wydarzenia zostały zapoczątkowane przez e-maile, które razem z Petrą wysłali rankiem, kiedy tylko dotarła do nich wiadomość od Han Tzu.Najwyraźniej Wigginowie albo kładli się bardzo późno, albo bardzo wcześnie wstawali, bo odebrali te listy prawie natychmiast po wysłaniu.Odebrali, odszyfrowali przekaz, zrozumieli implikacje tego, co zdradził Han Tzu.A potem, co niewiarygodne, przekonali Petera, żeby ich wysłuchał i wyniósł się stamtąd natychmiast.Groszek zakładał, że miną dni, zanim do Petera dotrze waga przekazanych informacji.Częścią problemu były jego stosunki z rodzicami.Groszek i Petra wiedzieli, jak inteligentni są Wigginowie, ale większość urzędników Hegemonii nie miała o tym pojęcia, a już najmniej Peter.Groszek spróbował sobie wyobrazić scenę, kiedy tłumaczą Peterowi, że został oszukany przez Achillesa.Peter, który wierzy swoim rodzicom, kiedy mu mówią, że popełnił błąd? Niesamowite.A jednak musiał im uwierzyć, i to od razu.Chyba że go uśpili.Groszek zaśmiał się z tej myśli, po czym oderwał wzrok od ekranu, gdyż taksówka skręcała ostro.Zjeżdżali z głównej drogi w boczną uliczkę.Nie powinni.Odruchowo otworzył drzwi i wyskoczył na zewnątrz, zanim kierowca zdążył wyrwać spod siedzenia i wymierzyć pistolet.Kula świsnęła mu nad głową, kiedy przetoczył się po ziemi.Taksówka zahamowała i kierowca wyskoczył, żeby zakończyć sprawę.Porzucając torbę, Groszek starał się schować za róg.Jednak nie miał szans, żeby uciec daleko.Na ulicy nie było przechodniów, gdyż znaleźli się w dzielnicy przemysłowej.Wystarczyło, że taksówkarz pobiegnie za nim na główną drogę.Kolejny strzał padł, kiedy mijał narożnik budynku.Pomyślał, czy nie zaczaić się pod ścianą w nadziei, że strzelec okaże się głupi i bez patrzenia wysunie broń.Ale nic by z tego nie wyszło, ponieważ taksówka, która stała jako druga w kolejce, hamowała właśnie przy krawężniku tuż przed nim, a szofer unosił broń.Groszek rzucił się na ziemię i dwa pociski trafiły w mur, gdzie stał przed chwilą.Czystym przypadkiem skok przeniósł go bezpośrednio przed pierwszego kierowcę, który rzeczywiście okazał się głupi i mijał róg w pełnym biegu.Potknął się o Groszka i upadł, wypuszczając pistolet.Groszek nie próbował go chwycić, bo dostrzegł kątem oka, że drugi taksówkarz już wysiada.Cofnął się do pierwszej taksówki, która stała z włączonym silnikiem.Czy zdoła ukryć się za nią, zanim któryś z tych dwóch znowu strzeli?Wiedział, że nie zdąży.Ale musiał spróbować i mieć nadzieję, że obaj – jak wszystkie czarne charaktery w widach – okażą się fatalnymi strzelcami.A kiedy dostanie się do samochodu, odjedzie.Byłoby miło, gdyby tapicerkę fotela kierowcy zrobiono z jakiegoś cudownego materiału, który odbija kule wpadające przez tylną szybę.Paf! Paf-paf! A potem.terkot broni automatycznej.Żaden z taksówkarzy nie miał broni automatycznej.Groszek wyjrzał zza samochodu, nisko pochylony.Ku jego zdziwieniu żaden z kierowców nie stał na rogu ulicy i nie celował do niego.Może i robili to przed chwilą, ale teraz leżeli na ziemi, naszpikowani kulami.Obfitymi strumieniami krwi zalewali chodnik.Zza rogu wybiegło dwóch Indonezyjczyków, jeden z pistoletem, drugi z małym plastikowym pistoletem maszynowym.Groszek rozpoznał izraelską produkcję – takiej broni używała jego mała armia podczas operacji, w których jak najdłużej powinni ją ukrywać.– Chodź z nami! – krzyknął jeden z Indonezyjczyków.Groszek uznał to za dobry pomysł.Ponieważ plan zamachu uwzględnił jednego strzelca w rezerwie, mógł też przewidywać ich więcej.Im szybciej się stąd wyniesie, tym lepiej.Oczywiście, nic nie wiedział o tych Indonezyjczykach – skąd się tu wzięli akurat we właściwej chwili, żeby ocalić mu życie [ Pobierz całość w formacie PDF ]