[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.- Gdyby nie Anthony, naprawdę bym cię rzuciła - oznajmiła w końcu Sarah.- Dlaczego? - zapytał z niepokojem Avery, a potem, widząc szansę na dyskusję, dodał: - Niech Anthony cię nie powstrzymuje.- Nigdy ze mnąnie rozmawiasz, z Anthonym jeszcze mniej.Ledwie cię zna.- A o czym tu rozmawiać?- O Boże.- Nie mogę mówić o mojej pracy, przecież wiesz.I tak mówię ci więcej, niż powinienem.To dlatego ciągle szydzisz z departamentu, prawda? Nie możesz tego zrozumieć, nie chcesz zrozumieć.Nie podoba ci się, że są tajemnice, a gardzisz mną, kiedy łamię zasady.- Nie powtarzaj w kółko tego samego.- Nie cofnę się.Już postanowiłem.- Tym razem może nie zapomnisz o prezencie dla Anthony’ego.- Kupiłem mu tę ciężarówkę mleczarza.Znów siedzieli w milczeniu.- Powinnaś spotkać się z Leclerkiem - powiedział.- Powinnaś z nim porozmawiać.Ciągle to proponuje.Jakaś kolacja.może cię przekona.- Do czego?Znalazła kawałek nici zwisający ze szwu nocnej koszuli, wyjęła nożyczki z szuflady nocnego stolika i odcięła nić.- Trzeba było przeciągnąć ją na drugą stronę - mruknął Avery.- W ten sposób niszczysz ubrania.- Jacy oni są? - zapytała.- Ci agenci? Dlaczego to robią?- Po części z poczucia lojalności.Po części dla pieniędzy, jak sądzę.- Chcesz powiedzieć, że przekupujecie ich?- Och, przestań!- Czy to Anglicy?- Jeden z nich tak.Nie pytaj mnie więcej, Sarah.Nie mogę o tym mówić.- Przysunął się do niej.- Nie pytaj mnie, kochanie.- Wziąłjąza rękę, pozwoliła mu.- Sami mężczyźni?- Tak.- Skoro w to wierzysz, rób to - powiedziała Sarah.- Ale nie.- przerwała, potrząsnęła głową.Była teraz małą dziewczynką.- Jesteś zazdrosna.Jesteś zazdrosna o moją pracę i o tajemnicę.Ty nie chcesz, żebym wierzył w to, co robię!- No, dalej.Uwierz w to, co mówisz.Przez chwilę unikali się wzrokiem.- Gdyby nie Anthony, naprawdę bym cię rzuciła - oznajmiła w końcu Sarah.- Dlaczego? - zapytał z niepokojem Avery, a potem, widząc szansę na dyskusję, dodał: - Niech Anthony cię nie powstrzymuje.- Nigdy ze mnąnie rozmawiasz, z Anthonym jeszcze mniej.Ledwie cię zna.- A o czym tu rozmawiać?- O Boże.- Nie mogę mówić o mojej pracy, przecież wiesz.I tak mówię ci więcej, niż powinienem.To dlatego ciągle szydzisz z departamentu, prawda? Nie możesz tego zrozumieć, nie chcesz zrozumieć.Nie podoba ci się, że są tajemnice, a gardzisz mną, kiedy łamię zasady.- Nie powtarzaj w kółko tego samego.- Nie cofnę się.Już postanowiłem.- Tym razem może nie zapomnisz o prezencie dla Anthony’ego.- Kupiłem mu tę ciężarówkę mleczarza.Znów siedzieli w milczeniu.- Powinnaś spotkać się z Leclerkiem - powiedział.- Powinnaś z nim porozmawiać.Ciągle to proponuje.Jakaś kolacja.może cię przekona.- Do czego?Znalazła kawałek nici zwisający ze szwu nocnej koszuli, wyjęła nożyczki z szuflady nocnego stolika i odcięła nić.- Trzeba było przeciągnąć ją na drugą stronę - mruknął Avery.- W ten sposób niszczysz ubrania.- Jacy oni są? - zapytała.- Ci agenci? Dlaczego to robią?- Po części z poczucia lojalności.Po części dla pieniędzy, jak sądzę.- Chcesz powiedzieć, że przekupujecie ich?- Och, przestań!- Czy to Anglicy?- Jeden z nich tak.Nie pytaj mnie więcej, Sarah.Nie mogę o tym mówić.- Przysunął się do niej.- Nie pytaj mnie, kochanie.- Wziął jąza rękę, pozwoliła mu.- Sami mężczyźni?- Tak.I nagle, bez ostrzeżenia, bez łez, bez namysłu, wyrzuciła z siebie to: szybko, z uczuciem, jakby już dość było przemówień i i chciała powiedzieć coś od siebie.- John, chcę wiedzieć, muszę wiedzieć, zanim pojedziesz.To okropne, zupełnie nieangiełskie pytanie, ale przez cały czas, odkąd podjąłeś tę pracę, coś takiego mi mówisz.Mówisz, że ludzie się nie liczą, ani ja, ani Anthony, ani agenci.Mówisz, że to twoje powołanie.No dobrze, ale kto cię wezwał, co to za powołanie? Na to nie odpowiesz nigdy: to dlatego ukrywasz się przede mną.Jesteś męczennikiem, John? Powinnam cię podziwiać za to, co robisz? Poświęcasz się?Avery odpowiedział stanowczo, unikając jej wzroku:- Nic z tych rzeczy.Wykonuję swoją pracę.Jestem technikiem; częścią maszynerii.Chcesz mnie nakłonić do podwójnego myślenia? Chcesz mi udowodnić paradoks?- Nie.Powiedziałeś to, co ja chciałam powiedzieć.Każą ci nakreślić linię i nie wychodzić poza nią.To nie jest podwójne myślenie, to jest brak myślenia.To takie upokarzające.Czy rzeczywiście jesteś tak małym człowiekiem?- To ty mnie pomniejszasz.Nie drwij.Teraz właśnie mnie pomniejszasz.- John, przysięgam, nie chciałam.Kiedy wróciłeś ostatniej nocy, wyglądałeś, jakbyś się zakochał.Jakby to była miłość, z którą jest ci dobrze.Wyglądałeś na wolnego i spokojnego.Przez chwilę myślałam, że znalazłeś sobie kobietę.To dlatego zapytałam, naprawdę, czy wszyscy oni są mężczyznami.myślałam, że się zakochałeś.A ty mi teraz mówisz, że jesteś nikim, trybikiem, i wydajesz się z tego dumny [ Pobierz całość w formacie PDF ]