[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Potem pokiwał głową i wyglądał, jakby zapadł się trochę w sobie.– Dobra, niech będzie.cokolwiek.Tak jakby mogły posiekać go na kawałki, nie zależało mu.Położyła rękę na oparciu jego krzesła i wstała, a on za nią.Wskazała mu drzwi mówiąc w stronę Mike’a:– Powiedz Birdowi, że poszłyśmy na zakupy.A Sal, niech ją diabli, z płynnością ruchów małpy dokowej podniosła się i uczepiła ramienia Dekkera kierującego się w stronę drzwi.– Znam takie miejsce.Absolutnie pierwsza klasa.Musisz je zobaczyć, dobrze?– Medium – powiedział sprzedawcy, zawstydzony przez swoje towarzystwo, wyczerpany chodzeniem, niepewny, czy to przypadkiem nie jest część jakiegoś diabelskiego planu – ale nie mógł tego dowieść.Złamał coś, co Cory nazywała Regułą Numer Jeden – wychodząc z pasiarzami, których zupełnie nie znał, do sklepów które one znały, wierząc im na słowo z kim można handlować i komu ufać.Nie wiedział nawet, czy podzielały punkt widzenia Birda czy nie.Z tego co wiedział, raczej Bena, ale dobrze się bawili i wyszedł z dołka, w którym usiłował się pogrążyć.Może odrobinę odlatując.Ale wprawiły go w ruch, wkurzały go, ale też zrobiły dla jego zdrowia psychicznego więcej, niż wszystkie tabletki Viscontiego.Żył.Myślał o czymś innym niż Cory, przytłoczony muzyką, kolorami, fakturami i podnieconymi, życzliwymi głosami.W tej chwili był niemal szczęśliwy.– No nie, Pat, nie wariuj.Dawaj tu ciuchy – Sal przemawiała do sprzedawcy, cokolwiek miało to znaczyć, a Meg zawołała za nim: – Żadnych korporacyjnych stylizacji! Coś porządnego!Handlarz przyniósł czarne spodnie i gruby sweter.Metka na spodniach głosiła, że są rozmiaru medium.Były z szarego stretchu i na medium raczej nie wyglądały.Wyczytał z metki cenę, 49,99, co raczej nie było mało.– Zbyt drogie – zaprotestował.Sprzedawca wygrzebał inną parę, z ukośnymi pasami w kolorze czerwonym i czarnym, które wyglądały jak koszmar raba.Dołożył do nich niebieską bluzę.– Boże – jęknęła Meg – tylko nie niebieskie, czerwone.Nie potrafisz dopasować kolorów?– Zobaczmy raczej kombinezony – zaproponował.Niebieski lub szary.Coś, co będzie pasowało.– Och, ubrania robocze – zamarudziła Meg.– Nudne, żadnej zabawy.Och Dek, załóż te szare spodnie, masz dobrą figurę.– A żeby was.– wymamrotał.Powiedział sobie, że powinien to skończyć, kupić coś prostego, co będzie pasować.Ale obie uparły się, żeby spróbował tych szarych spodni i rzucały w niego bluzami, więc uznał, że w całym tym entuzjazmie będzie łatwiej zrobić z siebie durnia i raz na zawsze udowodnić, że nie będzie dobrze wyglądać.Ale lustro pokazało mu chodzący worek na kości, który właściwie wcale nie wyglądał źle w tych spodniach.Mógł założyć za dużą bluzę, by ukryć wystające kości.Nie był jednak przekonany do szerokich, ukośnych pasów na bluzie.Wyszedł z przymierzalni, by wziąć tę ciemnoniebieską, przytomny jak diabli, a kobiety wydały z siebie odgłosy zadowolenia.– Bluza rab – powiedziała Meg.– Podoba mi się to.Zaczęły go dręczyć wątpliwości i przyjrzał się sobie jeszcze raz w lustrze, kiedy Sal zapytała:– Myślisz, że pasowałyby na niego te stalowoszare buty? Ma małą stopę.Tak naprawdę wcale nie chciał bluzy w szerokie pasy.Nie podobały mu się stalowoszare buty, które byłyby świetne dla prostytutki.I zupełnie nie potrzebował tej cholernej bransolety, jaką chciała mu wcisnąć Sal.– To moja wizja – powiedziała Sal.– Człowieku, musisz.I podciągnij rękawy.– Potrzebuję ubrania roboczego, gorszego.W kolorze niebieskim.I proszę obciążyć moją kartę.– W rozliczeniu odda swój kombinezon – Meg poinformowała sprzedawcę.– Możesz dać mniejszy rozmiar?– Jasne – odpowiedział i podał parę o mniejszym rozmiarze.– Jeśli te nie będą pasować, można wymienić.Jest pan naprawdę małym medium.Nie było to coś, co chciał usłyszeć mężczyzna, który ciężko pracował nad uzyskaniem odpowiedniej muskulatury.Ale zdecydował, że po spędzeniu tak długiego czasu w szpitalu może to być prawdą.Wziął bransoletę.Kupił trochę taniej bielizny i parę ocieplaczy oraz prosty, szary stymbinezon, bo jego stary został sprany tak, że nie nadawał się już do użytku – to był duży wydatek.W końcu zapłacił też za niebieską bluzę, czarne spodnie (ze stretchu, tak jak te szare) i parę używanych butów dokowych.Był teraz zmęczony, oszołomiony i trzęsły się pod nim kolana; gotów był wrócić do swojego pokoju i paść.Mężczyzna za ladą zsumował rachunek i Dekker przeżył moment paniki, kiedy suma pojawiła się na wyświetlaczu.Nie był pewien jak do tego doszło, ani czy odważy się nosić rzeczy, do których przekonały go dziewczyny.Miał kontakt z ruchem rab w wieku trzynastu lat, ale nie później i nie w Pasie, gdzie noszenie się w stylu rab było deklaracją, z którą nie do końca wiedział jak sobie radzić.Pomyślał, że jest głupcem [ Pobierz całość w formacie PDF ]