[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Zatrzyma³ siê dopiero przed stra¿-nikami otaczaj¹cymi plac, nie spuszczaj¹c oczu z kobiety, bez ruchustoj¹cej w karecie u boku ksiêcia.Jak gdyby czuj¹c na sobie zachwycony wzrok Conana, ksiê¿naledwie dostrzegalnym ruchem zwróci³a ku niemu g³owê – i naglejakby gor¹ca b³yskawica przeszy³a jej cia³o.Krew w niej zakipia³a,zatêtni³a w koniuszkach palców i okrasi³a rumieñcem blade policz-ki.Kareta ju¿ dawno minê³a wysoki jesion i stoj¹cych pod nim lu-dzi, a Lawinia ci¹gle widzia³a przed sob¹ te przyzywaj¹ce niebie-skie oczy, poci¹g³¹ w³adcz¹ twarz, niepokorne czarne w³osy i potê¿ne ramiona.S¹dz¹c z widoku, by³ to prosty cz³owiek, na którego nie wartozwracaæ uwagi, ale jakieœ dziwne uczucie radoœci i niepokoju nieopuszcza³o ksiê¿nej przez ca³y dzieñ.– Ale¿ piêkna jest ta wasza ksiê¿na! – powiedzia³ Conan, kiedyprzebi³ siê wreszcie przez t³um do Rudego Biorriego.Kareta zniknê-³a ju¿ z pola widzenia, a fala ludzi zala³a plac.– Co prawda ta po³y-skliwa skorupa, w któr¹ siê ubra³a, nie pozwoli³a mi dobrze siê jejprzyjrzeæ, ale co za oczy! Jakie usta! Szczêœciarz z tego ksiêcia!– No, widzê, ¿e i ty nie ocala³eœ! Wielu s³awnych rycerzy nosiw sercu tê zadrê, i w³aœnie z myœl¹ o tych nieszczêœnikach u³o¿y³emwiersz ku czci ubóstwianej bogini.Pos³uchaj:O, Lawinio, bogini,Œwiat³o oczu mych zniewolonych,Nie przestanê wychwalaæ.Hej, Conanie, jeszcze nie skoñczy³em, dok¹d mnie ci¹gniesz?! –Biorri ze œmiechem odpycha³ potê¿ne rêce Cymmerianina, którychcia³ zmusiæ go do milczenia.– 58 –– Od twoich wierszy zasch³o mi w gardle! Choæ nie jestem ba-ronem, wiem, ¿e dla kobiety takie rymy nic nie znacz¹, pos³ucha ichi zapomni.Tak wiêc zachowaj je dla tych ba³wanów wielmo¿ów.A teraz pójdziemy czegoœ siê napiæ.Mówi³eœ, ¿e bêd¹ wozy z po-czêstunkiem.No i gdzie one s¹?Zanim Biorri zd¹¿y³ odpowiedzieæ, ze wszystkich stron rozleg³ysiê radosne okrzyki, ludzie na placu rozst¹pili siê i z wrót ogrodu œwi¹-tynnego jeden za drugim zaczê³y wyje¿d¿aæ wozy zaprzê¿one w byki,których rogi przyozdobiono kwiatami.WoŸnice w kolorowym odzie-niu, z girlandami podzwaniaj¹cych blaszek na rêkawach, weso³o po-krzykiwali na swe zwierzêta i wkrótce wozy, za³adowane pêkatymibeczkami z aromatycznymi pokarmami, potoczy³y siê ulicami Meno-ry, poci¹gaj¹c za sob¹ t³umy ludzi spragnionych wina i zak¹sek.VIIIZaledwie niebo na wschodzie zaró¿owi³o siê, zapowiadaj¹c na-dejœcie poranka, kiedy na szerokiej ³¹ce przy Œwiêtym Placu zatêtni-³o ¿ycie.Pali³y siê ogniska, a w ich jasnym œwietle ksi¹¿êcy s³udzy ustawiali ostatnie namioty.Kiedy wzejdzie s³oñce, oczom goœci uka-¿e siê piêkny, ciesz¹cy oczy pó³okr¹g ma³ych namiotów, ozdobio-nych najprzeró¿niejszymi chor¹giewkami.Bêd¹ tutaj wk³adaæ na sie-bie zbroje i odpoczywaæ uczestnicy turnieju.Z drugiej strony ³¹ki roz³o¿yli siê kowale i p³atnerze z przenoœ-nymi paleniskami i kowad³ami.Niektórym rycerzom zdarzy siê dziœwalczyæ tylko raz, ale inni pozostan¹ w szrankach do koñca, chc¹cuzyskaæ b³ogos³awieñstwo Mitry i cenn¹ nagrodê.I oczywiœcie nieobejdzie siê wtedy bez pomocy doœwiadczonych majstrów, potrafi¹-cych szybko wyprostowaæ pogiêt¹ zbrojê, naostrzyæ miecz, podkuækonia.Œwiêty Plac posypano czystym rzecznym piaskiem.Ostatnimiczasy coraz wiêcej rycerzy chcia³o uczestniczyæ w Turnieju Mitry,przyje¿d¿ali w tym celu z Belverusu, z Nemedii i nawet z s¹siednichkrólestw.Dlatego pierwszego dnia plac dzielono niskimi barieramina cztery czêœci, ¿eby jednoczeœnie mog³o siê odbywaæ kilka poje-dynków.Z tej strony, gdzie do pola siêga³ niewielki zagajnik, dla ksiêciai jego œwity zbudowano wysoki pomost z drewnianym daszkiem.