[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Czy teraz rozumiesz?Spojrzałam w ogień, płonący wesoło w palenisku i odpędzający chłód, który wiosną panował w Kamlachu.– Izydor d’Aiglemort – powiedziałam.– Już wtedy.– Kapitan pokiwał głową.– Dałaś mu szansę na honorowe wyjście z sytuacji, a on z niej skorzystał.Poległ śmiercią bohatera.My, którzy przeżyliśmy, do końca nie zejdziemy z wytyczonej przez ciebie drogi.Dałaś nam szansę na poddanie się karze Kusziela i odprawienie pokuty za życia.Popatrzyłam na niego z niechęcią.– Panie.jestem ci wdzięczna za ludzi, których oszczędziłeś.Ale nie kazałam Izydorowi d’Aiglemort i Sprzymierzeńcom z Kamlachu walczyć dla dobra ich dusz.Poprosiłam o pomoc, bo byłam zdesperowana i nie znałam innego sposobu na pokonanie Skaldów.– To nie ma znaczenia.– Zerknął na kieliszek i odstawił go, nie kosztując wina.– Ręka Kusziela nie musi znać zamysłów tego, kto nią kieruje, niemniej jednak wykonuje jego polecenia.Jesteśmy Niewybaczonymi.Zaciągnęliśmy dług, który będziemy spłacać do śmierci, słuchając twoich rozkazów.To wszystko, co musisz wiedzieć.– Mogliście mnie uprzedzić – mruknęłam.D’Eltoine zamrugał; nie poznał się na żarcie.To prawda, że większość Kamaelitów myśli mieczami.Izydor d’Aiglemort stanowił wyjątek, ale przecież wychował się wśród Szachrizaj.– Mniejsza z tym.– Kręciło mi się w głowie.Nie co dzień człowiek dowiaduje się, że bez jego wiedzy cały oddział przysiągł mu posłuszeństwo.– Panie – zaczęłam, zbierając myśli – dlaczego twoi ludzie zaatakowali Jeszuitów?– Chcieliśmy ich wypytać.– Wzruszył ramionami.– Liczna grupa próbująca przedostać się do Skaldii? Nie może być innej przyczyny jak tylko przeszpiegi.Kiedy ich zatrzymano, wyciągnęli broń.Tak mówią moi ludzie, a ja nie mam powodu, żeby im nie wierzyć.– Popatrzył na mnie uważnie.– Choć jeśli sobie życzysz, wezwę ich na przesłuchanie.– Nie.– Wydarzenia w Mieście potwierdzały jego słowa.– Chcą przemierzyć Skaldię i znaleźć schronienie na ziemiach lezących dalej na północy.Nie chcieli nikogo skrzywdzić, panie.– Wiesz to na pewno? – Blask ognia pełgał po jego twarzy, gra światła i cienia podkreślała surowe kamaelińskie piękno rysów.Niektórzy z nas żyją bliżej tych, którym wszyscy służymy.Kapitan do nich należał.Nie wiem, czy on sam dopuścił się zdrady, ale widziałam wiszący nad nim jasny skraj miecza Kamaela.– Tak – odparłam z przekonaniem.Odgadłam, o co pytał, o surowy wyrok wybranki Kusziela, o srogą sprawiedliwość.Uznałam, że nie powinnam mu mówić, że jestem nie tylko wybranką Kusziela, lecz sługą Naamy, że ręka nieśmiertelnego, który naznaczył szkarłatem moje lewe oko, nie każe mi ferować wyroków na zbłąkanych potomków Elui i jego Towarzyszy, ale szukać przyjemności w bólu.Pomyślałam jednak o rabbim i głębi żalu w jego oczach, i nie wątpiłam w szczerość swojej odpowiedzi.– Tak, panie, wiem, to prawda.– To szaleństwo.– Pokręcił głową, potem spojrzał na mnie.– Przepuścimy ich, pani.Co jeszcze możemy dla ciebie zrobić?Ach, Eluo, mieć taką władzę i nie wiedzieć, jak ją wykorzystać! Gdybym tak mogła podać mu nazwisko wroga, którego można pokonać zimną stalą, zrobiłabym to bez wahania.Starożytni Hellenowie twierdzili, że bogowie stroją sobie żarty ze swoich wybranych sług.Wcześniej nie pojmowałam do końca obosiecznego przekleństwa mojego daru.Melisanda, pomyślałam, byłaby zachwycona tą ironią losu.Mieli jednak to, po co przybyłam.– Panie – zaczęłam, pochylając się ku niemu – szukam garnizonu z Troyes-le-Mont, wartowników, którzy pełnili służbę w noc ucieczki Melisandy Szachrizaj.Dano mi do zrozumienia, że niektórzy z nich poprosili o przydzielenie do Niewybaczonych, którzy ścigali niedobitki wojsk Seliga.Co możesz mi powiedzieć?– Chłopcy Ghislaina.– Zaskoczył mnie zawzięty, posępny uśmiech Tarrena d’Eltoine.– Polujesz na zdrajców.Wiedziałem, pani, że sprowadziła cię sprawa Kusziela.Tak, mam dwóch pod swoją komendą, a kilku innych, trzech czy czterech, służy w innych garnizonach Kamlachu.Chcesz porozmawiać z tymi z Południowego Fortu?– Tak, kapitanie, proszę.– Odetchnęłam z ulgą na myśl, że po tak długich poszukiwaniach wreszcie będę mogła wypytać przynajmniej dwóch wartowników.Barquielu L’Envers, pomyślałam, jestem twoją dłużniczką za podpowiedź.Módl się, żebym użyła jej lepiej, niż ty wykorzystałeś moją informację na temat Marmiona Szachrizaj.– Daję ci słowo, że to lojalni chłopcy, do szpiku kości, ale może wskażą ci trop.Spotkają się z tobą jutro z samego rana.– Kapitan wstał i ukłonił się.– Coś jeszcze?– Nie – odparłam odruchowo, po czym zmieniłam zdanie: – Tak.Czy obiecasz mi, że żaden z twoich ludzi nie będzie szukał zemsty na Joscelinie Verreuil?– Żartujesz? – Oczy mu rozbłysły.A jednak miał poczucie humoru, choć był to specyficzny kamaeliński humor.– O ile się nie mylę, naprzykrzają mu się, prosząc, żeby pokazał, w jaki sposób zaszachował sześć Czarnych Tarcz.– Siedem – powiedziałam, patrząc w jego rozbawione oczy.– Było ich siedmiu, co najmniej.Tarren d’Eltoine wybuchnął śmiechem.– Powinien urodzić się Kamaelitą.Prawdziwa pochwała, w istocie.Zastanawiałam się, czy powtórzyć ją Joscelinowi.Noc spędziłam w kwaterze kapitana, słuchając szumiącego w sosnach wiatru ze Skaldii [ Pobierz całość w formacie PDF ]