[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Znów usłyszeli kroki, lecz ich dźwięk ucichł niemal natychmiast.I w tym momencie Katzen zdał sobie sprawę ze strasznej rzeczy.Nie wyłączył systemu obrazowania na podczerwień, który nadal pracował na terminalu Rodgersa.Choć ci terroryści, którzy nauczyli się czegoś o pracy CR nie żyli, ktokolwiek mógł przecież wejść do środka i spojrzeć na monitor.Każdy - w promieniu dwustu metrów od jaskini - widoczny byłw postaci czerwonego punkcika.Wypływająca z ran ciepła krew również byłaby widoczna i rozpoznawalna.Żaden z nich nie był ranny i terroryści są tego doskonale świadomi.Pochylił się ku towarzyszowi.- Mamy problem - szepnął.- W furgonetce widać nas tak, jak poprzednio widać była ciebie.Podczerwień.Wiedzą, że nie zginęliśmy.I znów kroki, a po nich cienki, rozpaczliwy jęk.Katzen uniósł głowę.Dostrzegł stojącą na krawędzi drogi Mary Rose, a za nią Kurda, widział tylko jego nogi pomiędzy jej nogami.- Hej, wy! - krzyknął jakiś głos.- Macie się poddać, nim doliczę do pięciu.Jeśli nie wyjdziecie, będziemy zabijać zakładników, jednego po drugim, zaczynając od tej kobiety.Raz!- On to zrobi - szepnął Falah.- Dwa!- Wiem.Widziałem, jak załatwiają takie sprawy.Wychodzę.- Trzy!- Zabiją cię! - Falah położył mu dłoń na ramieniu.- Cztery!- Może nie.- Katzen wstał powoli.Co za ból! - Nadal ranie potrzebują.Cholera, ale szybko liczy ten sukinsyn.Jestem ranny! - krzyknął.- Wychodzę najszybciej jak potrafię.- Pięć!- Nie, czekaj.! Powiedziałem.Nagle na tle niebieskiego nieba pojawiły się czarne krople krwi.- Nie! - krzyknął Phil Katzen.Ze skrzywioną w męce twarzą patrzył, jak Mary Rose pada na kolana.Krew opadła deszczem na ich kryjówkę.- Chryste, nie!50 Wtorek, 15.35 – Damaszek, SyriaPodłoga pałacowego biura ochrony była śliska od krwi.Agenci DSA nie żyli, podobnie dwaj ochroniarze ambasadora Japonii i trzej ambasadora Rosji.Zabito ich bezlitośnie w małym, pozbawionym okien pokoju, umeblowanym dwoma stołkami i wielką konsolą z wprawionymi w nią dwudziestoma małymi, czarno-białymi ekranami telewizji przemysłowej.Każdy z nich ukazywał sceny chaosu i szaleństwa, jakie opanowały wszystkie zakątki pałacu.Człowiek, który prawdopodobnie zamordował agentów, ubrany w niebieski mundur straży pałacowej, nie żył także.Obok niego leżał Kałasznikow, w głowie zaś miał kilka dziur po pociskach.Jeden z Rosjan najwyraźniej zdążył wyciągnąć pistolet.Dobrze strzelał.Paul Hood nie miał zamiaru zatrzymywać się tutaj.Sprawdził tylko, czy ktoś nie ocalał.Upewniwszy się, że nie, nadal na czworakach, wystawił głowę na korytarz.Zewsząd dobiegały strzały, już nie tak odległe jak przedtem.Sala przyjęć, zaledwie o dwadzieścia parę metrów, wydała mu się nagle bardzo odległa, prawie nieosiągalna.Drzwi wyjściowe, w przeciwległym kącie korytarza, znajdowały się znacznie bliżej.Nie ucieknie jednak bez innych.Taktycznie o wiele sensowniej byłoby ściągnąć ich tutaj.Przypomniał sobie o telefonie komórkowym Warnera Bickinga.Wrócił do pokoju ochrony.Obaj jego agenci mieli telefony komórkowe, ale jeden z nich roztrzaskał pocisk, a drugi rozbił się, kiedy jego właściciel upadł na podłogę.Rosjanie i Japończycy nie mieli telefonów.Paul przysiadł na piętach.Zastanawiał się, co ma teraz zrobić.Przecież to biuro ochrony, do cholery! - powiedział sam do siebie.Muszą mieć tu telefon.Przesunął dłonią wzdłuż krawędzi konsoli.Rzeczywiście, mieli telefon, w zamkniętej wnęce, pod najniższym monitorem po prawej.Podniósł słuchawkę, wyposażoną w podświetlane klawisze.Kiedy wystukiwał numer Bickinga, ręka mu drżała.Bicking prawdopodobnie nadal rozmawiał z Centrum.Ciekawe, pomyślał, czy ktokolwiek używałkiedyś funkcji oczekiwania na połączenie w środku strzelaniny.Obserwował monitory.Usłyszał sygnał.Dwa piśnięcia i Bicking odebrał rozmowę.