[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.- Wolałabym umrzeć tysiąc razy niż wyjść za kogoś, kogo nie kocham.Jeśli zaś masz jeszcze jakieś wątpliwości co do uczuć jakie żywię do ciebie, Ptol, to pozwól, że ci wyjaśnię: do ciebie czuję jedynie obrzydzenie i pogardę.Jesteś ścierwem, które swoim smrodem zatruwa atmosferę tego miasta, zarazą, która niszczy wszystko i wszystkich!Wściekły błysk zapłonął w oczach Arcykapłana, ale opanował się na tyle, by skinąć na Druidów, nakazując im kontynuowanie ceremonii.Dusiła go tak wielka wściekłość, że nie zdołał wykrztusić z siebie słowa.Posąg wykonany był tak, że zdawał się siedzieć na skrzyżowanych nogach, a przepaska, w którą był ubrany, wykonana w formie stopni prowadzących do ołtarza.Więźniów wprowadzono po nich i ustawiono na ołtarzu twarzami do zgromadzonego tłumu, przykuwając ich do metalowych słupów, wpuszczonych w posadzkę.Przymocowane do nich na stałe były łańcuchy, którymi ich skrępowano, zabierając te, które dotąd nosili.Rozbrzmiały bębny i fanfary, odbijając się echem od sklepienia i na platformie umieszczonej obok kolana posągu pojawił się Arcykapłan, zawodząc pieśń przygotowania.Strażnicy natychmiast otwarli klapę w ołtarzu i zeszli w dół, by rozpalić żarzące się bez przerwy piece.Thongor nie odezwał się słowem przez cały czas, natomiast stał w dość wygodnym rozkroku, a potężne muskuły ramion i barków prężyły się niczym żywe stworzenia; gdyby był w stanie rozerwać choć jedno ogniwo.Zapalono kadzidła stojące wokół posągu i w powietrzu uniosły się obłoki purpurowego dymu.Bębny i gongi przyśpieszyły tempo, a szeregi żółto odzianych Druidów zaczęły podrygiwać w takt barbarzyńskiego tańca.- Niech to nagła krew zaleje - jęknął Sharajsha.- Nie mogę dosięgnąć pierścienia.Związali mnie tak, że jestem zupełnie bezradny!- Jesteśmy zbyt daleko, bym mogła go zdjąć i podać ci - w głosie dziewczyny była rozpacz.Thongor milczał.Mięśnie pod opaloną skórą prężyły się zdając się rozsadzać ją, gdy z całych sił napierał na stal łańcucha.Siłę ramion uzyskał poprzez wiele lat bezustannych ćwiczeń różnorakim orężem, walcząc w niezliczonych wojnach, a łańcuch wielokrotnie poddawany gwałtownym zmianom temperatur miał już mniejszą wytrzymałość.Umieszczony z tyłu poziomy ołtarz ofiarny rozgrzewał się i czuł na plecach jego ciepło, pomimo potu jaki zaczynał spływać po nich pod wpływem wysiłku do jakiego je zmuszał.Po stopniach z boku weszło trzech Druidów, kierując się ku dziewczynie, która pierwsza miała spocząć na zaczynającym się rozżarzać ołtarzu.Gdy skupili się wokół niej Thongor usłyszał nagły szept maga.- Spójrz.Nad platformą, na której stoi Ptol! Twój miecz i Miecz Nemedis.Muszą planować wrzucenie ich do ognia wraz z nami.Widok ukochanej broni dodał mu sił, twarz Thongora poczerwieniała, a na skronie wystąpiły żyły.Nigdy dotąd nie wytężał tak mięśni, ale też nigdy dotąd aż tyle od nich nie zależało.Jeden z Druidów złapał za kołnierz sukni Sumii i szarpnął.Rozległ się trzask dartego materiału i na światło dzienne wyjrzała krągła, biała pierś.Dziewczyna nie drgnęła, wpatrując się przed siebie ciemnymi oczyma, które zdawały się wypełniać całą jej twarz.Tymczasem przez żółto odziane postacie przebiegł dreszcz oczekiwania.Ten, który rozdarł suknię oblizał się i sięgnął ku reszcie ubioru.Ostry, metaliczny trzask odbił się echem po sali - osłabiona stal uległa w końcu nadludzkiej sile Thongora.Ten znalazł się przy oniemiałych Druidach jednym, iście tygrysim skokiem.Złapał pierwszego za szyję i za krocze i cisnął prosto na czerwony od żaru ołtarz.Rozległo się trzeszczenie, towarzyszące zwykle przypalaniu potrawy, gdy ciało zetknęło się z czerwonym od żaru metalem i nadludzki, urwany wrzask, który wypełnił salę.Thongor nie obserwował tego - zanim wrzask umilkł dwaj pozostali Druidzi przy wtórze pękających kości wylądowali na kamiennej posadzce u stóp swego bóstwa, a on jednym szarpnięciem uwolnił dziewczynę, przykutą na szczęście jak i poprzednio miedzianym łańcuchem.Podniósł sztylet upuszczony przez któregoś z niedoszłych oprawców i zwrócił się ku czarownikowi, zamierzając użyć go jako dźwigni do przerwania stalowych tym razem ogniw.Zdążył zacząć, gdy świątynia ze stanu osłupienia przemieniła się w dom wariatów, pełen krzyczących i biegających bezładnie ludzi [ Pobierz całość w formacie PDF ]