[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Choć brakowało mu finezji i w miłości, i w rozmowie, nie przeszkadzało mi to wcale.Był ciepły, duży i chrapał cicho.Wywoływał we mnie uczucie błogości.W łóżku przypominał wielkiego, pełnego entuzjazmu miśka.Nie miałabym nic przeciwko, żeby spędzić z nim dużo więcej nocy.Myśl ta otrzeźwiła mnie błyskawicznie.Bardzo rzadko ląduję z kimś w łóżku.Po pierwsze dlatego, że jestem świadoma krótkotrwałości takiego związku.W przelotnych przygodach chodzi raczej o podrapanie swędzącego miejsca, więc wolę zrobić to we własnym zakresie, niż werbować do tego żywe dildo.Och tak, wiem, że dorośli, świadomi ludzie nawet w jedną noc potrafią dać cząstkę siebie; wiem, że nie musi być to tandetne i powierzchowne.Ale zwykle właśnie tak to wygląda; pozostawia we mnie niesmak i uczucie rozczarowania samą sobą, bez względu na to, jak satysfakcjonujący fizycznie był sam akt.No i druga kwestia.Spędziłam z Hollisem zaledwie dwie noce, a już odkryłam w sobie pragnienie, żeby trwało to dłużej.Jednak aż nazbyt dobrze zdawałam sobie sprawę, że mój tryb życia uniemożliwia coś takiego.Dla Tollivera było to chyba łatwiejsze.Nawiązywał kontakt wzrokowy z kobietą, ona zgadzała się na seks, a potem odchodziła, od początku świadoma, że ten facet zniknie z jej życia tak szybko, jak nagle się pojawił.A może niektóre myślały: „Będzie nam tak dobrze, polubi mnie tak bardzo, że odeśle siostrę i zostanie ze mną na dłużej”? Nie wiem, trudno mi wyrokować, jak myślą inne kobiety, bo od lat nie miałam przyjaciółki.Ale może kiedyś uda mi się taką znaleźć.Pomimo tych dylematów zasnęłam znowu, ale już o siódmej znalazłam się pod prysznicem.Ostrożne pukanie Tollivera zastało mnie już całkowicie ubraną.Rozejrzał się po wejściu i odprężył, widząc, że jestem sama.–Jak koncert? – zapytał.–Niesamowity.Spodobałoby ci się.– Nie spytałam, jak on spędził wieczór.– Idziemy na śniadanie?–Tak.Co powiesz na Denny’s*? [*Sieć barów (przyp.tłum.)]–Może być.Talerz owoców w Denny’s dobrze mi zrobi.Jak wiele osób, które przeżyły porażenie pioruna, cierpiałam na silne bóle głowy, a moja prawa noga była słabsza od lewej.Udawało mi się zmniejszyć częstotliwość występowania tych dolegliwości, unikając smażonego jedzenia i skrobi.Nasz wczorajszy lunchw McDonaldzie był poważnym odstępstwem, na którego efekty nie musiałam długo czekać.Przez całą noc miałam skurcze w nodze.Na szczęście Hollis nic nie zauważył, ale czułam się na tyle niepewnie, że zrezygnowałam z porannego biegania.–Ach, mamy zaproszenie na lunch – oznajmiłam Tolliverowi, zapinając pasy.Dzień był pochmurny i chłodny.Niedługo nadejdzie pora burz i silnych wiatrów, które zmiotą z drzew wszystkie te piękne liście.Sarne zwinie tych kilka chodników, które zostawiło jeszcze dla liściowców.Mieszkańcy odwieszą do szaf kostiumy z epoki, zamkną stragany z owocami oraz kryształami i zaszyją się w domach na zimę.–Do kogo? – Głos Tollivera wyrwał mnie z zamyślenia.–Do Sybil Teague.Opowiedziałam mu o niespodziewanym spotkaniu z Sybil i Edwardsem.–Ciekawe – podsumował.– Ale zanim wejdziemy do baru, powiem ci, czego dowiedziałem się wczoraj od Janine.To właśnie Edwards występował w imieniu Helen, gdy ubiegała się o sądowy zakaz zbliżania się, a potem był jej prawnikiem podczas rozprawy rozwodowej.Wcześniej reprezentował Helen i Jaya, gdy wnieśli pozew przeciw Terry’emu Vale’owi.–A czym burmistrz im się naraził?–Nie wiem, czy był wtedy burmistrzem.Jest właścicielem tutejszego sklepu z meblami i dywanami.Jay twierdził, że dywan, który u niego kupił, nie był plamoodporny, a Terry nie chciał uznać reklamacji.–Hmmm.Nie wiem, jaki to ma związek.– Potrzebowałam kawy, zanim w ogóle zacznę myśleć.–Taki, że Edwards może znać sekrety obu rodzin.–Na przykład?–Na przykład kto jest ojcem Teenie.– Ach.–Może także znać przyczynę, dla której Dell i Teenie wybrali się tamtego dnia do lasu.Co mogło skłonić ich do pojechania w tamtą okolicę, na teren, który nie należy do żadnej z ich rodzin, w miejsce, gdzie zostali zamordowani?–A do kogo należy ta ziemia?–Nie wiemy.–Możemy się tego dowiedzieć przed lunchem? – Jasne.W urzędzie hrabstwa.Ale po co?–Żeby nie gnić w motelu, kiwając się nad krzyżówką?–Masz rację.Ustaliliśmy plan dnia.Zaraz po śniadaniu zrobiliśmy pranie w pralni samoobsługowej „Sudsy Kleen” należącej (żadna niespodzianka) do Terry’ego Vale’a.Jego pracownica, pomarszczona starsza kobieta, dbała o wrzucanie odpowiednich monet do pralek i suszarek.Sprzedawała także małe pudełka detergentów oraz płatki zmiękczające do suszarek.Większość czasu siedziała za zdezelowanymkontuarem, ale z tego co widzieliśmy, na prośbę klientów prała też powierzoną bieliznę i składała suche rzeczy.„Sudsy Kleen” było prężnym interesem, nie tylko samoobsługowym.Ta starsza tęga kobieta świetnie wykonywała swoje obowiązki, ale robiła wszystko co tylko możliwe, by przy okazji zdobyć order najbardziej antypatycznego pracownika roku.Początkowo, zwiedziona białymi loczkami i szydełkowym sweterkiem, sądziłam, że powinnam staruchę traktować z łagodną uprzejmością.Ale gdy poprosiłam o rozmienienie dolara na monety do suszarki, zatchnęła się, jakbym uczyniła jej nieprzyzwoitą propozycję.Przez chwilę stałam jak sparaliżowana, zastanawiając się, co też takiego zrobiłam.W końcu machinalnie wyciągnęłam rękę z banknotem.Baba Jaga ujęła w palce dolara i przyjrzała mu się podejrzliwie.Pewnie uważała, że jestem fałszerzem.Następnie odliczyła powoli monety, rzucając mi nieufne spojrzenia, jakby posądzała mnie o zamiar dokonania napadu na jej kasetkę z pieniędzmi.Za każdym razem, gdy unosiła głowę, w jej okularach błyskało światło lamp.Wyglądało to tak, jakby miała bioniczne oczy.Wpół rozbawiona, wpół zła, wróciłam z bilonem do brata.–Musisz ją poznać.Jest urocza – zauważyłam konwersacyjnym tonem, wrzucając ćwierćdolarówki do szczeliny w automacie.Tolliver spojrzał w stronę wiedźmy i zaczął coś mówić, starając się jednocześnie powstrzymać uśmiech [ Pobierz całość w formacie PDF ]