[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Damien o pracy domowej i o tym jakie oczy Jacka są urocze.A bliźniaczki o tym jak dostać się na wyprzedażzimowej kolekcji u Saksa, która nawiasem mówiąc jest w przyszłym tygodniu.‖„Bez szans! Ona się już zaczęła!‖ powiedziała Shaunee.„Wiedziałam o tym.Wiedziałam, że będzie wcześniej w tym roku.Co z tymi głupimi płaszczami które mamy, muszą zwiększyć wyprzedaże, tu chodzi o tradycyjną listę rzeczy do kupienia.‖ powiedziała Erin.„Tragedia Bliźniaczko, po prostu tragedia.‖ powiedziała Shaunee.„Widzę, że jeżeli kujony i dziwaki zachowują się jak kompletni bezmózgowcy, jeżeli Neferet zagłębi się, uwierzy im, i nie będzie brnąć dalej.‖ powiedziała Afrodyta.„Naprawdę wierzysz w to, że Neferet pomyśli że jesteśmy bezmózgami?‖powiedział Damian.„Neferet nie docenia mnie, więc ma sens że was też nie docenia.‖ powiedziałam.„Jeżeli to jest prawda, to mamy wielką przewagę.‖ powiedział Damien.„Dopóki nie zrozumie swojego błędu.‖ powiedziała Afrodyta.„Cóż, miejmy nadzieję że zajmie jej to trochę.‖ powiedziałam.„Dobra, Idęznaleźć Shekinah.Powinniśmy się odtąd trzymać razem tak długo jak możemy.Wiem, że babcia powiedziała, że Raven Mockers były po prostu duchami, ale jestem też na sto procent pewna, że jeden z nich mnie wczoraj zaatakował i zranił.Na samą myśl o tym przechodzą mnie ciarki.Powiedziała też, że mogą zranić starszych ludzi bliskich śmierci.Co jeśli Kalona rośnie w siłę razem z nimi? Co jeśli mogą ranić nie aż tak starych i bliskich śmierci ludzi?‖„Przerażasz mnie.‖ powiedział Jack.„Dobrze.‖ powiedziałam.„Jeśli będziesz się bać, będziesz bardziej ostrożny.‖„Nie chcę się bać i kręcić koło kostnicy.‖ powiedział Jack.„Pamiętaj, może on tylko śpi.‖ powiedział Damien.Owinął swoje ramię wokółJacka.„Zabierzmy Duchess z powrotem do mojego pokoju i zastanówmy się jak rozwiązać cały plan sabotażu.‖ spojrzał na Afrodytę „Idziesz z nami, czyż nie?‖Westchnęła.„Macie zamiar posłużyć się moim kotem.‖To nie było pytanie, ale dwoje chłopców zamrugało i zaczęło się śmiaćszyderczo.„Cóż, idę z wami.Zostawimy tu Meleficent dopóki nasz plan nie będzie gotowy.‖„Zdecydowanie.‖ powiedział Damian.Spojrzałam na Bliźniaczki.„Nie muszę wam mówić, żebyście się trzymały razem, prawda?‖„Pewnie.‖ powiedziała Erin.„Zaczekajcie.‖ powiedział Jack.„Może wy też będziecie potrzebne do naszego sabotażu.‖„Wiesz, że Belzebub nie jest miły.‖ powiedziała Shaunee.„Właśnie dlatego, jest taki idealny.‖ uśmiechnął się podstępnie Jack.„Biedna Duchess.‖ powiedziała Erin.„Hej, Z co zamierzasz robić?‖ zapytał Jack.„Iść znaleźć Shekinah i zapytać o pobyt mojej babci tutaj.‖ spojrzałam na mój zegarek.„Właściwie powinna niedługo tu być.‖„Dobra, skoro wszyscy wiemy co mamy robić zabierajmy się do tego.‖powiedział Damien.Kiedy wyszliśmy za drzwi Afrodyta się odwróciła.„Hej, spotkamy się tu za niedługo.Wygląda na to, że ja i ty będziemy się trzymać razem przez jakiśczas.‖Uśmiechnęłam się do niej.„Pakujesz się w niezłe gówno, czyż nie?‖Zwęziła oczy i zabrała się za poprawianie swojego rozmazanego znaku.Kiedy mijałamjąwdrzwiachusłyszałamjejstłumionenarzekanie„Dobra.dobra.dobra.dobra głupie pierwszoplanowe wizje.kretyńscy przyjaciele.starożytne zło.Wprost nie mogę się doczekać co będzie następne.Tłumaczenie: Margot90Rozdział 25Idąc w dół chodnikiem prowadzącym z sypialni dziewcząt do głównego budynku szkoły zdecydowałam, że nie byłoby mądrze by Shekinah zobaczyła całe napięcie i się zestresowała więc wzięłam kilka głębokich uspokajających wdechów, uporządkowałam swe myśli i powiedziałam sobie żeby się odprężyći doceniłam piękno tej niecodziennie ciepłej nocy.Światła pochodzące z lamp gazowych tworzyły ładne cienie naprzeciwko zimowych drzew i żywopłotów, wiał delikatny wiatr przywiewając zapach cynamonu i ziemi pochodzący z liści leżących na ziemi.Grupy dzieciaków chodziły tam i z powrotem pomiędzy budynkami w większości kierując się do internatu albo na obrzeża szkoły gdzie mieściła się kawiarnia.Rozmawiali i śmiali się między sobą.Kilku z nich powiedziało mi cześć i wielu z nich pozdrowiło mnie z szacunkiem.Pomimo spotykających mnie problemów zdałam sobie sprawę, że jestem nastawiona optymistycznie.Nie byłam w tym sama.Moi przyjaciele byli ze mną i pierwszy raz od długiego czasu wiedzieli wszystko.Nie kłamałam i nie unikałam ich.Mówiłam prawdę i byłam z tego powodu naprawdę szczęśliwa.Nala wysunęła się cicho z cienia, zamiauczała na mnie i obdarzyła mnie potępiającym spojrzeniem.Zaledwie po chwili wcisnęła się do góry na moje ręce i musiałam się wspiąć by ją złapać.,,Hej, mogłaś mnie ostrzec, wiesz o tym!‖- powiedziałam i zakończyłam to pocałowaniem jej białej plamki nad nosem i łaskotaniem po uszach.Poszłyśmy w dół pokrytego cieniami chodnika trzymając się z dala od zatłoczonych dzieciakami części kampusu i skierowałyśmy się do cichszego sektora, w którym znajdowała się biblioteka i w końcu pokoje nauczycieli.Noc była naprawdę ładna z czystym niebem nad Oklahomą pokrytym lśniącymi gwiazdami.Nala ułożyła swoją głowę ponad moim ramieniem i mruczała z zadowoleniem kiedy czułam jak jej całe ciało się napręża.,Nala? Co się dzieje z…?‖I usłyszałam to.Pojedynczego krakającego kruka, który brzmiał jakby był zbyt blisko więc powinnam być w stanie go zobaczyć ukrytego w cieniu nocy na najbliższym drzewie.W pierwszej chwili jego krzyk mnie pochłonął… i w kolejnej… i kolejnej [ Pobierz całość w formacie PDF ]