[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Chciałabyś go poznać?– Tak.– Ujęłam hrabiego pod ramię, opierając czubki palców na rękawie.– Bardzo, panie.Gaspar Trevalion dotrzymał słowa, niezwłocznie prowadząc mnie do rozmawiających.Po wymianie uprzejmych słów powitania z Ghislainem i formalnej prezentacji jego żonie – nie powiedziałam Bernadetcie, że widziałam, jak skazano ją na wygnanie – zostałam przedstawiona młodemu serenissimskiemu panu.– Jestem zaszczycony, hrabino.– Gburowaty ton z lekkim d’Angelińskim akcentem mówił zgoła coś innego.Severio Stregazza skubnął sztywną koronkową krezę.Z bliska dostrzegłam warstewkę potu na jego twarzy.Chyba czuł się niezręcznie w maskaradowym kostiumie, na d’Angelińskim balu, dotkliwie świadom swej mieszanej krwi.Severio, urodzony i wychowany w La Serenissimie, był nie więcej niż rok, może dwa lata starszy ode mnie.Od stóp do głów zmierzył mnie palącym, poirytowanym spojrzeniem.– Jesteś piękna – powiedział zapalczywie.– Czy jesteśmy spokrewnieni?– Nie, książę Severio – odparłam, kręcąc głową.– Mój pan, lord Anafiel Delaunay de Montreve z Siovale, przyjął mnie formalnie do swojego domu i po nim odziedziczyłam tytuł.Nie jesteśmy krewnymi.– Co za ulga.– Mocniej szarpnął kołnierz, robiąc gniewną minę.– Niemal każdy szlachcic, którego poznałem, rości sobie pretensje do takiego czy innego pokrewieństwa z tronem.Gubię się w tym wszystkim.– Niełatwo to pojąć, kuzynie – powiedziała Bernadetta ze współczuciem.– Sama jestem zdezorientowana, gdy próbuję rozwikłać splątane nici pochodzenia potomków Błogosławionego Elui.Severio Stregazza obrzucił ją niemiłym spojrzeniem.Nie mogłam go winić za złość i zakłopotanie.Tutaj, wśród D’Angelinów wysokiego rodu, jego pospolite uczesanie i bardziej toporne rysy zdradzały rozcieńczoną krew linii Elui, przyniesioną do La Serenissimy przez Benedykta de la Courcel, stryjecznego dziadka Ysandry.– Twoje pochodzenie wydaje się dość jasne, kuzynko.– Pozory mogą mylić.– Ghislain objął ją opiekuńczo.Choć pozostał spokojny, każdy mógł poznać, że targają nim emocje, bo w powietrzu unosił się zapach jabłek, charakterystyczny dla Somerville’ów, którzy wywodzili się od Anaela.– Moja żona doświadczyła zdrady i wygnania, książę Severio, i suwerenność księstwa zależy od naszego potomka.Przypuszczam, że nie możesz powiedzieć tego o sobie.– A jednak krew tutaj mówi.Potomkowie Elui i jego Towarzyszy! – prychnął Severio szyderczo, wzruszając ramionami.– W La Serenissimie to nic nie oznacza.Nie wiecie, jak to jest.– Może ty zechcesz nam powiedzieć, panie – zaproponowałam.– A wy będziecie udawać zainteresowanie? Za jakaś cenę? – Severio szorstko złapał moją rękę i trzymał mocno, obrzucając mnie złym spojrzeniem.– Słyszałem, hrabino, komu przysięgłaś służyć! W La Serenissimie trzymamy kurtyzany tam gdzie ich miejsce.Jego uścisk sprawiał mi ból, a brutalność zdradzała gniew i frustrację, pragnienie atakowania wszystkiego co wiąże się z D’Angelinami, a także ich poczucia wyższości wobec wszystkiego, co d’Angelińskie nie jest.Krew zaszumiała mi w uszach w odpowiedzi na jego gniew i śmiało spojrzałam mu w oczy przez mgiełkę woalki.– Służę Naamie, panie, to prawda.I za określoną cenę nie będę udawać absolutnie niczego.Wokół nas zapadła cisza.Przypuszczam, że Gaspar, Ghislain i Bernadetta nie wiedzieli, co zaszło.Ja jednak wiedziałam, młody Stregazza także.Jeśli w swoim powołaniu mogę czymś się szczycić, to tym, że nigdy się nie pomyliłam w ocenie klienta – i zawsze umiałam poznać, kto chce nim zostać.Severio Stregazza był potencjalnym klientem.Po chwili parsknął pogardliwie i puścił moją rękę.– Muszę wypić kieliszek likieru – powiedział, niezbyt uprzejmie wymawiając się od naszego towarzystwa.Gaspar Trevalion patrzył za nim.– Dziwny młody człowiek – zauważył.– Fedro, do licha, co cię w nim zainteresowało?Nie mogłam mu wyjaśnić pobudek anguisette, nie śmiałam wspomnieć o swoich podejrzeniach dotyczących Melisandy Szachrizaj oraz o zabójczej sieci intryg w rodzinie Stregazza.Dlatego tylko się uśmiechnęłam i lekkim tonem odparłam:– Chcę się dowiedzieć czegoś więcej o La Serenissimie.Tyle przynajmniej powinien mi powiedzieć.– Skoro tak mówisz – rzekł Gaspar powoli, patrząc na mnie sceptycznie [ Pobierz całość w formacie PDF ]