[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Brian nawet nie zauważył, kiedy go ukłuł.Upadli razem.Atef nawet nie poczuł ukłucia.Jego kumpel pomógł im wstać.Dominic wymamrotał przeprosiny i poszedł sobie.Brian podążył za celem.Nie widział, jak skończył Sali.Choć ponure, było to dla niego interesujące.Obiekt przeszedł jakieś półtora metra i stanął.Coś powiedział, bo jego znajomy odwrócił się ku niemu, jakby chciał o coś spytać.I co zobaczył? Atef upadł na ziemię.Uniósł jeszcze rękę, by zasłonić twarz, jednak zaraz potem jego ciało zwiotczało.Ten drugi kompletnie osłupiał.Przyklęknął, żeby sprawdzić, co się stało, najpierw zaskoczony, potem zatroskany.i wpadł w panikę.Odwrócił ciało i zaczął mówić do leżącego.Właśnie wtedy minął ich Brian.Twarz Atefa była spokojna i nieruchoma jak u lalki.Mózg pracował, ale gość nie mógł nawet otworzyć oczu.Brian postał minutę, po czym odszedł, nie oglądając się za siebie.Jeszcze tylko poprosił gestem przechodzącego Niemca, by wezwał pomoc.Tamten sięgnął po komórkę.Pewnie zadzwoni po karetkę.Brian doszedł do skrzyżowania i odwrócił się – chciał wiedzieć, co będzie dalej.Co chwila zerkał na zegarek.Ambulans przyjechał w sześć i pół minuty.Niemcy byli naprawdę świetnie zorganizowani.Sanitariusz sprawdził tętno.Podniósł wzrok, zaskoczony, potem zaniepokojony.Razem z kolegą wyciągnął z karetki nosze, na oczach Briana ułożyli na nich Atefa i zaintubowali go.Sanitariusze byli dobrze wyszkoleni.Z pewnością robili to wielokrotnie, także na ulicy.Czas naglił, więc nie przenieśli Atefa do karetki, tylko zaczęli go reanimować na miejscu.Brian popatrzył na zegarek.Dziesięć minut od upadku.Mózg Atefa był już martwy.I to by było na tyle.Oficer marine skręcił w lewo.Na następnym rogu złapał taksówkę.Nie potrafił wymówić nazwy hotelu, jednak kierowca domyślił się, o który mu chodzi.Dominic czekał w holu.Razem ruszyli do baru.Dobrze, że załatwili gościa zaraz po tym, jak wyszedł z meczetu.Na pewno nie pójdzie do piekła.Przynajmniej tego nie mieli na sumieniu.Choć piwo też pomagało.Rozdział 20ODGŁOSY POLOWANIA14.26 w Monachium to 8.26 w Campusie.Sam Granger przyszedł do biura wcześniej.Zastanawiał się, co znajdzie w poczcie elektronicznej.Bliźniacy działali szybko.Nie byle jak, po prostu nie marnowali czasu i pieniędzy Campusu, korzystając z technologii, jaką im udostępniono.Oczywiście ustalił już cel numer 3.Odpowiednia wiadomość została zaszyfrowana i lada chwila ją wyśle.Inaczej niż w przypadku zabójstwa Salego w Londynie nie mógł oczekiwać, że niemiecki wywiad, Bundesnachrichtendienst, wystosuje „oficjalną” notę.Prawie nie zauważyli Anasa Alego Atefa.Jeśli już, to sprawa zainteresuje miejscową policję.Najprawdopodobniej jednak skończy się na koronerze – ot, kolejny zawał w kraju, gdzie zbyt wielu obywateli pali i niezdrowo się odżywia.O 8.43 nadszedł e-mail z komputera Dominica.Szczegółowo opisywał udaną akcję – przypominało to raport FBI.Chyba dobrze, że z Atefem był znajomy.Skoro jeden z wrogów był naocznym świadkiem zabójstwa, to najpewniej zgon nie wzbudzi podejrzeń.Mimo wszystko Campus zrobi, co w jego mocy, by uzyskać oficjalny raport o śmierci Atefa.Może się to jednak okazać dość trudne.Ryan i Wills oczywiście o niczym nie wiedzieli.Jack rutynowo przeglądał wiadomości wymieniane przez amerykańskie agencje wywiadowcze.Zabrało mu to ponad godzinę.Potem wziął się za wiadomości krążące w Internecie między domniemanymi terrorystami.Przytłaczająca większość była równie nieciekawa, jak listy zakupów.Niektóre e-maile mogły być zakodowanymi przekazami, to jednak trudno stwierdzić bez odpowiedniego programu lub klucza.Co najmniej jeden terrorysta używał słowa „upał” dla oznaczenia wzmożonej ochrony w miejscu, które interesowało jego wspólników.Z tym, że wiadomość wysłano w lipcu, kiedy rzeczywiście było gorąco.Przechwyciło ją FBI, które początkowo się nią nie zainteresowało.Nagle coś go zaalarmowało.– Hej, Tony, pewnie chciałbyś to zobaczyć.Adresatem okazał się ich dobry znajomy, 56MoHa@eurocom.net.Treść wiadomości potwierdzała, że był ogniwem łączącym terrorystów:ATEF NIE ŻYJE.ZMARŁ NA MOICH OCZACH, TU, W MONACHIUM.WEZWANO KARETKĘ I REANIMOWANO GO NA ULICY.UMARŁ W SZPITALU NA ZAWAŁ.POTRZEBNE INSTRUKCJE.FA’AD.Adres nadawcy: misiu@ostercom.net.Coś nowego.– Misiu? – zaśmiał się Wills.– Gość szuka sobie w sieci lasek.– Dobra, uprawia cyberseks, ale mniejsza z tym.Tony, jeśli właśnie załatwiliśmy w Niemczech jakiegoś Atefa, to tu mamy potwierdzenie.oraz nowy cel.– Ryan odwrócił się do swojego komputera i używając myszy, sprawdził źródła.– O, NSA też to zauważyła.Może uważają go za potencjalnego gracza.– Lubisz popuszczać wodze fantazji – uciął Wills.– Gówno prawda! – Tym razem Jacka poniosło.Zaczynał rozumieć, czemu ojciec tak często wkurzał się na informacje wywiadowcze docierające do Gabinetu Owalnego.– Cholera, Tony, jak bardzo to musi być oczywiste?Wills wziął głęboki oddech i oznajmił spokojnym, jak zwykle, głosem:– Wyluzuj, Jack.To tylko jedno źródło.Pojedynczy raport dotyczący czegoś, co niekoniecznie się wydarzyło.Nie rób rabanu, jeśli nie potwierdza tego znane źródło.Ten cały „misiu”, to może być każdy.Nie da się stwierdzić, czy jest dobry, czy zły [ Pobierz całość w formacie PDF ]