[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.– Chętnie wybrałabym się na kilka dni do Londynu – oznajmiła w pewnej chwili Giselle.Starała się mówić zupełnie neutralnym tonem.– Powinnam przywieźć więcej swoich rzeczy, a poza tym chcę pojechać do Yorkshire odwiedzić babcię.Nie ma potrzeby, żebyś leciał ze mną.– Dobrze się składa, bo ja też mam tam coś do załatwienia –odparł Saul.– Muszę się spotkać z kilkoma osobami.Co prawda 74większość spraw zawodowych mogę załatwiać tutaj, na miejscu, ale od czasu do czasu powinienem się zobaczyć z biznesowymi partnerami.Najprościej będzie umówić się z nimi w Londynie, dlatego równie dobrze możemy lecieć razem.Giselle zaschło w gardle, ale pokiwała głową.Nie mogła się przecież upierać, że poleci sama.Dotąd zawsze chciała przebywać jak najbliżej męża.Gdyby obstawała przy swoim, Saul natychmiast nabrałby podejrzeń i zasypał ją pytaniami, na które wolała nie odpowiadać.Dwa dni później wsiedli na pokład prywatnego odrzutowca.Giselle omal nie odetchnęła z ulgą, kiedy po wylądowaniu, w samochodzie z szoferem, Saul spytał ją, czy nie zechciałaby sama pojechać do domu w Chelsea.On zamierzał wpaść do swojej firmy i od razu zabrać się do pracy.– To nie potrwa długo – obiecał jej.– Miałabyś ochotę zjeść kolację na mieście? Powiem Moirze, żeby zarezerwowała dla nas TL Rstolik w jakimś przyjemnym lokalu.Dokąd chcesz się wybrać?– Sam wybierz – odparła z roztargnieniem.Myślała tylko o tym, że musi kupić testciążowy, i to jak najszybciej.Nie odważyła się poprosić kierowcy, aby przystanął pod najbliższą apteką, wolała też nie ryzykować wizyty w aptece nieopodal domu w Chelsea, gdzie ktoś mógłby ją rozpoznać.Saul uśmiechnął się i pocałował ją, kiedy wysiadał przed budynkiem firmy.Na pożegnanie dodał jeszcze, że postara się jak 75najszybciej przyjechać do domu.Jego słowa tylko pogłębiły rozpacz Giselle.Pragnęła obudzić się z tego koszmarnego snu, otworzyć oczy i przekonać się, że wszystko jest jak należy, nie grozi jej żadne niebezpieczeństwo i nie ma mowy o ciąży.Z drugiej strony nic nie było przesądzone.Nie miała żadnych konkretnych dowodów.Jeśli nie liczyć dwóch brakujących okresów, przypomniała sobie ponuro.Przed domem wysiadła z samochodu i szybko sprawdziła, czy serwis portierski uzupełnił zapasy w lodówce.Wszystko zostało starannie przygotowane na to, aby mogli spędzić w domu kilka nocy.Łóżka posłano, w łazience były świeże ręczniki i wybór najlepszych produktów toaletowych.Po inspekcji pospiesznie wyszła na zewnątrz i metrem pojechała na Oxford Street, wtapiając się w anonimowy tłum.Tylko na moment zawahała się przed wejściem do dużej, sieciowej apteki.Bez najmniejszego trudu udało jej się znaleźć to, czego szukała.TL RWybór testów ciążowych był tak ogromny, że początkowo nie była pewna, który wziąć.Po chwili sięgnęła po jedno opakowanie, potem po drugie, i z trudem spróbowała porównać instrukcje.Potrzebowała zestawu do natychmiastowego wykorzystania, który od razu pokaże, czy jest w ciąży.Żeby nie tkwić w aptece zbyt długo, wrzuciła do koszyka trzy różne testy i pospiesznie przeszła do innej półki, po tubkę pasty do zębów i środki higieny osobistej.Przed podejściem do kasy postanowiła zasłonić czymś zestawy.Przecież w każdej chwili mogła spotkać kogoś znajomego.Po namyśle doszła jednak do 76wniosku, że przesadza.Wszędzie dostrzegała nieistniejące zagrożenie i dręczył ją paranoiczny strach.Wychodząc z powrotem na zatłoczoną i cuchnącą spalinami ulicę, była zlana zimnym potem.Wiedziała, że to skutek nieopanowanego lęku.Po kilku krokach zmroziło ją piszczenie telefonu komórkowego.Jej ręce zaczęły się trząść, gdy spojrzała na ekran i wcisnęła przycisk odbierania.– Pomyślałem, że zjemy kolację w lokalu przy Berkeley Street, to jeden z twoich ulubionych – zaproponował Saul bez żadnych wstępów.– Ale wrócę do domu najwcześniej za godzinę.– W porządku – wychrypiała Giselle, mocno zaciskając dłoń na aparacie.– Co to za hałas? – zdziwił się.Najwyraźniej usłyszał odgłosy samochodów i przechodniów na ulicy.– Och, nic takiego – zapewniła go.– Musiałam wyjść po sok pomarańczowy na rano, obsługa zapomniała przywieźć.TL R– Widzimy się za godzinę – powtórzył Saul i zakończyłrozmowę.Za godzinę.Giselle z trudem zebrała myśli i pospiesznie ruszyła do metra.Zaczynały się godziny szczytu, więc pociąg był zatłoczony.Zrobiło jej się słabo, a do tego dopadły ją mdłości.Giselle wzdrygnęła się na widok kobiety w zaawansowanej ciąży i gdy w końcu dotarła na swoją stację, z ulgą opuściła metro.Na świeżym powietrzu poczuła się nieco lepiej.77Szła tak szybko, że dostała kolki, a mimo to dotarła do domu w Chelsea zaledwie na pół godziny przed spodziewanym powrotem męża.Tuż za progiem oparła się o zamknięte drzwi i odetchnęła głęboko, delektując się ciszą i chłodem.Łupało ją w głowie, miała ochotę wziąć prysznic i wyciągnąć się na łóżku, ale najpierw musiała zrobić testy.W sypialni przeczytała instrukcję obsługi pierwszego zestawu, który wyciągnęła z torebki, a potem poszła do łazienki.Dwie minuty później, gdy czekała na wynika była tak zdenerwowana i roztrzęsiona, że z trudem skupiła uwagę na okienku, w którym stopniowo, nieubłaganie pojawiała się kreska.Była w ciąży.Nerwowo powtórzyła badanie z użyciem dwóch pozostałych testów, licząc na to, że pokażą inny wynik.Jej nadzieje okazały się jednak płonne.Z rozpaczą patrzyła na kreskę w okienku ostatniego testu, kiedy drzwi wejściowe nagle się otworzyły i w przedpokoju TL Rrozległ się głos Saula.– Kochanie, przyszedłem – oznajmił donośnie.Przerażona Giselle spojrzała na opakowania, które rozrzuciła po podłodze.Nie miała ich gdzie ukryć, więc czym prędzej wepchnęła je razem z celofanem i testami do torebki, po czym wypadła z łazienki [ Pobierz całość w formacie PDF ]