[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.- A twoim zdaniem zasługuje na to?- Nie!Rozsiada się w krześle, pochyla głowę i mierzy ją wzrokiem.Madeleine splata palce.Ten policjant, który położył swój płaszcz i kapelusz na biurku pana Marcha, to on tu rządzi, aten miły w mundurze, którzy stoi przy drzwiach i pisze w notatniku w skórzanej oprawie, jestjego podwładnym.Inspektor Bradley jest jak nauczyciel, który z góry wie, jak poszedł cisprawdzian, nawet jeśli jeszcze go nie napisałaś, więc jaki to ma sens? Madeleine i tak wie, żenie zda.- Czy Ricky lubi się bawić z młodszymi dziećmi? - pyta.To trudne pytanie.Ricky się nie „bawi", on gra, naprawia swój samochód, dzieciakiczasami kręcą się przy nim, a jemu na tym nie zależy.- Nie zależy mu na tym.Twarz inspektora przecinają blade czerwone kreseczki, jak na mapie.Jest kwadratowa,dwie podłużne bruzdy biegną od kości policzkowej do szczęki po obu jej stronach.Rzadkierude włosy.Piwne oczy, przekrwione, które mówią: To nie są żarty.W życiu nie ma miejscana żarty.Chyba nie dosłyszał odpowiedzi Madeleine, bo pyta: - Czy Ricky ugania się zamłodszymi dziećmi?Madeleine wie, że inspektorowi nie chodzi o zabawę w ganianego, ale celowo udajeprzed nim nierozgarniętą.- Chodzi o to, czy bawi się z nimi w ganianego?- Nie.Inspektor spogląda na nią.Madeleine wydyma policzki, podnosi brwi i wybałuszaoczy.- Madeleine - upomina ją pan March.Madeleine przestaje się wygłupiać.- Czy Ricky kiedykolwiek zachowywał się wobec ciebie tak, jakbyś była jegodziewczyną? - pyta inspektorMadeleine prycha, ale to poważne pytanie.- Proszę mi odpowiedzieć.- Nie - mówi Madeleine.- Obawiam się, że to nie wystarczy.- Chciałam powiedzieć, że nie, on nigdy.Inspektor Bradley postępuje metodycznie.Wie, że dziewczynka ma to, czego onszuka, ukryła to gdzieś w kieszeni albo w bucie, a on będzie ją obszukiwał, aż w końcu toznajdzie.- Czy zaprosił cię kiedyś na wycieczkę?Madeleine potrząsa głową.- Czy zaproponował, że cię przewiezie na rowerze?- Na swoim skuterze?- Wszystko jedno.- Raz kiedy wszyscy byliśmy na placu szkolnym.- Czy zabrał cię kiedyś na przejażdżkę, gdy byliście sami?- Nie.- Czy dotykał cię kiedyś?- Słucham?- Czy dotykał cię kiedyś?- M-mm.raz położył mi rękę na głowie i powiedział, żebym spróbowała go uderzyć,ale nie mogłam go dosięgnąć.- Czy dotykał cię tam, gdzie nie powinien, albo czy zmuszał cię, żebyś ty go dotknęła?Madeleine ogarnia lepkie uczucie.Za plecami ma lepkiego człowieka, pana Marcha.Co on nagadał inspektorowi?Inspektor Bradley wznawia poszukiwania.- Czy zachowywał się nieprzyzwoicie?Madeleine siedzi nieruchomo.Potrząsa głową.Gorąco promieniujące z żołądkanapływa jej do twarzy.Madeleine czuje ten zapach.Nikt inny go nie czuje?- Czy rozpinał przy tobie spodnie?Silny nurt wewnątrz jej ciała szarpie ją za żołądek.- Madeleine?Siła ciążenia rozkłada się nierównomiernie na jej ciele, zaraz wyssie jej trzewia, agłowa odpadnie i odfrunie.- Tego dnia, kiedy ty i Colleen Froelich widziałyście Ricky’ego i Claire na drodzeokręgowej.- I Elizabeth, i Reksa.- jej usta wydają się mizerne i ulatujące z nich słowa wydają sięmizerne.- Widziałaś, jak Ricky skręca z Claire w stronę Rock Bass.- Nie - zaprzecza Madeleine i przełyka ślinę.- Nie widziałam, jak odchodził z Claire.- Chcesz powiedzieć, że widziałaś, jak skręca w lewo w stronę szosy? Dowiem się,jeśli kłamiesz, Madeleine.- On tego nie zrobił.- Widziałaś go czy nie?Spogląda na nią tak, jak patrzył na nią od początku; jak na rzecz - miotłę w kącie.- Skręcił w lewo, w stronę szosy.- Wytrzymuje jego spojrzenie, jej powieki nawet niedrgną.- Widziałam.Ciszę panującą w pokoju mąci jedynie skrzypienie pióra protokołującego policjanta.- No to zmykaj do domu.Madeleine wstaje; podchodząc do bocznego wyjścia, zwalcza pokusę i nie ogląda sięza siebie, żeby sprawdzić, czy zostawiła na krześle kałużę potu.Wcześniej tego dnia Bradley kazał wszystkim nauczycielom zostać w szkole polekcjach.Zamierza ich ponownie przesłuchać.Nie może sobie pozwolić na żadneniedociągnięcia w śledztwie.Bradley nie wierzy w historyjkę małej McCarthy, ale ławnicymogą się na nią nabrać.MORALNOŚĆ Z LOTU PTAKABudowanie rakiety przypomina trochę urządzanie domu.Kiedy postanowisz zmienićwystrój pokoju, idziesz na zakupy.Lecz kiedy zestawisz ze sobą swe nowe nabytki, od razuwidzisz, że coś jest nie tak - zasłony nie pasują do narzuty.Podobnie jest z rakietami.Dlatego osobiście nadzoruję produkcję.Chcę znać wygląd mojego przyszłego dziecka.Wernher von Braun, „Life", 1956Mike pozwala jej wyłapywać niskie i wysokie piłki na trawiastym polu z tyłu domu.Rozgrzewa się przed dzisiejszym meczem w Exeter.W tym roku po raz pierwszy występujejako zagrywający.Madeleine założyła jego starą rękawicę do baseballu, ale mocno uderzonepiłki, choć tak kuszące, przepuszcza, gdyż boi się, że jej skaleczenie znów się odnowi.Uważnie obserwuje dom, wypatruje ojca; zależy jej na rozmowie z tatą na osobnościjeszcze przed kolacją [ Pobierz całość w formacie PDF ]