- Tak?- Warner, tu Paul.- Jezu Chryste - Bicking roześmiał się nerwowo.- Dobrze, że nie pomyłka.Co znalazłeś?- Wszyscy martwi.Jakie wiadomości z Centrum?- Kazali mi czekać.Bob powiedział przedtem, że coś się dzieje, ale nie może mi powiedzieć, co.- Pewnie bał się podsłuchu.- Hood potrząsnął głową.- Właśnie patrzę na monitory i nie wiem, jak ktokolwiek.czekaj!Dostrzegł jak jednym z korytarzy idzie oddział armii syryjskiej.- Co się dzieje? - spytał Bicking.- Nie jestem pewien, ale być może z odsieczą nadjeżdża kawaleria.- Gdzie?- To chyba ten korytarz, gdzie jestem, od przeciwnej strony.- Są bliżej nas?- Tak.- Powinienem wyjść im naprzeciw?- Nie, chyba nie.Idą w waszym kierunku.- Pewnie dostali rozkaz wyciągnięcia ambasadorów.Może lepiej będzie, jak wrócisz?- Chyba tak.Strzały po drugiej stronie korytarza, tej bardziej oddalonej od sali przyjęć, stawały się coraz głośniejsze.Już niedługo rebelianci dotrą do biura ochrony.Paul nie odrywał wzroku od monitorów.Syryjczycy nie zaglądali do rozmieszczonych wzdłuż korytarza pokojów i nie osłaniali się nawzajem.Szli prosto, zdumiewająco pewni siebie.Albo tacy byli cholernie odważni, albo nie mieli pojęcia, co tu się właściwie dzieje.Albo, pomyślał Paul, nie obawiają się ataku.Częścią jego pracy było coś, co nazywał permanentnym podejrzewaniem spisku.Funkcjonowanie Centrum opierało się na nieustannym zadawaniu sobie pytania, „a co, jeśli.?”, zarówno w przypadku morderstwa dokonanego przez pojedynczego zabójcę, jak i w przypadku próby zamachu stanu.Paul Hood nie wyznawał bynajmniej spiskowej teorii dziejów, ale nie był ter człowiekiem szczególnie naiwnym.Żołnierze nadal poruszali się szybko, bez wahania.Przesunął spojrzenie na drugi monitor, bo właśnie minęli jedną z kamer.- Paul? - odezwał się Bicking.- To co, idziesz?- Nie rozłączą] się.- Centrum kazało mi czekać i.- Nie rozłączaj się!Hood niżej pochylił się nad monitorami.Minęło kilka sekund i na korytarzu, za maszerującymi Syryjczykami, pojawili się dwa mężczyźni w czarnych zawojach na głowach, trzymający w dłoniach, jak mu się zdawało, pistolety Makarow Jeden z żołnierzy obejrzał się.I tyle.Nawet nie zwolnił kroku!- Wagner, wynoście się stamtąd.- Dlaczego?- Zbierz wszystkich i wynoście się w cholerę! Przyjdźcie tu, do mnie.Ta cholerna kawaleria nie jest po naszej stronie.- Zrozumiałem.Paul ścisnął słuchawkę w dłoniach.Za plecami żołnierzy pojawiali się kolejni napastnicy, nie kryjąc się bynajmniej i nie wywołując żadnej reakcji.Albo syryjskie wojsko brało w tym wszystkim udział, albo ci ludzie tylko podszywali się pod żołnierzy armii.Tak czy tak, sytuacja z groźnej właśnie zmieniła się w śmiertelnie niebezpieczną.- O, cholera! - Żołnierze właśnie skręcili w ostatni z korytarzy.- Warner, nie ruszajcie się z miejsca.- Co?- Siedźcie na tyłkach tam, gdzie jesteście! - wrzasnął Hood.Nie musiał już obserwować żołnierzy na monitorach.Zobaczyłby ich, gdyby wystawił głowę na korytarz.Głowę albo.Opuścił wzrok na zalaną krwią podłogę [ Pobierz całość w formacie PDF ]