[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.– Czyli nie widziałeś, jak Stokes szamocze się z Brasher, chcąc wyrwać jej broń?Bosch w lot zrozumiał, do czego zmierzają pytania Gilmore’a.– Przestań się bawić słowami, poruczniku.Gdyby się szamotali, widziałbym to.Jasne?Gilmore milczał.Wciąż się przechadzał.– Słuchaj – ciągnął Bosch – dlaczego nie sprawdzicie, czy na ubraniu Stokesa są ślady prochu? Sprawdźcie jego kombinezon, ręce.Niczego nie znajdziecie.Zróbcie to, a sprawa będzie zakończona.Gilmore pokręcił głową.– Chętnie bym to zrobił, ale sęk w tym, że złamałeś procedury.Zabrałeś Stokesa z miejsca przestępstwa i przywiozłeś go tutaj.Zerwałeś łańcuch dowodowy, rozumiesz? Mógł się umyć, zmienić ubranie.Bóg raczy wiedzieć co jeszcze.Bosch spodziewał się tego argumentu.– Uznałem, że w grę wchodzi bezpieczeństwo podejrzanego.Mój współpracownik to potwierdzi.Stokes też.Poza tym ani na moment nie spuściłem go z oka.Aż do chwili gdy tutaj wparowaliście.– Nie zmienia to faktu, że uznałeś, iż twoje dochodzenie jest ważniejsze od tego, byśmy poznali okoliczności, w jakich doszło do postrzelenia funkcjonariuszki policji.Bosch powoli uświadamiał sobie, do czego dąży Gilmore.Chciano uznać, że Brasher została ranna w trakcie szamotaniny z podejrzanym.Dzięki temu stałaby się bohaterką.Postrzelony funkcjonariusz – a jeszcze lepiej niedoświadczona funkcjonariuszka – to najlepszy sposób, by przypomnieć opinii publicznej, że w policji pracują szlachetni ludzie, którzy codziennie narażają swoje życie.Inne rozwiązanie – że Brasher postrzeliła się przypadkiem albo, co gorsza, celowo – byłoby kolejnym blamażem organów ścigania.Gilmore zdawał sobie sprawę, że Bosch jest naocznym świadkiem tragicznego zdarzenia i zarazem policjantem, musiał zatem skłonić go do zmiany zeznań.Jedynym sposobem było dobicie targu: Bosch może wykorzystać Stokesa w swoim śledztwie w zamian za kłamstwo, za stwierdzenie, że widział, jak podejrzany strzelał do policjantki.Bosch uważał ten pomysł za wręcz absurdalny.– Chwila moment – powiedział.– Jeśli myślisz, poruczniku, że skłamię, że będę mówił, że Stokes postrzelił Julię.ee, funkcjonariuszkę Brasher, bo chcę, byście mi go oddali, to masz nie po kolei w głowie.– Ja tylko badam różne ewentualności.– To badaj je sobie, ale beze mnie.– Wstał i ruszył do drzwi.– Dokąd to?– Skończyłem z tym.– Otworzył drzwi, spoglądając na Gilmore’a.– Musisz coś wiedzieć, poruczniku.Stokes jest dla mnie zupełnie bezużyteczny.Bezwartościowy.Julia niepotrzebnie przelała swoją krew.– Ale zorientowałeś się dopiero wtedy, gdy go tu przywiozłeś, co?Bosch odwrócił się i omal nie zderzył z Irvingiem.Zastępca komendanta głównego stał w drzwiach.– Proszę wrócić na moment, Bosch – rzekł spokojnym tonem.Bosch wszedł do pokoju.Irving ruszył za nim.– Poruczniku, proszę nas zostawić samych.I chcę, żeby wszyscy odeszli od lustra.– Tak jest, panie komendancie – odparł Gilmore i się ulotnił.– Siadajcie, Bosch – rozkazał Irving.Bosch osunął się na krzesło.Irving stał.– Zamierzamy uznać to za nieumyślny samopostrzał – oznajmił.– Funkcjonariuszka Bosch zatrzymała podejrzanego i wkładając broń do kabury, niechcący się postrzeliła.– Czy tak zeznała?Irving się zmieszał, potem pokręcił głową.– O ile wiem, rozmawiała tylko z wami, Bosch, a wyście zeznali, że nie mówiła nic o okolicznościach, w których padł strzał.Przytaknął.– Czyli to koniec sprawy? – spytał.Przed jego oczami przesuwały się w zwolnionym tempie sceny pościgu po parkingu.Coś się nie zgadzało.Irving odchrząknął.– Decyzja została podjęta – zakomunikował.– Przez pana, komendancie.– Owszem, przeze mnie.– A co ze Stokesem?– O tym zadecyduje prokurator.Może zostać oskarżony o nieumyślne spowodowanie śmierci.W końcu jego ucieczka doprowadziła do postrzelenia policjantki.– Zaraz, zaraz! – krzyknął Bosch, zrywając się jednocześnie z krzesła.– Jak to śmierci?!– Porucznik Gilmore wam nie mówił?Osunął się z powrotem na krzesło.– Kula uderzyła w kość ramienia i odbiła się, wchodząc w ciało.Trafiła w klatkę piersiową, przebiła serce.Brasher zmarła w drodze do szpitala.Bosch opuścił głowę i zakrył twarz dłońmi.Czuł, jakby wszystko dokoła wirowało, jakby zaraz miał spaść z krzesła w czarną otchłań.Po długiej chwili odezwał się Irving:– W tej komendzie pracują funkcjonariusze, którym nieustannie przytrafiają się różne rzeczy.Złe rzeczy.Wciąż na nowo.Niestety, wy, Bosch, do nich należycie.Bezwiednie skinął głową.Myślał o ostatnich słowach Julii: „Harry, nie pozwól im.”.Nie pozwól im? Na co? Zaczynał wiązać jedno z drugim, zaczynał się domyślać, co chciała powiedzieć [ Pobierz całość w formacie PDF ]