[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Nagle zapadły egipskie ciemności.–No to kim jest Maurice? – spytała Victoria, kiedy namacałem jej dłoń i wcisnąłem w nią wieszak.–Nie mam pojęcia.–Może to jeden z bliźniaków?–Nie sądzę.Przecież Masters wie, że go szukają, więc dlaczego ktoś miałby wspominać tylko o jednym? – Żaden z nich nie wygląda na Maurice'a.–Vic, oni są identyczni.W ciemności usłyszałem pogardliwe mlaśnięcie.Wymacałem drogę do kuchni, żeby zrzucić szlafrok i włożyć własne ubranie.Dopiero kiedy zasuwałem suwak w spodniach, Victoria znowu się odezwała.–Charlie, czy jeden z tych mężczyzn rzeczywiście był, eee, no wiesz?–Niskiego wzrostu? Po co miałbym coś takiego zmyślać?–Po nic.To po prostu dość zaskakujące.Zapiąłem koszulę i włożyłem marynarkę, po czym sięgnąłem po skarpetki i, skacząc w kółko, zacząłem je wciągać.–W pewnym sensie to uspokajające – powiedziałem.– Dobrze wiedzieć, że oszuści występują we wszystkich kształtach i rozmiarach.–Myślisz, że to byli oszuści? – Ściśle rzecz biorąc, nie dostali pozwolenia, żeby wejść do sąsiedniego pokoju.–Może to naprawdę przyjaciele Josha?–Tak, przyjaciele-oszuści.Zanurkowałem pod blat, żeby zawiązać buty.Zgarnąłem też biografię Houdiniego z podłogi i z powrotem wcisnąłem ją za pasek.Wyprostowałem się, przygładziłem włosy, wziąłem rękawiczki i do nich dmuchnąłem.–Wkładasz z powrotem rękawiczki?–Tak.–Mogę spytać dlaczego?–Bo jeszcze nie skończyliśmy.– - Myślałam, że tylko się tu schowaliśmy.–Owszem.Ale wiesz, co mówią o darowanych koniach.– Żeby zostawić je w spokoju i uciekać, póki można? Trzepnąłem rękawiczką o dłoń.–Wyluzuj.To nie zajmie dużo czasu.–Zabawne.Nie uwierzyłbyś, ile razy słyszałam te słowa z ust mężczyzny, który właśnie włożył rękawiczki chirurgiczne.Włożyłem latarkę i skierowałem światło na twarz Victorii.Czerń wokół niej nabrała głębi.– Żarty w obliczu niebezpieczeństwa? Gdybym cię nie znał lepiej, pomyślałbym, że jesteś do tego stworzona.Zakryła oczy, rozczapierzając palce.–Chwilowa nieuwaga.Możesz się pospieszyć?–Zabawne – odparłem.– Nie uwierzysz, jak rzadko słyszę te słowa z ust kobiety.Nonszalanckim krokiem minąłem Victorię, poszedłem do sypialni i odwiesiłem szlafrok do szafy.Zacząłem obmacywać wiszące ubrania i sprawdzać kieszenie.Nie znalazłem niczego użytecznego, ukląkłem więc i rozsunąłem kilka spódnic, żeby zlokalizować sejf.Kiedy go namierzyłem, poświeciłem latarką na klawiaturę i wezwałem swoją muzę.Zacząłem od kombinacji 111, potem 1111, potem 9999…–Po co to? – spytała Victoria zza pleców.–Potrzebujemy pieniędzy.–Nie, jeśli znajdziemy Josha.–Nie będzie łatwo go znaleźć.Wygląda na to, że ucieka z miejsca zbrodni.Nie wiemy, dokąd poszedł.Nie znamy miasta.–Ale mamy trop Maurice'a.Mamy tego… małego kolesia i jego umięśnionego kumpla.Złagodziłem ton.–Naprawdę uważam, że powinniśmy się skupić na drugiej opcji, Vic.Przynajmniej na chwilę.–Ale nigdy nie uda ci się ukraść takiej sumy, jakiej potrzebujemy.–Może nie bezpośrednio.Sejf nie chciał się otworzyć.Kombinacje, które wstukiwałem, nie dawały żadnego efektu.Wycelowałem latarką w czytnik kart kredytowych obok klawiatury i warknąłem do siebie.–Nie możesz się do niego włamać?–Gdybym miał narzędzia, które trzymam w torbie na dole, to owszem.Ale nie z tym sprzętem.