[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Ale nawet wówczas, kiedy jego zadanie jest ściśle określone i polega po prostu na przedostaniu się na pozycję umożliwiającą zdjęcie jakiegoś bardzo wartościowego celu, pierwszą niezbędną rzeczą, którą musi zrobić, jest obserwacja terenu.Musi sprawnie obsługiwać i wykorzystywać nowoczesne narzędzia nawigacyjne, takie jak GPS, a równocześnie klarownie przedstawiać gromadzone informacje.Dlatego od tego właśnie zaczynamy.Kolejną częścią kursu, pod wieloma względami najtrudniejszą, jest szkolenie umiejętności podchodzenia.To na tym etapie odpada większość uczestników.Podchody oznaczają takie podkradanie się na pozycję, by uniknąć wykrycia: łatwiej to powiedzieć, niż zrobić.Trzeba poruszać się powoli i ostrożnie, aż osiągnie się wyznaczony dla danej misji precyzyjny punkt docelowy.W opanowaniu tej umiejętności nie chodzi o cierpliwość, a przynajmniej nie tylko o nią.Chodzi o zawodową dyscyplinę.Nie należę do osób cierpliwych, jednak nauczyłem się, że aby podchody się udały, nie wolno się spieszyć.Wiedząc, że mam kogoś zabić, mogę czekać cały dzień, cały tydzień, dwa tygodnie.I wyobraźcie sobie, że czekałem.Wiedziałem, że zrobię wszystko, co będzie trzeba.Dodam tu na wszelki wypadek, że nie mieliśmy też przerw na wyjście do toalety.Podczas jednego z ćwiczeń mieliśmy przekraść się przez skoszone pole.Całe godziny zajęło mi wplatanie siana i trawy w mój ghillie suit.Ghillie suit to strój maskujący wykonany z płóciennych pasków wykorzystywany jako podstawa kamuflażu dla snajpera podczas misji wiążącej się z podchodzeniem do celu.Robi się go w ten sposób, żeby można było wplatać między płócienne paski siano, trawę czy inne elementy podłoża lub otoczenia, dzięki czemu strzelec wtapia się w tło.Płócienne paski optycznie pogrubiają zamaskowany kształt, dlatego skradający się przez pole strzelec nie wygląda jak chochoł ze słomą wetkniętą w tyłek.Wygląda raczej jak płożący się krzew.Jednak w ghillie suit jest gorąco i człowiek się poci.I strój ten wcale nie jest czapką niewidką.Kiedy teren się zmienia, trzeba się zatrzymać i odpowiednio dostosować kamuflaż.Cały czas trzeba wyglądać jak otoczenie, przez które człowiek się skrada.Pamiętam, jak pewnego razu po-wo-li posuwałem się po polu, kiedy usłyszałem w pobliżu charakterystyczny odgłos grzechotnika.Wąż najwyraźniej upodobał sobie właśnie ten kawałek ziemi, który miałem pokonać.Zaklinanie nie działało.Wobec tego, nie chcąc zdradzić swojej pozycji oceniającemu mnie instruktorowi, powoli odczołgałem się w inną stronę i zmieniłem zaplanowaną ścieżkę podejścia.Z niektórymi wrogami nie warto walczyć.Podczas fazy szkolenia poświęconej podchodom kursanci nie są oceniani po oddaniu pierwszego strzału, lecz dopiero po oddaniu drugiego.Innymi słowy, chodzi o to, czy pierwszym strzałem strzelec nie zdradzi swojej pozycji.Należy mieć nadzieję, że nie.Bo chodzi nie tylko o to, że z dużym prawdopodobieństwem będzie musiał oddać więcej strzałów niż jeden, ale też o to, że będzie musiał jakoś wycofać się ze swojej kryjówki.No a dużo łatwiej to zrobić, jeśli pozostanie się przy życiu.Warto pamiętać, że w przyrodzie nie spotyka się idealnych kształtów figur geometrycznych, a to znaczy, że trzeba zrobić wszystko, co się da, żeby zamaskować celownik i lufę karabinu.Ja zwykle owijałem lufę taśmą, którą dla uzyskania lepszego kamuflażu dodatkowo malowałem farbą w sprayu.Przed celownikiem i wylotem lufy zostawiałem trochę roślinności – nie trzeba przecież widzieć wszystkiego, wystarczy sam cel.Podchody były dla mnie najtrudniejszą częścią tego kursu.Niewiele brakowało, a odpadłbym z powodu braku cierpliwości.Dopiero kiedy opanowaliśmy sztukę podchodzenia do celu, przechodziliśmy do strzelania.Karabiny* * *Ludzie często pytają mnie o broń: chcą wiedzieć, jakiej używałem jako snajper, na jakiej się uczyłem, jaka jest moja ulubiona.Kiedy byłem w terenie, dobierałem broń do zadania i sytuacji.W szkole snajperskiej uczyłem się podstaw strzelania na wielu różnych odmianach broni, żebym nie tylko potrafił każdą z nich obsługiwać, ale też umiał wybrać odpowiednią do konkretnej misji.Podczas szkolenia korzystałem z czterech podstawowych modeli.Dwa z nich była to broń półautomatyczna z amunicją podawaną z magazynka: Mk 12, karabin snajperski (inaczej wyborowy) kalibru 5,56 mm, oraz Mk 11, karabin snajperski kalibru 7,62 mm.(Kiedy mówię o broni, często podaję tylko kaliber: na przykład, kiedy piszę „5,56 mm”, mam na myśli Mk 12.A kiedy podaję kaliber w milimetrach, używam przecinka, nie kropki; kropka dotyczy kalibrów podawanych w calach).Oprócz tych dwóch miałem jeszcze.300 win mag.Również ten karabin jest zasilany z magazynka, ale jest to broń powtarzalna.Podobnie jak dwa karabiny wspomniane wyżej mój win mag miał tłumik płomieni – rodzaj urządzenia mocowanego na końcu lufy, którego zadaniem jest tłumienie błysku płomieni wychodzących z jej końca.Tłumik wycisza też dźwięk wydawany przez pocisk wylatujący z karabinu – w podobny sposób, w jaki działają tłumiki samochodowe.(Ściśle rzecz biorąc, tłumik płomieni nie jest tłumikiem dźwięku, chociaż niektórzy nie rozróżniają tych pojęć.Nie wchodząc zbyt daleko w rozważania techniczne, powiedzmy tylko, że działanie tłumika płomieni polega na ułatwieniu gazom, które powstają po spaleniu prochu, by się rozprężyły i jak najmniej rozgrzane opuściły lufę po wystrzeleniu pocisku.Ujmując rzecz ogólnie, istnieją dwa typy tych tłumików: pierwszy mocuje się do lufy, drugi jest z nią trwale połączony.Jedną z praktycznych korzyści stosowania tłumika na karabinie snajperskim jest to, że na ogół zmniejsza on siłę „kopnięcia”, którego doznaje strzelec.Pomaga to w oddawaniu precyzyjniejszych strzałów).Miałem ponadto karabin kalibru.50 cala, który nie miał tłumika.Omówię teraz każdy z tych karabinów po kolei.Mk 12Jego oficjalna nazwa to United States Navy Mk 12 Special Purpose Rifle, czyli karabin specjalnego przeznaczenia Marynarki Wojennej Stanów Zjednoczonych, model 12.Ma lufę długości 16 cali (około 40 centymetrów), ale poza tym jego konstrukcja opiera się na rozwiązaniach znanych z M4 [ Pobierz całość w formacie PDF ]