[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Rodzina Gouda pobiegła za nimi, tak szybko, jak pozwalały im na to siły.Cloud oddał książki żonie, a sam wziął na ramiona syna.Płakał.Nie wiedział dlaczego płacze, choć łzy ciurkiem leciały mu z oczu po policzkach.Czasem oglądał się na łunę pożogi, oznaczającą utratę wszystkiego, co znał.Jeśli Kalibany puszczą się za nimi w pogoń, nic ich nie ocali.Pozostawało mieć nadzieję, że Kalibany zapomną.Miały krótką pamięć.Przynajmniej tak mu się zdawało.17.Miasto.Krzyki, trzask ognia i łuna rozjaśniająca na czerwono ciemność nocy - spowodowały, że zdenerwowani ludzie zebrali się prz*ed wejściem do bazy, naparli na zasieki.Ale baza nie reagowała.- Otwórzcie nam! - krzyczał Dean wraz z innymi.- Otwórzcie bramę!Nikt nie reagował.Nie chcieli otworzyć bram, by ludzkie mrowie w śmierdzących łachmanach zalało betonowe ogrody, wnosząc za zasieki strach i panikę.Dean właściwie ich rozumiał.Wiedział, że nie otworzą, zanim jeszcze inni zebrani zrozumieli swoje położenie.Odwrócił się, przedarł przez tłum uciekinierów i pobiegł w miejsce, gdzie mógł być sam.Gorączkowo łapał powietrze pełne dymu i patrzył na osadę.Na jego oczach rozstąpiła się ziemia, a domy zapadły się w nią.Rozpadlina wciąż się poszerzała, betonowe płyty drogi zadrgały, rozrzucając na boki ludzi nią biegnących.Od bramy podniósł się w niebo wrzask trwogi - inni też to zauważyli.Szczelina wciąż się rozszerzała, połykając coraz to nowe domy.W smugach reflektorów bazy wychynęła olbrzymia głowa Kalibana.Dean ruszy! biegiem w kierunku, który podały mu same Kalibany.pozostawiając fragmenty nienaruszonej ziemi.Przeciął na ukos pola uprawne.Dopiero wysoki pisk z tyłu osadził go w miejscu.Obejrzał się.Większość reflektorów i latarń leżała na ziemi poprzewracana, a w świetle pozostałych zobaczył smugi dymu wznoszące się nad zabudowaniami bazy.Jedna z dużych budowli całkiem się zawaliła.Kalibany podkopały się pod bazę, naruszyły fundamenty betonowych instalacji.Baza powoli zapadała się pod ziemię.Dean ruszył przed siebie.Nie był jedynym, któremu udało się przedrzeć przez wewnętrzne zasieki.Nie miał jednak nikogo, z kim mógłby dzielić swój ból.Był sam.Biegł przed siebie i biegł, aż krzyk za jego plecami zginął w ciemnościach nocy.18.W górach.Rano znaleźli go między skałami.Cloud podniósł swój łuk i wycelował nim w głowę obcego - teraz każdy był wrogiem.Człowiek z miasta opierał się o skałę i patrzył nieprzytomnie, wyciągnął rękę, jakby w ten sposób mógł zatrzymać strzałę.W jego oczach czaiła się taka trwoga i zmęczenie, że Cloud opuścił łuk.- Kim jesteś? - zapytał, kucając na drugim brzegu strugi, która ich oddzielała od siebie.Pia.żona, syn i babka zaspokajały tymczasem pragnienie, nabierając wodę w złączone dłonie.- Jak się nazywasz?- Dean - odezwał się obcy, patrząc na nich już trochę przytomniej.Ukląkł nad wodą, wsparłszy ręce o kolana.Strzępy delikatnej tkaniny miejskiej odzieży powiewały na wietrze.- Ja nazywam się Cloud.Podeszły do nich żona i Pia, trzymając w rękach jedzenie.Obcy nie odzywał się.- On jest głodny, trzeba go nakarmić - powiedziała Pia.Cloud zastanowił się, oderwał kawałek bochenka i wyciągnął go w stronę Deana.Obcy podniósł się i wszedł do rzeki, z trudem brodząc w płytkiej wodzie.Wdrapał się na brzeg, przyjął chleb i zaczął go powoli żuć.Chociaż łzy ciekły mu z oczu, trudno byłowywnioskować z jego twarzy, co czuje.Również jego oczy wydawały się martwe.- Jesteś z miasta? - zapytała go Elly.- Miasta już nie ma.Żadne z nich nie wiedziało, co odpowiedzieć.Miasto przecież było bogate i potężne, i istniało od… zawsze.- Budynki bazy zostały zburzone.Sam widziałem.- My idziemy na południe - odezwał się po chwili milczenia Cloud.- Ścigają nas Kalibany - dorzuciła Pia.- Chcemy dojść do wybrzeża - dodał Cloud, gdyż już zdążył się zastanowić, gdzie na znanym obszarze mogą liczyć na schronienie i znalezienie żywności.- Na południu jest duża rzeka - spokojnym głosem powiedział Dean.- Znam ją, ci z bazy nazywali ją Rzeką Obłoków.Wzięli go ze sobą.Po drodze mijali innych uciekinierów, niektórzy byli z osady w górach, inni z miasta, a wszyscy uciekali na południe, ile sil w nogach.Kilka razy ktoś do nich strzelał.Czasem widzieli w oddali Kalibany, zwalniali wtedy i starali się ominąć je szerokim łukiem.19.Wiadomości z Gehenny przekazane do Kwatery Głównej Sojuszu przez AS Wlnfried.„…otoczenie bazy zostało zabezpieczone przy pomocy desantu marines, którzy wkroczyli do akcji natychmiast po zakończeniu ataku.Straty własne wyniosły 14 zabitych i 46 rannych, z czego 9 w stanie ciężkim……całość załogi, wyłączając siły bezpieczeństwa i personel niezbędny do działania bazy, odtransportowano na stację satelitarną.Miasto zostało doszczętnie zniszczone.Straty w ludziach nie zostały oszacowane.Mamy informacje o 20 ofiarach śmiertelnych, ale z pewnością są to dane mocno zaniżone.W związku z zagrożenieni dalszego obsuwania się budynków, poszukiwania zostały chwilowo wstrzymane.Dwustu dwóch rannych przyjęto na teren bazy.Według ich relacji większość mieszkańców została pogrzebana żywcem.Pod osłoną nocy Kalibany wciąż wracają, szukając czegoś w ruinach.Szczególną aktywność przejawiają w sektorze 2.Górskie osiedle także doznało widocznych strat, co wykazują obserwacje satelitarne.Do tej pory nie stwierdzono tam żadnej aktywności ludzkiej…Niektórzy z uciekinierów powrócili do miasta.Doszło do kilku sporów pomiędzy tubylcami i przybyszami.Ze stacji dostarczono żywność i podjęto próbę mediacji pomiędzy zwaśnionymi stronami.Ze względów humanitarnych prosimy o chwilowe wstrzymanie decyzji o dalszym losie kolonii.Mamy zamiar wycofać się z planety”20.Depesza od Kwatery Głównej Sojuszu do Stacji badawczej Gehenna / Nowy Port [ Pobierz całość w formacie PDF ]