[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Patrzyłam w ekran, ale głowę miałam zaprzątniętą Heathem.Czy w związku z nim miałam złe przeczucia? Z pewnością tak.Ale czy takie same jak w przypadku Chrisa Forda i Brada Higeonsa? Nie, chyba nie.Nie widziałam jak to wyjaśnić.Coś mi w środku mówiło, że Heath znajduje się w niebezpieczeństwie, ale nie grozi mu śmierć.Jeszcze nie.Im dłużej o nim myślałam, tym większy ogarniał mnie niepokój.Zanim zaczęły się ostatnie wiadomości, niemal nie mogłam usiedzieć w miejscu, słuchając don doniesień na temat śnieżycy w Tulsie i okolicy, oglądając widoki śródmieścia i autostrady, które wyglądały niczym po wybuchu bomby atomowej albo po uderzeniu meteorytu.Żadnych nowych informacji na temat Heatha, z wyjątkiem ubolewania, jak to śnieżyca utrudniła penetrację terenu.- Wychodzę - oświadczyłam, wstając, mimo że nie miałam pojęcia, dokąd to chcę wyjść i jak mam się tam dostać.- Gdzie chcesz pójść, Zoey? - zapytał Erik.Moja myśl zatoczyła krąg, zanim znalazła miejsce, które było może nie wyspą szczęśliwości, ale azylem z dala od zamętu, stresu i niepewności tego świata.- Idę do stajni - oświadczyłam.Erik tak jak pozostali popatrzył na mnie nierozumiejącym wzrokiem.- Leonobia powiedziała mi, że mogę czyścić Persefonę, kiedy tylko zechcę.- Wzruszyłam ramionami.- To działa uspokajająco, a właśnie teraz to by mi się przydało.- Dobrze.Czemu nie.Lubię konie.Chodźmy oporządzić Persefonę - powiedział Erik.- Chcę być sama.- Słowa te zabrzmiały znacznie bardziej szorstko, niżbym chciała, więc usiadłam z powrotem obok niego i wzięłam go za rękę.- Przepraszam.Chodzi tylko o to, że potrzebuję chwili skupienia, bym mogła spokojnie zebrać myśli.A do tego niezbędna jest samotność.Popatrzył na mnie smutno, ale uśmiechnął się.- Więc może odprowadzę cię do stajni, a potem tu wrócę i będę słuchał wiadomości, żeby ci je przekazać, kiedy już skończysz rozmyślania.- Dobry pomysł.Bardzo nie lubię, kiedy moi przyjaciele są czymś zmartwieni, ale niewiele mogłam zrobić, by go pocieszyć.Wychodząc, nie wzięliśmy wierzchnich odkryć, stajnie nie były daleko.Zimo nie zdąży nam dokuczyć.- Niesamowity jest ten śnieg - zauważył Erik, kiedy już przeszliśmy kawałek drogi.Ktoś musiał go już odgarnąć, bo na chodniku było znacznie mniej śniegu niż na drodze, ale padało tak obficie, że odgarnianie go nie nadążało za nowymi opadami.Brnęliśmy w zaspach, które sięgały nam już do pół łydki.- Nie przypominam sobie takiej śnieżycy od czasu, kiedy miałam może sześć czy siedem lat.Było to podczas ferii bożonarodzeniowych i pamiętam, jak żałowaliśmy, że nie możemy mieć odwołanych zajęć szkolnych z tego powodu.Erik, jak to chłopak, burknął coś zdawkowego w odpowiedzi, dalej szliśmy już w milczeniu.Zazwyczaj milczenie między nami nie wydawało się niezręczne czy krępujące, tym razem jednak było inaczej.Nie wiedziałam, co powiedzieć, bo poprawić nastrój.Erik odkrzyknął.- Nadal ci na nim zależy, prawda? - zapytał.- To znaczy, on jest dla ciebie czymś więcej niż tylko byłą sympatią.- Tak - odpowiedziałam.Erik zasługiwał na moją szczerość.Poza tym dość już miałam kłamstw.Doszliśmy do stajni i zatrzymaliśmy się w żółtym świetle latarni gazowej.Wejście osłaniało nas od zadymki, staliśmy więc tam jak w kloszu znajdującym się wewnątrz śnieżnego globu.- A ja? - zapytał Erik.Spojrzałam na niego.- Ty też mnie obchodzisz.Chciałabym jakoś to ułatwić, sprawić, by to co złe minęło, ale nie mogę.I nie chcę cię okłamywać co do Heatha.Wydaje mi się, że jestem z nim Skojarzona.Dostrzegłam zdziwienie w oczach Erika.- Od tego jednego razu na murze? Z, byłem tam, przecież ledwie spróbowałaś jego krwi.On po prostu nie chce z ciebie zrezygnować, stąd ta jego obsesja.Nawet mu się specjalnie nie dziwię - dodał, uśmiechając się kwaśno.- Spotkaliśmy się jeszcze raz.- Co?- Kilka dni temu.Nie mogłam spać, więc poszłam sama do Starbucksa na Utica Square.Tam go zobaczyłam, jak rozlepiał ogłoszenia o zaginięciu Brada.Nie zamierzałam się z nim spotykać i gdybym wiedziała, że tam będzie, w ogóle bym stąd nie wychodziła.Naprawdę.- Ale się z nim spotkałaś.Skinęłam głową.- I piłaś jego krew?- Tak.Jakoś tak wyszło.Nie chciałam, ale sam się skaleczył.Celowo.A ja nie mogłam się powstrzymać.- Patrzyłam mu w oczy, w myślach błagając go, by mnie zrozumiał.Teraz, kiedy istniała obawa, że zerwiemy ze sobą, uświadomiłam sobie, jak bardzo bym tego nie chciała, co tylko jeszcze bardziej pogłębiło mój stres i zamęt, jaki miałam w głowie, bo Heath mnie nadal obchodził.- Erik, bardzo mi przykro z tego powodu, nie chciałam, by tak się stało, ale się stało, coś zaszło między mną i Heathem i nawet nie wiem, co mam z tym zrobić.Westchnął ciężko i strzepnął trochę śniegu z moich włosów [ Pobierz całość w formacie PDF ]