[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Drzewa.Stłoczone, zakrzywione mury.Słup.Mroczne tunele.Wirujący w kręgu szamani.Kamień ziemi, żywy i falujący.Pies.Pies tańczył u boku Sama.* * *· Kontakt na czterdziestym piątym stopniu – zameldował Rabo.· W ruchu? – zapytał Duch.· Odczyt negatywny.Lokalizacja obiektu zgadza się z przewidywaną.Myślę, że to Wichita.· Podprowadź nas bliżej – poleciła Tsung.Janice usiadła z powrotem, przyciągając kolana do piersi.Embrionalna pozycja pomagała jej panować nad sobą.Potrzebowała każdej możliwej pomocy.W ciasnocie okrętu podwodnego zapach mięsa był szczególnie silny i głód nie pozwalał o sobie zapomnieć ani na chwilę.Cieszyła się, że coś się wkrótce wydarzy.Myślała, że już nigdy nie odnajdą zatopionego okrętu w istnym labiryncie skałek szelfu.Z głośnika ponownie doszedł ich głos Rabo.· Obawiam się, że będziemy mieli kłopoty.· Jakie kłopoty? – spytał Duch.· Nie możesz zadekować? – zgadywała Tsung.· Cholera! Wiedziałżech – prychnął Kham.– Marnujemy czas.Rabo kontynuował wyważonym tonem, jakby nie słysząc ich:· Mierniki gęstości wykazuj ą obecność powietrza w kadłubie.· Co w tym dziwnego? – rzuciła gniewnie Tsung.· Po tak długim czasie pod wodą kadłub powinien zacząć przeciekać i tracić powietrze.Ktoś go uszczelnił.· Widzisz w pobliżu inny pojazd? – zapytał Duch.· Nie, ale sonar wyłapał dźwięki i pochodzą one z Wichity.Ktośjest na jej pokładzie.· Dźwięki mechaniczne czy organiczne? – indagował go Duch.· Nie wsadziłeś se simchipa, co? – warknął Kham.–Zerwałem z tym od skoku z Fuchim.Otrzymałem wtedy dobrą' lekcję.To dzieje się naprawdę, Kham.Nie wiem, co to za dźwięki,ani co je wydaje, ale są rzeczywiste.Przez dłuższą chwilę panowała cisza.· Będą wiedzieć, że podpływamy – powiedziała Tsung do Ducha.Duch skinął głową.· Kimkolwiek są.· Czy to ważne? – zapytał Szybki Jeleń, jeden z normów.· Ważne – odrzekła Tsung.– Przewidywaliśmy minimalny opór.W razie kłopotów cena rośnie.· Może astralny zwiad? – zaproponował Szybki Jeleń, patrząc naSally.· Już próbowałam.W pobliżu krąży stado rybich wiedźm, któredorwą mnie, jak tylko wystawię głowę z Searavena.W świecie astralnym polująrównie dobrze, jak w zwykłym i sągorsze od piranii.Możechciałbyś popłynąć tam wpław?Szybki Jeleń energicznie pokręcił głową, a Duch stwierdził:· Musimy więc zadekować bez rozpoznania.· Rabo! – warknął Kham.– Możesz dostawić nas tam po cichutku?–Nie – odparł rigger.– Nie mają wprawdzie aktywnych czujników, ale jeśli działa sprzęt Wichity, natychmiast wykryjąnasze przybycie.Nie da się tego uniknąć.Ale raczej nie będą wiedzieć, kim jesteśmy.Baza danych Wichity nie powinna zawierać informacji o statkach typu Searavea Mogą nie wiedzieć, że jesteśmy w stanie zadekować.–A jesteśmy? – spytała Tsung.–Owszem.Nie mówiłem wam? Wichita wygląda wręcz perfekcyjnie.Wokół przedniego włazu zgromadziło się trochę śmiecia, alepodejście jest czyste.–No to bierzmy się za to – rzuciła Janice.Runnerzy nie zwrócili na nią uwagi.· Usłyszą dokowanie przez zwykłe przeniesienie wibracji – stwierdziła Tsung.– Nie będzie zaskoczenia.· Zaskoczenie to narzędzie, a nie cel sam w sobie – zauważyłDuch.– Musimy zneutralizować głowice.Jeżeli znajdujący się napokładzie Wichity są wrogami, szybkość działania staje się najważniejszą sprawą.Współplemieńcy Ducha pokiwali zgodnie głowami.John Parker, jeden z orków, popatrzył na Khama, czekając na jego opinię.Kham spojrzał na Tsung.Nikt nie zawracał sobie głowy pytaniem Janice o zdanie.–Jeśli wybieramy się na ubaw, lepiej się z tym pośpieszmy – powiedziała Tsung.– Ktokolwiek znajduje się na pokładzie Wichity,nie dostał się tam bez pomocy, a nie chcielibyśmy chyba napatoczyćsię na ich taksówkę.Ta akcja jest zbyt dokładnie obmyślana, żebyśmy mieli możność manewrowania.Nie chcę, żeby ktoś rozsiadł sięna naszej drodze odwrotu.Duch energicznie przytaknął czarodziejce.· Rabo, wchodzimy.· Nie będzie zaskoczenia – rzucił rigger.· Nie mamy wyboru – odrzekł Duch.Podejście do dokowania przebiegło bez zakłóceń.Przód Searave-na znalazł się nad nadającym się do otwarcia z zewnątrz włazem.Taksówka zadygotała lekko, kiedy kołnierz cumowniczy zetknął się z kadłubem Wichity.Gdy tylko Rabo zameldował zaryglowanie połączenia i przesłanie kodów otwierających, Kham otworzył wewnętrzny właz i wcisnął się w wąski rękaw przejścia.Parker stał przy samym włazie, trzymając w pogotowiu automat Khama, by podać mu go, jak tylko szef przejdzie przez łącznik.Janice usłyszała postękiwania orka, mocującego się z zamknięciem włazu bezpieczeństwa Wichity.Bary Khama pojawiły się im na moment, kiedy udało mu się otworzyć właz.Z wnętrza wraku buchnął dziwny, piżmowy odór, zagłu-cy zapach słonej wody w rękawie dekującym.Ork niemal na-chmiast zniknął z pola widzenia.Parker krzyknął ostrzegawczo cił karabin do otworu.Następnie podążył za nim.Potem był ch, zaraz po nim Sally i dwaj Indianie.Nikt nie wołał Janice, by l za nimi, ale i tak to zrobiła.Nie chciała zostać sama w pustym,ającym echo przedziale pasażerskim.Zejście przez właz dokowy i śluzę Wichity trwało krótko, lecz było le uciążliwe [ Pobierz całość w formacie PDF ]