[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Brak odpowiedzi.- Dogadamy się.Tylko rzuć broń.Rozległ się tupot butów; szybko ucichł.Fisher wyjrzał za róg.Nic.Zszedł po drabince.Na dole, za drążkiem po prawej stronie, zobaczył światło latarki przy silniku.Podkradł się bliżej.Coś zadudniło.Hałas przypominał dźwięk arkusza blachy rzuconego na pokład.Pokrywa, przebiegło mu przez głowę.Rusz się.Natychmiast!Wyskoczył z bronią gotową do strzału.Ostatni członek załogi siedział w kucki obok silnika i obiema rękami grzebał w otworze technicznym.- Przestań! - rozkazał Fisher.Tamten patrzył na niego przez kilka sekund, po czym odwrócił głowę i pracował dalej.Sam strzelił dwa razy.Mężczyzna jęknął i przetoczył się na bok.Fisher ruszył naprzód.Kopnął pistolet przeciwnika.Broń odjechała w drugi koniec pokładu niczym krążek hokejowy.Ledwie przytomny ranny zakasłał, plując krwią, i uśmiechnął się szeroko.- Za późno - wyrzęził.Niebieskie diody na wyświetlaczu wewnątrz otworu zmieniły odczyt z dziesięciu na dziewięć, potem na osiem.Fisher zrobił w tył zwrot i pognał do drabinki.Odliczając w myślach, po dwóch sekundach był przy niej.Wspiął się na mostek i popędził do drzwi.Pięć.cztery.trzy.Otworzył właz, przeleciał przez otwór, dobiegł do burty i przeskoczył przez barierkę.Za nim, gdzieś w głębi „Duroca”, rozległ się stłumiony odgłos eksplozji.Najpierw ładunek wybuchowy.Potem zbiorniki z paliwem, pomyślał półprzytomnie.Potrzebował ułamka sekundy, żeby, lecąc, zorientować się, gdzie jest.Spojrzał w dół.Powierzchnia oceanu zbliżała się coraz szybciej.Zwinął się w kłębek dla ochrony przed odłamkami i nadchodzącą falą gorąca.Po chwili był już pod wodą.Wszystko ucichło.Bardzo chciał wypłynąć, ale oparł się pokusie, obrócił się głową w dół i mocno kopnął, pomagając sobie szeroko rozpostartymi ramionami.Usłyszał huk eksplozji i poczuł pchnięcie w plecy, gdy dosięgła go fala uderzeniowa.Dosłownie wyssało mu powietrze z płuc.Zaczął koziołkować.Po długiej chwili powrócił do prawidłowej pozycji.Powierzchnia wody nad głową świeciła pomarańczowo przez kilka sekund, wreszcie blask zgasł.Choć paliło go w płucach i jego wszystkie zmysły domagały się powietrza, zmusił się do pozostania pod wodą.Teraz niebezpieczne były kałuże płonącego paliwa i oleju.Gdyby wynurzył się w jednej z nich, upiekłby sobie płuca.Krew tętniła mu pod powiekami i czuł, jak ogarnia go otępienie, gdy organizm pożerał ostatnie molekuły tlenu pozostałe w układzie krwionośnym.Czekaj, rozkazywał sobie.Czekaj.Policzył do pięciu, potem do dziesięciu i nie widząc nic nad sobą, odbił się ku powierzchni.Łapczywie łykał powietrze.Gdy powróciła ostrość wzroku, spojrzał w miejsce, gdzie przed chwilą był „Duroc”.Ale tam na wodzie unosiły się tylko kawałki włókna szklanego i plamki dopalającego się paliwa.Jacht zatonął i właśnie szedł na dno oceanu.Z lewej strony zobaczył migoczące światło.W oddali, kilka mil od niego, po powierzchni wody ślizgało się światło szperacza.Bahamska marynarka wojenna i FBI przybywają na ratunek, pomyślał.Czas się zbierać.Wywołał menu sterowania IKS-a i naciskał przyciski OPSAT-u, aż pojawił się komunikat: „Iks: tryb: naprowadzanie do źródła sygnału”.i uruchomił implant.