[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.- Mój przyjacielu, my.- zaczęła Brighid.- Nie! - przerwał jej Cuchulainn.Odwrócił się gwałtownie, a wtedy przerażony wyraz jego twarzyzmienił się.Na sinych, bezkrwistych wargach wymusił uśmiech, bardziej przypominający skrzywionygrymas.- To pomyłka.Nie odwiedziłem twojego snu.tylko wpadłem w pułapkę twojego koszmaru.- Cuchulainn! - Brighid wyciągnęła do niego rękę w geście, którym chciała go przywołać z powrotem,ale on cofał się przed nią do tyłu, jeszcze głębiej w las.- Nie, nie mogę.Czas się obudzić, Łowczyni.Jego sylwetka nikła w miarę, jak zanurzał się w cieniach drzew.- Łowczyni.Brighid otworzyła gwałtownie oczy.- Cuchulainn, zaczekaj! - Wyciągnęła rękę i tym razem zdołała go schwycić.Instynktownie obrócił się wokół swojej osi i dobywając zza pasa sztylet, stanął w postawie obronnej, z ostrzem gotowym do zadania ciosu.Kiedy zorientował się, co takiego zaatakowało jego nogę, opuściłnóż.- Brighid, na Boginię! Niemal weszłaś mi pod sztylet.- Przepraszam - wymamrotała, starając się odzyskać orientację.Co się stało? Gdzie oni teraz są?- Zechcesz mnie puścić?Spojrzała na swoją rękę, która ciągle ściskała miękką skórę jego buta.- Brighid? - Cu przykucnął, zajrzał do namiotu i popatrzył na leżącą na brzuchu Łowczynię.Oczymiała rozszerzone, zaokrąglone i wyglądała jak ogłuszona.- Źle się czujesz?- Jesteśmy z hybrydami, niedaleko Przesmyku Strażnika? - spytała nienaturalnie zasapanym głosem,jakby właśnie skończyła maraton.- I nie śpimy?- Oczywiście, tak, na oba pytania naraz! Coś ci się stało? Brighid puściła jego nogę, przetarła oczy i odgarnęła dotyłu długie srebrno-blond włosy.- Koszmar.Po prostu senny koszmar.Kiedy przechodziłeś obok, zbudziłeś mnie.Nadal półprzytomna, wyplątała się z grubych skór i wybiegła z małego namiotu.Otrząsnęła się, jakbychciała osuszyć z wody swoją sierść i wtedy dopiero popatrzyła w niebo.- Powinieneś obudzić mnie wcześniej.Księżyc już dawno minął półmetek.Cuchulainn raz jeszcze przyjrzał się jej uważnie i wzruszył ramionami.- Właśnie przyszedłem cię budzić.- Przecisnął się obok niej i usiadł w namiocie, zdejmujączabrudzone błotem buty.- Trzeba dorzucić do ognia.Poza tym spokój, wszystko w porządku.- Rozmawiałeś z Ciarą? Czy dorośli są przygotowani na jutro?- Z Ciarą rozmawiałem chwilę.Wszystko w porządku.Brighid usilnie starała się dojrzeć rysyCuchulainnaw ciemnym namiocie.Jego głos nie zdradzał żadnych emocji.Mówił jak ktoś zmęczony i nie bardziejzainteresowany Ciarą niż dokładaniem do ognia.Jednak część jego duszy już jej wyraźnie powiedziała, że dla niego miłość do kobiet i miłość do życiasą ze sobą powiązane.Już nie musiała się uciekać do instynktu Sza-manki, by wiedzieć, że dla Cuzainteresowanie się kobietą, skrzydlatą czy nie, byłoby pozytywnym krokiem do uzdrowienia.- Zatem, rozmawiałeś z Ciarą?Cuchulainn chrząknął potwierdzająco, ale nic nie mówił.Brighid wywróciła oczami.- Czy ona czuje, że obóz jest gotowy do wejścia do Partholonu?Kolejne potwierdzające chrząknięcie.Łowczyni stała na zewnątrz namiotu, wsłuchując się w szelest moszczącego się w skórachCuchulainna.Powinna się do niego odezwać.Dodać mu odwagi, by częściej rozmawiał z Ciarą.Uświadomić mu.