– 59 –Ni¿ej znajdowa³y siê ³awki dla znaczniejszych goœci, a dalej, za ogrodzeniem, t³oczyli siê niecierpliwi mieszkañcy miasta, którzy przyby-li tu ju¿ w nocy, ¿eby zaj¹æ lepsze miejsca.Dla kap³anów Mitry naprzeciwko kolorowych namiotów wznie-siono coœ na kszta³t œwi¹tyni: lekki dach wsparty na rzeŸbionych ¿erdziach, niskie a¿urowe wrota, schodki, wiod¹ce prosto na plac tur-niejowy, i dwie br¹zowe czasze po obu stronach, w których zap³onieœwiêty ogieñ Mitry.Teraz, w s³abym œwietle poranka, kiedy nie po³yskiwa³y poz³a-cane pancerze, nie furkota³y na wietrze kolorowe chor¹giewkii wst¹¿ki, nie s³ychaæ by³o zawo³añ heroldów i dŸwiêku broni, ³¹kaprzypomina³a jakiœ jarmark.Pokrzykiwali do siebie majstrowie i s³u-dzy.Giermkowie, którzy przybyli wczeœniej, zajmowali namioty,k³óc¹c siê miêdzy sob¹.Kupcy, którzy nigdy nie przepuœciliby takiej okazji, porozk³adali najprzeró¿niejsze towary i smako³yki, g³oœnonawo³uj¹c mieszkañców t³ocz¹cych siê na placu.Robi³o siê coraz jaœniej i przybywa³o coraz wiêcej ludzi.Cho-cia¿ do po³udnia, do Œwiêtej Godziny Mitry, by³o jeszcze daleko,wydawa³o siê, ¿e po³owa mieszkañców Menory zebra³a siê tutaj, narozleg³ej zielonej polanie.Od samego rana w ksi¹¿êcym pa³acu panowa³ zgie³k i rwetes.Kiedy w³adcy Menory i dworzanie zasiadali przy sto³ach w ogrom-nej sali bankietowej, której okna wychodzi³y na wschód, s³udzy i ko-niuchowie szykowali konie do uroczystego przejazdu.Przez otwarte szeroko okna ogromnej, urz¹dzonej wed³ug daw-nego zwyczaju sali nap³ywa³o czyste poranne powietrze.KsiêciuOrgeldowi kiedyœ bardzo podoba³y siê ciemne, bez poz³oty i rzeŸbgrube belki sufitu, a ciê¿kie br¹zowe lampy ze stercz¹cymi niczympromienie s³oñca bojowymi kopiami wywo³ywa³y w nim uczuciedumy ze s³awnych przodków.Jednak¿e dziœ wszystko wydawa³o musiê tak proste i ubogie, jak w przydro¿nym szynku.Siedzia³ nachmu-rzony, z niepokojem oczekuj¹c wschodu s³oñca.To w³aœnie s³oñcenajbardziej go dra¿ni³o w ostatnich czasach i od samego rana ma-rzy³ o tym, by jak najszybciej nadesz³a noc z lekkimi, ch³odnymi cieniami, refleksami p³omieni lamp na œcianach i twarzach, i tym cu-downym, pobudzaj¹cym krew w ¿y³ach uczuciem, ¿e jest nie tylkow³adc¹, lecz równie¿ gospodarzem Bergheimu.Jedynie Ferndin ro-zumie jego uczucia, odgaduje jego najskrytsze pragnienia! Ju¿ wkrót-ce zasi¹dzie wœród tych hrabiów i baronów, którzy bêd¹ siê rumieni-li, s³uchaj¹c jego ¿artów.– 60 –Poczu³ delikatne dotkniêcie d³oni.Lawinia patrzy³a na niegospokojnymi jasnymi oczyma, w g³êbi których kry³ siê niepokój.– Wschodzi s³oñce! Czas nape³niæ kubki! Wszyscy czekaj¹ natwe s³owa, poranne s³owa w³adcy Bergheimu!Orgeld westchn¹³, podniós³ rêkê i natychmiast s³udzy, jakby tyl-ko czekaj¹c na ten znak, zaczêli nape³niaæ z³ote kubki pienistymwinem Mitry.Napój, którego receptura stanowi³a tajemnicê kap³a-nów Jasnego Boga, sporz¹dzano tutaj, w Menorze, z cierpkich winkupowanych w Puantanie.¯adne inne wino nie by³o tak lekkie i niepowodowa³o takiego radosnego szmeru w g³owie.Pierwszy dzieñTurnieju Mitry zawsze zaczynano od wypicia kubka tego winao wschodzie s³oñca.Skraj z³ocistego dysku wychyn¹³ zza horyzon-tu, poz³acaj¹c bezchmurne niebo [ Pobierz całość w formacie PDF ]