[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Rzednące włosy układał w kilka dumnych czubów, doskonale usztywnionych żelem.Jego zdaniem łysienie powodowane było przez nadmiar testosteronu, a na dowód swojego twierdzenia przytaczał dane z magazynów naukowych.Poza tym, był jednym z największych podrywaczy na North Shore.Za dnia grzebał martwych, a wieczorem uganiał się za kobietami wzdłuż całego przylądka Cape Ann, korzystając z bogatego repertuaru bezwstydnych strategii.Ludzie gadali, że wyszukiwał młode wdowy poprzez nekrologi w „Marblehead Reporter", ale też nie był całkowicie 71pozbawiony serca.Miał swój kodeks honorowy.Trzymał się z daleka od osamotnionej kobiety co najmniej pół roku po tragedii, ponieważ z ust samej Oprah usłyszał, że tyle czasu potrzeba na żałobę.Drugą i ostatnią wielką pasją Joego był jego własny ewangelicki ateizm.Nie dość, że nie wierzył w Boga, to jeszcze uznał, iż jego powołaniem jest nawracanie innych.Nikomu to nie przeszkadzało, dopóki prowadził swoją pracę misjonarską poza żelazną bramą, ale Charliemu zdarzyło się go przyłapać, jak mamrotał pod nosem w czasie pogrzebu: „Nie ma nieba!", albo zirytowany burczał:„Co za marnotrawstwo!", gdy dźwig stawiał na szczycie mauzoleum trzymetrowy złocony krzyż.Joe Ateista został kiedyś należycie upomniany, ale to tylko podsyciło jego zapał.- Co planujesz na wieczór? - spytał, gdy skończyli prace przygotowawcze.- Może byś się ze mną wybrał na piwko? Wskakuję na łajbę i płynę do Rockport na happy hour.Znam kociaki, które tam prowadzą bar.Co one potrafią wyczyniać, człowieku, wierzyć się nie chce!- Pomóż mi z podnośnikiem - poprosił Charlie, ruszając do furgonetki zaparkowanej w bocznej alejce.- Siostrzyczki Dempsey.Obiły ci się o uszy?- N i e.- Nina i Tina.Warte grzechu, mówię ci.Decyduj się.- Spokojnie, jeszcze czas.- Taaa.A jak czas na fajrant, to znikasz.Zawsze to samo.Człowieku, użyj trochę życia.Charlie ściągnął z furgonetki podnośnik, we dwóch zataszczyli go na miejsce i starannie ustawili nad grobem.Konstrukcja z nierdzewnej stali wymyślona przez pewnego właściciela zakładu pogrzebowego, niejakiego Abrahama Frigida, który czas emerytury spędzał na południu Francji, służyła do opuszczania trumny do grobu.Korzystano z tego urządzenia na wszystkich cmentarzach świata.Dzięki nylonowym pasom oraz nieskomplikowanemu mechanizmowi jeden człowiek mógł wykonać pracę, do której wcześniej potrzebny był cały zespół, i umieścić w dole ciężar ważący nawet kilkaset kilogramów.72Genialny wynalazek pana Frigida polegał na idealnym rozwiązaniu kwestii panowania nad szybkością.Jeśli trumna zjeżdżała za szybko, lądowała na dnie z głuchym łupnięciem i żałobnicy przeżywali wstrząs.Jeżeli opadała zbyt wolno, udręka stawała się trudna do zniesienia.A pan Frigid zyskał sobie na wieki miejsce w historii grzebalnictwa, ponieważ jego wynalazek zapewniał akcji tempo stateczne, emocjonalnie łatwe do przyjęcia oraz zgodne z zasadą swobodnego spadania ciał określoną przez Galileusza.Abraham starannie określił parametry przekładni zębatych i ciężar ołowianych obciążników, dzięki czemu zyskał urządzenie wyjątkowo efektywne oraz stosunkowo mało uciążliwe w obsłudze dla wszystkich zainteresowanych.Charlie usłyszał zawodzenie syreny alarmowej.Chwilę później w cmentarną aleję skręcił kondukt żałobny złożony z samochodów osobowych oraz wozu strażackiego.Mógł wyciągnąć niejeden wniosek, oglądając auta, ubrania żałobników, trumnę i pomnik.Przyzwoite bryki najświeższych modeli, solidna trumna i wielki nagrobek oznaczały, że zmarły miał pieniądze.Natomiast dzisiejszy pogrzeb wyglądał na całkiem przeciętny.Za kilka minut dolinę zapełnią ludzie odprowadzający zmarłego.Czekała na nich setka rozkładanych krzesełek pod zielonym namiotem.Na szczęście deszcz ustał.- No, już czas - odezwał się do Joego.- Bierzemy się do roboty.* * *Czarne włosy właścicielki zakładu pogrzebowego, błyszczące, gładkie i sztywne jak kask, przypominały lakier na jej nowiutkim karawanie marki Cadillac.- J a k leci, chłopaki? - spytała Myrna Doliber, zatrzaskując przednie drzwiczki.- Lepiej niż zwykle - odpowiedział Charlie.Wetknął koszulkę w spodnie, rękawice wsadził do tylnej kieszeni.- A co u ciebie?- Sama rozkosz.Dwójka dzieciaków z wietrzną ospą, a trzecie ze skaleczoną ręką.73Przodkowie Myrny, Doliberowie, byli pierwszymi osadnikami na półwyspie [ Pobierz całość w formacie PDF ]