- Brighid, co ty się tam tak czaisz?Szorstki głos sprawił, że podskoczyła, jakby poczuła się winna.- Nie czaję się!- Więc co to ma być? - Wymawiał każde słowo tak starannie, jakby była jednym ze skrzydlatychdzieci.- Taniec Ciary był całkiem piękny - powiedziała, czując się niezręcznie, niezbyt subtelnie.- Otrzymała wiele darów od Bogini.- Nie wydaje mi się, żebym kiedykolwiek widziała tak dobrze wykonany taniec - kontynuowałaBrighid.Cuchulainn chrząknął.- Ty widziałeś?- To był stosowny hołd dla Epony i Terpsychory.- Ziewnął, kończąc wypowiedź.- To było piękne - powiedziała Brighid.- Już mówiłaś.- Cu znowu ziewnął.- Brighid, znowu się przymierzasz do leczenia duszy?- Nie jestem pewna - powiedziała żałośnie.- Mogę spać, kiedy będziesz się zastanawiać?- Tak - powiedziała.- Odpoczywaj, Cuchulainnie.Brighid wróciła do ognia.Dokładając do niedużychpłomieni, nazwała siebie na kilkanaście twórczych sposobów, nieudolną, bezsensowną, rozkojarzonąszkapą.ROZDZIAŁ PIĘTNASTY- To dziwne, jacy oni cisi - powiedziała Brighid do Cuchulainna.Wojownik zerknął do tyłu, przez ramię, na przygaszoną grupę małych podróżników.- Nigdy ich takich nie widziałem - powiedział.- Od rana ani razu nie śpiewali.- A w czasie południowego jedzenia prawie się nie odzywali.- Myślisz, że są wystraszeni? - spytała Brighid.Poczuła w sobie jakąś pustkę, widząc, że dzieci,normalnie tak żywe i radosne, nagle zamilkły.- Nie muszą się obawiać.Nie pozwolimy, żeby coś im się stało - powiedział szorstko Cu.- Ty to wiesz i ja to wiem, ale może powinniśmy im to powiedzieć - powiedziała Brighid.Cu chrząknął i zachmurzył się.- Nie chcę ich niepokoić.Parsknęła i wskazała głową w kierunku milczącej gromadki.- Są bardzo cicho.A nigdy nie są cicho.Myślę, że spokojnie możemy przyjąć, że są wystraszeni.- Pewnie masz rację - powiedział, ale ponieważ nie dodał nic więcej, nie ustępowała.- Powinniśmy z nimi pomówić.Zanim staną oko w oko z wojownikami Zamku Strażników.- Zgoda.Zbierzemy ich przy wejściu do Przesmyku Strażnika.Tam będziesz mogła z nimiporozmawiać - powiedział.- Ja? - Uniosła brew.- Nie mam zamiaru z nimi rozmawiać!- Ale powiedziałaś.- zaczął, lecz Brighid uciszyła go gwałtownym ruchem ręki.- Nie! Nie ja.Mnie znają dopiero kilka dni.A ty z nimi mieszkałeś.Dzieci cię ubóstwiają i mają dociebie zaufanie.Uwierzą w to, co im powiesz.Ja jestem tylko centaurem, Łowczynią, ty jesteś ichwojownikiem, ich Cuchulainnem.Cuchulainn skrzywił się.- Jeśli uważasz, że mówię nieprawdę, spytaj Ciarę- powiedziała.Grymas niezadowolenia nie ustępował z jego twarzy, ale się nie odezwał.Jak duży, zrzędliwyniedźwiedź, pomyślała Brighid.Przebywając w swoich snach z radosną częścią jego duszy,uzmysłowiła sobie, jak bardzo brak jej dawnego Cuchulainna.Ten zaś wojownik jest tak okropnieponury, milczący i.-.Spięty - powiedziała na głos, napotykając jego pytające spojrzenie.- No właśnie, za bardzo jesteś spięty.A o mnie mówisz, że się nigdy nie rozluźniam.- Łowczyni parsknęła.- Z pewnością źle toodbierasz.- O czym ty mówisz? Nie powiedziałem, że nigdy się nie rozluźniasz.- Powiedziałeś.Wczoraj wieczorem.- Wczoraj wieczorem prawie nie rozmawialiśmy.- Trochę jednak rozmawialiśmy.Przedwczoraj też [ Pobierz całość w formacie PDF ]