- Lambert, poślij Birda na miejsce ewakuacji.- Status?- Misja czysta.- Brak śladów, brak dowodów, brak czegokolwiek.- Bardzo czysta.- Wyjaśnij.- Później.Wracam do domu.I odpłynął.SzanghajKuan-Yin Zhao usłyszał pukanie do drzwi, potem odgłos kroków kogoś, kto zbliżał się cicho do jego biurka.Nie musiał patrzeć, kto to.Xun.Te niepewne drobne kroczki nie pozostawiały wątpliwości.Xun zatrzymał się przed biurkiem i stał w milczeniu.Czekał.Blat biurka pokrywały rozłożone wachlarzem gazety z Londynu, Nowego Jorku, Moskwy i Pekinu.Jak na razie relacje były bardzo podobne.Żadnych istotnych rozbieżności.Plansza była nietknięta, wszystkie pionki i gracze w pozycji wyjściowej.Zhao podniósł wzrok.- Tak?- Wiadomość od Lei, sir.Podnieśli kotwicę i są w drodze.Zadanie wykonane.Zhao westchnął.Xun nawet głos miał słaby.Inteligentny dzieciak, ukończył z dyplomem Oksford i MIT, ale nie miał Lan-hut - nie był twardy, jak mawiają Amerykanie.Był jego dalekim krewnym, jednym z niewielu, dzięki którym jego ród przetrwał.Oto, co mi zostało, Zhao znów westchnął.Chłopak miał głowę do interesów, nie miał jednak serca do przemocy koniecznej nie tylko do przeżycia, ale i utrzymania władzy.Jeśli dałby mu czas, Xun mógłby zostać godnym spadkobiercą jego imperium.Lecz czas to cenny towar.Gdy trwa wojna, czas to dobro, którym nie wolno szafować.- Bez komplikacji? - zapytał Zhao.- Bez, sir.Zhao skinął głową.Kolejny pionek wychodzi naprzód i dołącza do dwóch pierwszych.Chronią króla, pomyślał.- Częstotliwości ratownicze?- Podsłuchujemy je.Wyspa jest mała, to nie powinno długo trwać.Czy mogę pana spytać.- Pytaj.- Co mamy usłyszeć?- Dźwięk przesuwanego po planszy pionka przeciwnika.- Nie rozumiem.- Zrozumiesz.Patrz i się ucz.Gestem odprawił Xuna.Kiedy znów został sam, zamknął oczy i wyobraził sobie planszę: przeciwnik wyciąga rękę, z wahaniem porusza palcami, wreszcie unosi pionek.Wasz ruch.ROZDZIAŁ 15Wydział TrzeciFisher był zszokowany zmianami, jakie zaszły podczas jego niespełna piętnastogodzinnej nieobecności.Miasteczko Slipstone dosłownie przestało istnieć.Kilka minut po tym, jak miejscowi urzędnicy od ochrony środowiska ustalili, że skażenie zasobów wody pitnej nie było ani naturalne, ani też przypadkowe, dekretem prezydenta aktywowano plan reagowania na wypadek zagrożenia promieniotwórczego (RERP).Do nowomeksykańskiego miasteczka zaczęła spływać pomoc humanitarna z każdego zakątka kraju.Do akcji wkroczyli funkcjonariusze agencji rządowych, od FBI po EPA, Agencję Ochrony Środowiska, i od Departamentu Energii po DHS, Departament Bezpieczeństwa Wewnętrznego.Wysłano siły szybkiego reagowania.W ciągu sześciu godzin od wdrożenia RERP Slipstone objęto kwarantanną.Każda droga, autostrada czy linia kolejowa wiodąca do miasteczka została obstawiona przez policję stanową [ Pobierz całość w formacie PDF ]