– Wyciągnąłem palec i zacząłem wstukiwać nowe kombinacje.911, 1234, 9876…–Charlie, co miałeś na myśli, że może nie uda ci się ukraść pieniędzy, których potrzebujemy, bezpośrednio?–Och! Pomyślałem, że w każdym razie mógłbym ugrać niezłą stawkę – wypaliłem beztrosko.–Stawkę? Jaką stawkę? 2222, 3333, 4444…–O nie! – powiedziała Victoria i walnęła mnie w tył głowy.– To okropny pomysł!–Nie dałaś mi wytłumaczyć.–Nie trzeba.Uważasz, że uda ci się wygrać pieniądze.W pokera.W jej głosie pobrzmiewał sceptycyzm.Nie podobał mi się ten ton.–Jestem lepszy, niż ci się wydaje.Poważnie.–Straciłeś już dziś wieczorem fortunę.–Popełniłem błąd w ocenie.Teraz wiem, co zrobić inaczej.–Bardzo słusznie.Przede wszystkim nie siadaj do gry.Zakołysałem się na piętach i oparłem na pośladkach, a potem objąłem rękoma kolana i przycisnąłem je do piersi.Chciałem zadać jedno pytanie i wydawało się, że teraz jest na to równie kiepski moment jak kiedy indziej.–Ile pieniędzy masz na koncie? Victoria znowu zdzieliła mnie w tył głowy.–Nie mogę uwierzyć, że o to pytasz.–Oddam ci, dobrze wiesz.Odeszła w najdalszy kąt pokoju.Słyszałem, jak pstryka palcami gołej ręki o dłoń w rękawiczce.Może wyobrażała sobie, że to moje czoło.–Nawet w przybliżeniu nie wystarczająco.Poza tym i tak nie mogę ich wydostać.Jest sobotnia noc, Charlie.Jutro niedziela.–Ale możesz wyciągnąć chociaż część, prawda?–Mój limit to dwieście pięćdziesiąt funtów dziennie.–Około czterystu sześćdziesięciu dolarów.A karty kredytowe? Ja nie mam żadnej.Może i było ciemno, ale miałem bardzo jasne wyobrażenie, jaką minę zrobiła Victoria, i cieszyłem się, że nie mogę jej zobaczyć…–Mam jedną – odparła lakonicznie.– Ale limit kredytowy nie jest tak duży, jak mógłbyś oczekiwać.–Ale dobry na początek, co nie?–Raczej mizerny.A w porównaniu z sumą, której potrzebujemy? – Szczerze mówiąc, to niedorzeczne.–I właśnie dlatego próbuję się dostać do tego sejfu.I do kilku innych.Gdyby udało mi się ukraść dość dużą sumą, mogłoby to nas gdzieś doprowadzić.Victoria zerknęła na podświetlony zegarek obok łóżka.–W ciągu dwudziestu dwóch i pół godziny?–Ej, jeśli masz jakieś lepsze propozycje, chętnie posłucham.Popatrzyliśmy na siebie w ciemności i poczułem, że przestrzeń wokół Victorii jeszcze bardziej pociemniała.W końcu skrzyżowała ręce na piersi i gwałtownie wypuściła powietrze.–Black jack – rzuciła ten pomysł jakby od niechcenia.–Słucham?–Statystycznie rzecz biorąc, masz większe szanse na wygraną.Zredukowana przewaga stołu.–Ale jeśli uda mi się znaleźć pokera bez limitu…–To znów przegrasz wszystkie pieniądze.Zamruczałem, a na dodatek się zająknąłem.–Prawdę mówiąc, Vic, nie jestem aż taki świetny w black jacka.Czekałem, aż stwierdzi, że to samo można powiedzieć o moim pokerze, ale tylko opadła obok mnie na łóżko i popatrzyła na dłonie, które złożyła na kolanach.Przez dłuższą chwilę nic nie mówiła, a ja tymczasem wystukałem kolejną kombinację.Z tym samym rezultatem.Uznałem, że czas sprawdzić walizki i szuflady przy łóżku.–Zrobimy tak – odezwała się w końcu Victoria.– Ja zagram w black jacka.Zacznę z pieniędzmi, które zgromadzimy, i zobaczymy, jak nam pójdzie przez pierwszych kilka godzin.W tym czasie ty możesz zająć się tym, co ci wychodzi najlepiej [ Pobierz całość w formacie PDF ]