[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Podeszła do stolika z marmurowym blatem, który stał pod ozdobioną kobiercem ścianą i dotknęła palcami leżącego na nimpergaminowego zwoju.Wewnątrz spoczywały trzy długie czarne, jedwabiste włosy, zostawione na jej szacie, gdy barbarzyńca… Jej dłoń zadrżała.Nie mogła teraz o tym myśleć.Potrzebowała czystego umysłu.Musiała być opanowana i spokojna.Dlaczego to musiał być on? Czemu nie Taramenon? Ponieważ nigdy nie działał na nią tak, jak barbarzyńca? Ponieważ bawiła się z nim, igrała tak długo, że przestał ją interesować jako mężczyzna?— To będzie Conan — wyszeptała.— Ale będzie tak, jak ja zechcę.— Zacisnęła dłoń na pergaminie i wyszła z komnaty.Niewolnicy, szorujący podłogi w czasie, gdy ich pani przebywała gdzie indziej, usuwali się trwożliwie z jej drogi, dotykając czołami posadzki, w wyrazie pokornego oddania.Nie zwracała na nich większej uwagi, niż na meble dokoła.Udała się wprost do swojej sekretnej komnaty, zamknęła drzwi i zapaliła lampy.Uczucie triumfu zmuszało ją do szybszego działania, była pewna, że już wkrótce jej wysiłki zaowocują wielkim sukcesem.Stanęła przy stole zastawionym zlewkami i butelkami, po czym delikatnie wyjęła ze zwoju jeden z włosów.Jeden wystarczy, pozostaną dwa, w razie gdyby musiała wykorzystać przeciw ogromnemu barbarzyńcy silniejsze czary.Na gładkiej srebrnej tabliczce nakreśliła znak rogów, znak Al Kiira.Uczyniła to krwią dziewicy, za pomocą pędzelka z włosiem nie narodzonego dziecka i obsadą z kości palca wskazującego jego matki.Po obu stronach płytki ustawiła świece.Zapaliła je.Były czarne, wytopione z łoju zamordowanych mężczyzn, wykradzionych z grobów na poświęconej ziemi.Teraz najważniejszy był pośpiech, lecz również dokładność, w przeciwnym razie jej wysiłki spełzłyby na niczym.Przygryzając język zębami, nakreśliła na brzegach płytki ostatnie symbole.Pożądanie.Żądza.Pragnienie.Potrzeba.Pasja.Tęsknota.Odrzuciła pędzelek, uniosła dłonie nad głowę i opuściła przed sobą, w błagalnym geście, odwrócone wnętrzami ku górze.W starym języku, który przyswoiła sobie z takim mozołem, zaczęła nucić śpiewną inkantację.Jej głos odbijał się gromkim echem od bladych ścian, budząc moc, powiązaną z Al Kiirem, lecz do niego nie należącą, moc tego świata, nie zaś pustki, gdzie bóg był uwięziony.Z początku kusiło ją, by wykorzystać tę moc do kontaktu z Al Kiirem.W rezultacie tych prób wybuchł pożar, który strawił wieżę je zamczyska, leżącego w połowie drogi od granicy z Aquilonią.Ognia, który ją ogarnął, nie sposób było ugasić wodą, a wygasł on dopiero wtedy, gdy z budowli nie pozostało nic, prócz popiołów.Jeszcze długo potem lękała się podjąć kolejną próbę, zaś ludzie przyglądali się jej znacząco, szepcząc o złowrogich czarach, odprawianych w zamku Asnark.Aby zrzucić z siebie podejrzenie, oskarżyła o czary pewną kobietę z zamku, starą służącą, która nawet wyglądem przypominała wiedźmę, i skazała na spalenie na stosie.Od tej pory Synelle nauczyła się ostrożności.Jak wiadomo człowiek uczy się na błędach.Świece wypaliły się powoli, rozlewając w kałużę czarnego tłuszczu.Synelle opuściła ręce, po raz pierwszy od wielu godzin oddychając powoli i głęboko.Namalowane na płytce symbole i włos zmieniły się w popiół.Okrutny uśmiech pojawił się na jej wargach.Teraz nie musiała już lękać się swoich żądz.Barbarzyńca należał odtąd do niej, uczyni z nim, co zechce.Był jej niewolnikiem.XIPrzechodząc przez zakurzony dziedziniec domu, gdzie kwaterowała jego kompania, Conan poczuł, że cierpnie mu skóra na plecach.Włosy na całym ciele zdawały się poruszać, jakby żyły własnym życiem.Ze złotej kuli pnącej się na nieboskłon spływał jasny, silny blask.Zdawało się go otaczać chłodne powietrze.Tak było odkąd się obudził.Czuł się dziwnie i nie pojmował dlaczego.Potężny Cymmerianin nie tłumaczył tego, co się działo, strachem.Znał dobrze swoje własne lęki i umiał nad nimi panować [ Pobierz całość w formacie PDF ]